Najnowsze Posty

Za pierwszym razem zrobiłam tę pizzę na mące pszennej pełnoziarnistej, wczoraj - na grahamce. I jedna i druga wersja (z nieco większą pulchnością tej pierwszej) jest naprawdę bardzo dobra i syta. Polecam na obiad, tylko koniecznie podany od razu :)

1 porcja (placek) to ok:
490 kcal
15 g błonnika
20 g białka
13 g tłuszczu
73 g węglowodanów

PIZZA NA PEŁNOZIARNISTYM CIEŚCIE Z BROKUŁAMI, PAPRYKĄ I RUKOLĄ
Składniki (na 4 porcje)
ciasto:
1 opakowanie drożdży instant (8g)
1 szklanka ciepłej wody
1 łyżeczka cukru
2 i 1/2 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
2 łyżki oliwy

sos:
2 duże pomidory (ok. 400g)
1/2 małego koncentratu pomidorowego
sól, pieprz, sos sojowy, suszone oregano, kilka listków świeżej bazylii

wierzch:
miseczka ugotowanych brokułów
krążki czerwonej cebuli
1/2 małej żółtej papryki i 1/2 czerwonej - pokrojone w kostkę
1 kulka mozzarelli (125g)*


Drożdże wsypujemy do kubeczka, dodajemy cukier i zalewamy wodą, odstawiamy na 5 minut. Do dużej miski wsypujemy mąkę, robimy w środku dołek, dodajemy 2-3 duże szczypty soli i wlewamy drożdże. Dodajemy oliwę, zagniatamy elastyczne ciasto. Przykrywamy je ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na ok. 40 minut.

W między czasie, sparzamy pomidory, hartujemy zimną wodą i ściągamy skórkę. Wrzucamy je do stojącego blendera (przystawka do pesto) razem z bazylią, oregano i koncentratem, miksujemy, doprawiamy solą, pieprzem i sosem sojowym.

Ciasto dzielimy na cztery równe części, rozwałkowujemy na cienkie placki, które układamy na wyłożonej papierem do pieczenia blasze. Na każdym placku rozsmarowujemy sos, rozsypujemy krążki cebuli, pokrojoną paprykę i różyczki brokułu. Całość posypujemy startą mozzarellą, pieczemy ok. 27-30 minut w 190*C (opcja góra-dół, na środkowej półce**). Gotową posypujemy świeżą rukolą i ew. innymi warzywami, podajemy np. skropioną oliwą.

*wersja jest "lekka" - w opcji "hard" proponuję drugie tyle sera :)
**wszystko zależy od piekarnika. W domu rodzinnym piekłam nawet ponad 30 minut. W piekarniku krakowskim już po 20 minutach miałam pięknie spieczone ciasto.


CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U




Dzisiejsza propozycja to kolejna z serii prostych i szybkich wege-przepisów. Jeśli macie w domu czerwoną (bądź zieloną) soczewicę, marchewkę oraz kilka innych drobiazgów - z łatwością przyszykujecie smaczny posiłek dla całej rodziny. I to jak zwykle, z niewielkim wysiłkiem :) 

Kotleciki będą pasować zarówno do kaszy czy ziemniaków - na obiad, jak na i burgery - wystarczy, że dodacie ciepłą bułeczkę, nieco sera, warzyw i jogurtowy dip. My wcięliśmy je z pęczakiem i kapustą czerwoną z przepisu mojej Mamy KLIK.
Smacznego!

1 kotlecik to ok:
125 kcal
2 g błonnika
5 g białka
5 g tłuszczu
15 g węglowodanów

KOTLECIKI Z SOCZEWICY
Składniki (na 12 sztuk):
szklanka suchej, czerwonej soczewicy (ok. 200g)
2 średnie marchewki
1 duża cebula
1 ząbek czosnku
1 łyżka oleju
4-5 lekko czubatych łyżek mąki kukurydzianej
garść świeżego koperku
sól, pieprz, sos sojowy
4-5 łyżek oleju do smażenia + patelnia grillowa

Soczewicę płuczemy na sitku, następnie zalewamy ją ok. 1,5 szklanki wody i na małym ogniu gotujemy, aż będzie miękka (i wchłonie całą wodę). Na rozgrzanym oleju (1 łyżka) rumienimy posiekany czosnek, cebulę, po chwili dodajemy obraną i startą na tarce marchewkę. Warzywa dusimy aż zmiękną, a następnie blendujemy. Łączymy z soczewicą i odstawiamy masę aż nieco przestygnie. Doprawiamy, dodajemy posiekany koperek, mąkę i formujemy kotleciki (ale jeszcze na ciepło). Każdy smażymy chwilkę na rozgrzanym oleju z dwóch stron, odsączamy na papierowym ręczniku.

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U





Dzisiejszy przepis szczytem doznań podniebienia nie będzie :) Powstał bowiem testowo z myślą o tych, którzy muszą stosować dietę lekkostrawną. Układając bowiem takie jadłospisy, często zastanawiam się czy dana potrawa w ogóle będzie miała smak. Bazując więc na pomyśle z Nutriblog.pl przygotowałam i nafaszerowałam swoich chłopaków takimi oto klopsami (pulpetami?). Myślę, że do najgorszych nie należą :)

1 pulpet (to orientacyjnie!) ok:
75 kcal
0,5 g błonnika
9 g białka
1 g tłuszczu
8 g węglowodanów

PULPETY GOTOWANE NA WYWARZE WARZYWNYM
Składniki (na ok. 10-12 kulek):
400g zmielonego filetu z indyka
1 jajko
5-6 łyżek kaszy manny (albo tyle by "masa" się nie kleiła po odstawieniu na 10 minut)
marchewka
kawałeczek selera (jeśli tolerowany)
posiekany koperek (ok. 2 łyżek)
odrobina soli
ok. 1 litra wywaru warzywnego

Mięso łączymy w misce z jajkiem, kaszą, startymi warzywami, koperkiem i niewielką ilością soli. Masę odstawiamy na ok. 10 minut aby kasza lekko spęczniała. Z masy formujemy w dłoniach kulki i delikatnie wrzucamy je na gotujący się wywar. Od momentu ich wypłynięcia na powierzchnię - gotujemy jeszcze 5 minut. Do pulpetów można podać np. ziemniaki albo lekką kaszę z pokrojoną w kosteczkę jarzynką z wywaru (opcjonalnie skropioną odrobiną oliwy). Taki posiłek będzie smaczny i lekki nie tylko dla pacjentów, którzy muszą "trzymać" dietę, ale i dla tych zupełnie malutkich, zdrowych bąbli, którym rozszerzamy dietę :)

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U





Nie pamiętam już dokładnie kiedy po raz pierwszy spotkałam się z tą zupą (chyba w przedszkolu Jasia?), ale przyznacie sami, że nazwa intryguje :)

Baza - Kwestia Smaku, ale z małą modyfikacją. Zupa jest zdecydowanie słodkawa, choć smak pietruszki również wyczuwalny. Przyznam, że byłam tym mile zaskoczona - za samą pietruszką bowiem nie przepadam. Polecam i Wam. SMACZNEGO!

1 porcja zupy, z garścią groszku ptysiowego (15g) oraz 1 łyżeczką oliwy to ok:
280 kcal
8 g błonnika
8 g białka
16 g tłuszczu
30 g węglowodanów

ZUPA KREM Z GRUSZKI I PIETRUSZKI
Składniki (na 4 porcje):
600g korzenia pietruszki
1 duża, dojrzała gruszka (ok. 240g cała)
1 łyżka oleju (10g) + 1 płaska łyżka masła (15g)
1 litr bulionu warzywnego
250g mleka 2%
sok z cytryny, sól, pieprz

Pietruszkę obieramy i kroimy na małe kawałki. Wrzucamy do garnka z roztopionym masłem i oliwą, odrobinę solimy i obsmażamy na średnim ogniu przez 5 minut, co jakiś czas mieszając. Gruszkę obieramy, kroimy na ćwiartki, usuwamy gniazda nasienne i dorzucamy do garnka, smażymy kolejne 5 minut. Całość doprawiamy świeżo zmielonym pieprzem, wlewamy bulion i zagotowujemy. Gotujemy 10 minut, do miękkości warzyw. Wlewamy mleko, zagotowujemy, miksujemy na krem. Doprawiamy sokiem z cytryny. Podajemy z  oliwą i np. świeżą bazylią. 


CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U

 


Pasztet z soczewicy i marchewki KLIK to jeden z tych przepisów, który na początek drogi ze strączkami proponuję podopiecznym najczęściej :) Przepis jest bardzo łatwy, szybki, nic nie trzeba mielić, ale ze względu na np. podsmażanie warzyw - nie sprawdzi się u każdego. Postanowiłam więc podręczne składniki (ledwie dwa!) ugotować i w takiej postaci przygotować "smarowidło". Powstało nowe, lekkostrawne pasztetowe cudo. Znika równie szybko jak pasztet z curry, dlatego gorąco polecam! Smacznego!

1 plaster to ok:
110 kcal
2,5 g błonnika
6,0 g białka
3,0 g tłuszczu
15,0 g węglowodanów

PASZTET Z SOCZEWICY I BATATÓW
Składniki (na ok. grubych 20 plastrów):
2 szklanki czerwonej soczewicy (ok. 400g)
1 średniej wielkości batat (400g przed obraniem)
4 łyżki oleju rzepakowego
3 duże jajka
1 łyżeczka sosu sojowego
2 łyżki mąki pszennej pełnoziarnistej
sól, natka pietruszki

Soczewicę gotujemy we wodzie, aż się rozpadnie. Batat obieramy, kroimy w mniejsze kawałki, gotujemy do miękkości. Soczewicę (dobrze odsączoną) i rozgnieciony widelcem batat łączymy, solimy ok. trzema dużymi szczyptami soli, dodajemy mąkę, posiekaną natkę, jajka i doprawiamy - masa ma być dosyć wyrazista (dobrze doprawić ją przed dodaniem jajek). Wszystko wlewamy do wyłożonej papierem do pieczenia podłużnej formy (ok. 31 cm). Pieczemy ok. 45 minut w nagrzanym do 200*C piekarniku, na środkowej półce, opcja góra-dół. Studzimy przed podaniem, na kanapce można skropić nieco oliwą dla większej wilgotności. 


CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U


Tarty mają to do siebie, że świetnie sprawdzają się zarówno w postaci ciepłej - jako obiad, jak i na zimno - na przystawkę imprezową. Jedyny minus - to dosyć kaloryczne ciasto. Po wielu próbach, udało mi się kilka lat temu dopracować przepis na ultra-light spód (KLIK). Do dziś z niego korzystam i polecam - nie tylko tym na diecie :)

Połączenie wędzonego łososia i suszonych pomidorów to chyba już klasyk. Świetnie wpisało się w klimat tego mega lekkiego nadzienia. W czasie imprezy karnawałowej, tarta znikła w mgnieniu oka :)

1 kawałek to ok:
270 kcal
4 g błonnika
12 g białka
15 g tłuszczu
22 g węglowodanów

TARTA Z ŁOSOSIEM I SUSZONYMI POMIDORAMI
Składniki (na 8 trójkątnych kawałków):
CIASTO
1 i 1/2 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
75g zimnego masła extra
6 łyżeczek zimnej wody
1/3 łyżeczki gałki muszkatołowej
1 duże jajko
duża szczypta soli

NADZIENIE
6 kopiatych łyżek gęstego jogurtu naturalnego (150g; u mnie Bakoma)
3 duże łyżki serka Bieluch (80g)
3 duże jajka
po dużym plastrze czerwonej i żółtej papryki
opakowanie łososia wędzonego sałatkowego (100g)
1/2 słoiczka suszonych pomidorów odsączonych z zalewy
gruby szczypior
sól, pieprz, sos sojowy 
świeża rukola

Ciasto dokładnie zagniatamy, formujemy kulę i wkładamy do lodówki na 15 minut. Po tym czasie rozwałkowujemy na okrągły placek, wykładamy nim formę do tarty, ścinamy nadmiar ciasta (ale tak by zostało nieco do zawinięcia na formie), a następnie podpiekamy ok. 10 minut w piekarniku nagrzanym do 180*C na środkowej półce (opcja góra-dół). Jogurt  dokładnie roztrzepujemy z serkiem, jajkami, dodajemy drobną kosteczkę papryki, szczypiorek, przyprawiamy. Masę wylewamy na podpieczony spód, rozkładamy porwanego łososia oraz pokrojone w paseczki pomidory. Pieczmy ok. 25-30 minut w 180*C. Gotową kroimy w trójkąty i posypujemy rukolą. Ja dodatkowo skropiłam ją oliwą - dzięki temu pozostała soczysta przez cały wieczór.

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U



Ta sałatka bardzo smakowała moim Gościom - zniknęła w mgnieniu oka! Przygotowałam ją zarówno w Święta Bożego Narodzenia, jak i podczas niedawnej kolędy Przyjaciół. Szybka i prosta w przyrządzeniu, bardzo wyrazista i smaczna. Polecam!

1 proponowana porcja (przy użyciu 6 łyżek zalewy / oliwy, 30 g orzechów) to ok:
240 kcal
2 g błonnika
10 g białka 
18 g tłuszczu
9 g węglowodanów

ŚLEDZIE Z SUSZONYMI POMIDORAMI I ORZECHAMI WŁOSKIMI
Składniki (na ok. 8 porcji):
4 płaty śledzia (marynowanego / matjas; ok. 400g)
mleko do moczenia
1/2 słoiczka suszonych pomidorów (słoik ok. 280g; odsączone pomidory ok. 100g) + zalewa*
garść orzechów włoskich (ok. 30-40g)
czerwona oraz biała cebula, średniej wielkości
2-3 łyżki koncentratu pomidorowego
sól, pieprz, szczypiorek, koperek albo natka pietruszki

Śledzie moczymy w mleku przez noc. Następnie odsączamy je i kroimy w cienkie plasterki (ok. 1,5-2 cm). Pomidory kroimy w mniejsze paseczki, orzechy siekamy (ale niezbyt drobno, mogą być ćwiartki), dorzucamy do śledzi. Cebulę kroimy we wiórka, sparzamy na sitku wodą i mieszamy na ciepło z koncentratem oraz zalewą / oliwą. Delikatnie dodajemy do reszty, mieszamy razem z zieleniną, doprawiamy.

* ponieważ święta i przyjęcia to dla mnie te momenty gdy nie dbam o "kaloryczne szczegóły", do śledzi wlewam całą zalewę ze słoiczka. Myślę jednak, że wystarczy 5-6 łyżek (zalewy / ew. świeżej oliwy). Na taką też ilość zostały przeliczone wartości w tym przepisie
** przy przyrządzaniu przepisu bazowałam na kilku recepturach dostępnych w sieci, m.in. Kwestia Smaku

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U


Menu degustacyjne to jedna z tych imprez "konsumpcyjnych" na których obecność całego arsenału fotograficznego nikogo nie dziwi. Ba, jeśli na bieżąco nie robisz zdjęć tego co aktualnie Ci zaserwowano - jesteś inny :) Tak, raj dla takich jak ja, bo żaden Mąż czy maluch nie narzeka nad uchem, że mu stygnie kolacja. Ale do rzeczy.

Dwór Sieraków mieści się w zabytkowym pałacu w otoczeniu blisko 4 hektarów parku. Gdy o godzinie 19.00 wjeżdżaliśmy na jego teren - czułam miłe łaskotanie w brzuchu: było wprost bajecznie. Tego wieczoru miałam skosztować pysznych dań inspirowanych kuchnią mołdawską w wykonaniu Janusza Fic oraz aż sześciu różnych win marki Individo. Nie muszę chyba mówić, że mój humor, przy mniej więcej trzecim gatunku, był już naprawdę bardzo dobry :)) Ze względu na samopoczucie - zwykle wybieram wina białe albo różowe, wytrawne, bądź półwytrawne. Te, serwowane przez Sieraków wpisały się więc w mój klimat idealnie. Czerwone, które musnęłam dla rozeznania, pachniały cudownie. W niczym nie można było ich porównać do tzw. "siarczanowych" win, które często serwują niektóre restauracje. 


Kolacja trwała ponad 2 godziny. I choć klasyczne porcje menu degustacyjnego to niewielkie kęsy - przy deserze, pasek przy mojej spódnicy wymagał mocnego poluzowania :)

Ze wszystkich skosztowanych dań, najbardziej posmakowała mi pieczona jagnięcina. Przepysznie rozpływające się w ustach mięso przypomniało mi dlaczego nie jestem w 100% wege :) Koniecznie spróbujcie jeśli będzie mieć okazję tu zawędrować. Suszone śliwki "nadziane" wcześniej alkoholem, również były świetne. Podobnie z placintą, a nawet zupą, która łudząco przypominała rosół, a w rzeczywistości była czymś na kształt "rosołowego żurku" (kwaśna). Wśród tych wszystkich smaków, jedynie ślimaki nie przypadły mi do gustu. Nie jadłam ich nigdy wcześniej, stąd też brak mojej aprobaty. Ponieważ jednak do ukochanego awokado czy sushi również kiedyś podchodziłam kilkukrotnie, może i tutaj nie wszystko jeszcze stracone :)






foto dworu KLIK

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW? 
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U


„Żyjemy w czasach, w których zdrowe odżywianie można porównać do świętego Graala. Większość z nas chciałaby zdrowo się odżywiać. Są tacy, którzy twierdzą, że wiedzą jak to zrobić. Są tacy, którzy do tego nieustannie dążą. Są również takie osoby jak ja, które zastanawiają się nad tym, czy zdrowe odżywianie w ogóle istnieje.”

Krzysztof Domaszewski, autor e-booka „Fit Słodycze”, do żywienia ma podejście jak wielu z nas. Nieustannie szukamy dobrej żywności, nie wierząc producentom w to, że to właśnie ich produkt jest tym w 100% naturalnym i zdrowym. W prawie każdym wyrobie można dopatrzeć się czegoś nie tak. Z kolei eko-produkty mają wprawdzie ogrom pozytywów, ale niestety, również i negatywy – przede wszystkim wysoką cenę. Krzysiek, pracując nad e-bookiem, uderzył w kategorię produktów, których na co dzień brakuje nam najczęściej. Brakuje, choć zdajemy sobie sprawę ze szkód, jakie niesie ze sobą ich nadmiar w naszej diecie. I choć zdrowe słodycze kalorie wciąż mają, to ich lepszy skład, przy stosunkowo dalej niewielkiej cenie (Krzysztof korzysta z produktów raczej łatwo dostępnych), stanowi naprawdę ciekawą alternatywę.

„W prawie każdym produkcie spożywczym, z jakim mamy na co dzień do czynienia można znaleźć substancje, które nam szkodzą, działają niekorzystnie w długim lub krótkim okresie, w mniejszej lub większej dawce. Być może byłoby więc zdrowiej, gdybyśmy przyznali sami przed sobą, że dieta oparta w stu procentach na produktach, które w żaden sposób nie oddziałują negatywnie na nasz organizm nie istnieje i zastąpili „zdrowe odżywianie” terminem „racjonalne odżywianie”. Racjonalne, czyli takie, które w kontekście okoliczności maksymalizuje szansę na dostarczenie odpowiedniej wartości odżywczej, w tym makro i mikroelementów, jednocześnie w miarę możliwości minimalizując spożycie produktów jednoznacznie szkodliwych.””

Podejście Krzysztofa do tematu to w 100% i moje podejście! Jeśli jesteście na blogu ze mną dłużej, mogliście poznać je przy okazji takich wpisów jak „Teoria Umiaru” klik czy „Zmiany zaczynają się w Twojej głowie” klik. Wszystko, ale z rozsądkiem. Odpowiedni balans między koniecznością, a przyjemnością, szybko przyniesie oczekiwane korzyści. A gdyby tak połączyć jedno z drugim i rozkoszować się słodyczą bogatą w składniki odżywcze? To możliwe! Krzysztof dzieli się właśnie takimi pomysłami.

20 dokładnie opisanych receptur na zdrowsze zamienniki słodyczy. Ciekawostki na temat głównych ich składników, opis przygotowań krok po kroku, oraz finalny rachunek energetyczny (i nie tylko!). To propozycja zarówno dla tych, którzy poszukują po prostu zdrowszych zamienników, jak i dla tych, którzy liczą każdą kalorię, oraz gram białka, tłuszczu czy węglowodanów. To również świetny pomysł dla nas – dietetyków, w celu rozpisania jadłospisu. Nie trzeba samemu niczego przeliczać – Krzysiek wychodzi z tym na tacy. Wszystko w łatwo przyswajalnej formie, lekkim językiem, na czytelnych kartach. Blok czekoladowo-kokosowy? Ciastka z masłem orzechowym? A może proteinowe batony? Na myśl o każdym z tych produktów żołądek podskakuje mi w fikołkach J Wszystko to za … 17,70 zł. W tej jednej kwestii e-book ma sporą przewagę nad drukiem, ja bowiem zdecydowanie wolę poczuć zapach świeżo zadrukowanej książki. Nie mniej jednak – pozycję polecam bardzo. Na dziś wieczór planuję już zrobić Krzyśkową chałwę J


„Dręczyłoby mnie jednak sumienie, gdybym nie wspomniał, że nawet w przypadku domowych słodkości zachowanie umiaru jest wskazane i potrzebne. Wiedza zawarta w tym opracowaniu to nie magiczne wrota do świata wiecznego, bezkarnego objadania się słodyczami. To jedynie jeden niewielki element układanki, jaką jest racjonalne odżywianie, który przy odrobinie dobrych chęci i zdrowego rozsądku pozwoli wkomponować lepsze jakościowo wersje ciastek, tortów czy lodów do naszej diety, urozmaicając ją i sprawiając, że nie jest monotonna, że możemy w pełni się nią cieszyć.”


E-BOOKA ZAMÓWISZ TUTAJ: www.fitslodycze.pl

Dziś znów zupa "składkowa" - z tego co było w lodówce :) Lubimy takie zupy, bo nie dość, że rozgrzewają, są smaczne, to i mega wartościowe! No i najważniejsze - większość maluchów zje w ten sposób sporą ilość warzyw. Zwłaszcza gdy w roli dodatku występują chrupiące grzanki :)

1 porcja (zupa + 1 łyżeczka oliwy + grzanki z 1 kromki żytniego chleba; 30g) to ok:
230 kcal
6 g błonnika
5 g białka
14 g tłuszczu
20 g węglowodanów

ZUPA KREM Z BROKUŁÓW, PORÓW I BRUKSELKI
Składniki (na 5 porcji)
brokuł (ok. 250g)
2 garście brukselki (ok. 250-300g)
2 duże pory
1 średnia cebula
2 łyżki oleju
100-120 ml słodkiej śmietanki 30%
sól, pieprz
posiekany koperek, grzanki, oliwa

Białą część pora kroimy w plastry razem z cebulą, przesmażamy na oleju. Dodajemy podzielone brokuły i brukselkę, zalewamy 1,5 litra wody (ok. 7 szklanek) i gotujemy na wolnym ogniu, aż warzywa zmiękną. Całość porządnie miksujemy, wlewamy śmietankę, doprawiamy. Podajemy z koperkiem, z grzankami i odrobiną oliwy.

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW? 
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U

Powodów, dla których kobieta decyduje się na wizytę w gabinecie dietetyka, może być multum. Większość przychodzi po to, aby nauczyć się zdrowo odżywiać, zgubić zbędne kilogramy bądź możliwie najpełniej wyprowadzić daną jednostkę chorobową. Coraz częściej przychodzą jednak kobiety, które planują zostać mamami, szczęśliwie w ciąży już są lub właśnie urodziły i chcą zadbać o dietę swoją oraz swojego malucha. Jakie pytania padają najczęściej?


Planuję z partnerem powiększenie rodziny. Na co powinnam zwrócić uwagę w swojej diecie już teraz? Czy istnieją wskazówki, które zwiększą nasze szanse na maleństwo?
Gratuluję pięknego podejścia! To naprawdę najlepsze co możesz zrobić dla swojego dziecka – zadbać o siebie już teraz! Ale do rzeczy. Jeśli cierpisz na nadwagę lub otyłość, a przez wiele ostatnich lat nieustannie się odchudzałaś, pora na uregulowanie tej sytuacji. Podobnie będzie w przypadku, gdy dotyczy Cię problem niedowagi. Polecam wizytę u dietetyka i zdrowe zbilansowanie Twojej diety. Nie eksperymentuj już ze swoim jadłospisem, zapomnij o restrykcjach. Palisz? Bezwzględnie przestań. Często sięgasz po alkohol? Postaraj się go ograniczyć. To właśnie te czynniki – zdrowa dieta, rezygnacja z nałogów oraz regularna aktywność fizyczna – zwiększają według specjalistów Wasze szanse na poczęcie maluszka. Warto w tym miejscu podkreślić, że odpowiednia dawka ruchu to nie tylko dbałość o Twoją piękną sylwetkę, zdrowie, ale i o dobre samopoczucie oraz lepszy humor, co również może okazać się przydatne w trakcie starań o dziecko.

Jestem w ciąży. Co zrobić, aby nie przytyć za dużo?
Ogromne gratulacje! Przed Tobą cudowny czas! Żebyś jednak mogła z niego czerpać pełnymi garściami, przede wszystkim musisz sobie uświadomić, że… TY NIE TYJESZ! Wzrost Twojej masy ciała nie wynika (w całości) z nadmiernej podaży energii, a z konkretnych czynników, które muszą zajść w trakcie tych dziewięciu pięknych miesięcy razem. Sam maluszek to finalnie ok. 3-4 kilogramy, 1-2 kg to Twoje powiększające się piersi, a mniej więcej 2-4 kg pochodzi z gromadzonej na okres karmienia piersią tkanki tłuszczowej. Te i jeszcze kilka innych składowych to łącznie ok. 10-14 kg! Twoja masa ciała musi więc się zwiększyć! To jednocześnie konieczne, jak i piękne w Twoim obecnym życiu. W Waszym życiu! Jeszcze zdążysz wrócić do ulubionych jeansów. Pamiętaj jednak, że o ile przyrost ten jest potrzebny, większą liczbę kilogramów możesz niechcący zebrać wraz z niewłaściwie prowadzoną dietą. O to, by tak się nie stało, MUSISZ już zadbać!

No właśnie. To ile powinnam przybrać w ciąży?
Przeprowadzone przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) badania wskazują, że optymalna masa urodzeniowa dziecka, wynosząca ok. 3,1-3,6 kg, jest związana z przyrostem masy ciała u mamy od ok. 10 do 14 kg. Warto jednak podkreślić, że nie jest to jedyny wyznacznik tego, ile powinnyśmy przybrać w tym okresie. Przede wszystkim trzeba popatrzeć na masę ciała, z jaką kobieta startowała w te dziewięć miesięcy. Jeśli miała niedowagę, w ciąży zaleca się jej przybranie ok. 12,5 do nawet 18 kg. Mama o prawidłowej masie ciała może przybrać mniej więcej 11,5-16 kg. Mama z nadwagą już tylko 7-11,5 kg, a z otyłością 5-9 kg.

Jestem w ciąży. Czego nie wolno mi teraz jeść? Czy to prawda, że mam zapomnieć o rybach i orzechach? Mama mówiła mi, że te pierwsze zawierają duże ilości niebezpiecznej dla dziecka rtęci, a orzechy spowodują u niego alergię.
Dieta przyszłej mamy nie odbiega znacząco od diety, jaką zaleca się stosować u każdej z nas na co dzień. Istnieje oczywiście parę zasad, ale ograniczają się one raczej tylko (albo i aż) do zalecenia niespożywania produktów mięsnych, rybnych oraz jaj w postaci surowej, niedogotowanej; unikania produktów wędzonych oraz wybierania tylko wyrobów ze sprawdzonych źródeł. W przypadku produktów potencjalnie alergizujących nie ma powodu ich wcześniejszej eliminacji*, są to bowiem często produkty ważne ze względu na swój skład odżywczy. Wyjątkiem może być dieta mamy, która sama jest alergikiem – wtedy istnieje niewielkie (ale zawsze) ryzyko, że jej dziecko również może nim zostać. Wówczas zaleca się ograniczenie (ale nie wyłączenie!) danych produktów z diety. W przypadku ryb stanowisko światowych organizacji zajmujących się zdrowiem jest zgodne: korzyści przewyższają ryzyko, a tych pierwszych jest całkiem sporo - przykładowo, obecne w rybach kwasy omega-3 wspierają naszą odporność i dbają o prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego, również u dziecka. Aby jednak czuć się bezpiecznie, wystarczy, jeśli sięgniesz po dwie stugramowe porcje ryby w tygodniu. Najbardziej polecany jest m.in. łosoś bałtycki oraz pstrąg i świeży śledź. Wybieraj ryby niewielkich rozmiarów, krótko żyjące, staraj się też często zmieniać gatunki. Ryby gotuj, ew. piecz lub grilluj na patelni grillowej. Unikaj panierowania i smażenia w głębokim tłuszczu. Gotowe paluszki rybne to nie ryby, na okres ciąży zapomnij też raczej o tych puszkowanych.

*nie istnieją żadne wiarygodne badania, które wskazywałyby na możliwość zwiększonego ryzyka wystąpienia alergii u dzieci, których mamy spożywały w ciąży produkty potencjalnie alergizujące. 


Wydaje mi się, że mój maluch nie najada się moim mlekiem – ciągle płacze.
Jeśli powodem, dla którego miałabyś sądzić, że Twoje dziecko jest głodne, jest tylko (albo i aż) jego płacz, spokojnie. Noworodki, później niemowlaki, a także i starsze dzieci (a nawet i te całkiem dorosłe) zwykle płaczą J Tak, teraz trochę żartuję, ale to dlatego, że chcę przywrócić Ci potrzebny spokój. Jeśli upewniłaś się, że maluch nie ma mokro, nie razi go światło lampy, nie uwiera metka od body czy nadmiar gości cmokających z entuzjazmem nad jego łóżeczkiem, sprawdź, czy nadszedł właśnie moment posiłku. Jeśli wydaje Ci się, że to za wcześnie – wróć do poprzedniego stwierdzenia. „(…) nadszedł właśnie moment posiłku”. Tak. Niezależnie od tego, czy było to 3 godziny temu, czy może raptem 45 minut, maluch karmiony piersią może znów domagać się mleka. Jeśli kolejnym razem zwrócisz uwagę na to, aby karmienie było efektywne (obydwie piersi opróżniane do końca), czyli z pewnością wyeliminujesz prawdopodobieństwo niedojedzenia, być może okaże się, że Twój bąbel potrzebuje po prostu zjeść znacznie częściej lub też – znacznie częściej pozostać z Tobą w bliskim kontakcie – to zupełnie normalne. Może też właśnie nadszedł okres tzw. kryzysu laktacyjnego i dziecko chce jeść teraz praktycznie na okrągło. Pozwól mu na to. Im częściej będzie ssać Twoją pierś, tym Twoja laktacja będzie większa.

Moja mama gotuje mi każdego dnia na obiad świeże mięso, ziemniaki i podaje je na przemian z gotowaną marchewką albo startym burakiem. Mam już serdecznie dosyć takiego żywienia, ale Ona mówi, że podczas karmienia zaleca się dietę łatwostrawną. Czy to prawda?
Nie, nie do końca. Dieta łatwostrawna jest de facto dobrą dietą, ale nie do końca i nie dla każdego. Ponieważ obok produktów przygotowanych metodą smażenia ogranicza ona produkty bogate m.in. w błonnik pokarmowy, eliminuje tym samym wiele świeżych warzyw i owoców, które są dla nas źródłem wielu cennych składników odżywczych. Dieta łatwostrawna, nieumiejętnie prowadzona, bywa monotonna i mało apetyczna, dlatego dla zmęczonej pierwszymi miesiącami mamy nie będzie dobrym wyborem. Nie istnieje pojęcie specjalnej diety mamy karmiącej. Mama powinna odżywiać się normalnie, zdrowo, zapewniając sobie odpowiednią podaż wszystkich składników pokarmowych, a przy tym nabierając sił do opieki nad maluszkiem. Kolka, która pojawia się w pierwszych miesiącach życia dziecka, nie jest wynikiem złego odżywiania mamy – to efekt niedojrzałości układu pokarmowego malucha. Nie ma więc potrzeby, żeby mama (w granicach rozsądku, bo smażone nigdy nie jest zdrowe) rezygnowała z kawałka dobrej pieczeni czy nawet pizzy raz na jakiś czas. Więcej w temacie diety przy karmieniu piersią: KLIK

Moje dziecko ma chyba skazę białkową. Zapobiegawczo przestałam jeść więc mleko i jego produkty. Czy to dobry pomysł?
Jeśli zrobiłaś to na własną rękę – NIE. To nie jest dobry pomysł! Twój maluch mógł przecież wysypką zareagować np. na zmianę kosmetyku, proszku do prania albo suche powietrze w mieszkaniu. Skazę wynikającą z diety może potwierdzić jedynie lekarz specjalista – w tym wypadku dobrze byłoby skonsultować się zarówno z alergologiem, jak i dermatologiem. Druga sprawa – skaza białkowa nie dotyczy jedynie białek mleka. Może ona wynikać np. ze spożycia białek pochodzących z posiłków mięsnych. Pamiętaj – dietę eliminacyjną stosujemy wyłącznie w sytuacji potwierdzenia jej konieczności. Z doświadczenia w pracy z Mamami doradzę potwierdzenie tego nawet i u dwóch specjalistów.

Mam miesięczne dziecko. Pomimo upływu czasu moja waga nie spada – chcę już zacząć się odchudzać.
Podobnie jak z okresem połogu, tak i w wypadku diet odchudzających po porodzie spotykamy się z pewnym „okresem karencji”. Według zaleceń, zapotrzebowanie karmiącej mamy zwiększa się w tym czasie o ok. 500 kcal, szacunki dotyczą głównie pierwszych sześciu miesięcy – nie oznacza to jednak, że jest to jakaś magiczna granica, za którą nagle wszystko się ucina. NIE! Zapotrzebowanie na energię powinnyśmy więc dobrać wraz ze specjalistą dietetykiem. Zdrowo się odżywiaj, nie omijaj posiłków, często wychodź na spacery, po połogu możesz zacząć również delikatne, dostosowanie do swojej formy treningi. Na typową dietę redukcyjną przyjdzie jeszcze odpowiedni czas, spokojnie. J


1000 pierwszych dni życia dziecka to czas, który ma fundamentalne znaczenie dla jego zdrowia – teraz i w dorosłym życiu.
W ciąży, a także długo po narodzinach, w okresie karmienia piersią i rozszerzania diety dziecka: programuje się jego metabolizm, dojrzewa układ pokarmowy, kształtuje się odporność i rozwija mózg.
Poprzez prawidłowe żywienie, zarówno w wypadku Twoim jako mamy, jak i w wypadku dziecka, masz realny oraz trwały wpływ na zdrowie swojego maleństwa.
Teraz i w przyszłości. Jego przyszłości.

Wpis powstał we współpracy z Fundacją Nutricia w ramach programu „1000 pierwszych dni życia” Twojego dziecka. KLIK


Przeczytaj również:
Babciu, a jak to było kiedyś? 1000 pierwszych dni dla zdrowia – zadbaj o przyszłość Twojego malucha KLIK
Mama, karmienie piersią i ja – 40 lat wstecz i obecnie; jak dzisiaj wygląda karmienie piersią KLIK
Moda na zdrową mamę – z rozsądkiem zaplanuj 9 miesięcy. Szybciej wrócisz do formy i zadbasz o zdrowie swojego dziecka KLIK
Mitologia karmienia piersią – Mamo! Jesteś najlepsza! Po prostu. KLIK

ZOBACZ RÓWNIEŻ