Najnowsze Posty

Rzadko udaje mi się uszczknąć bobu "na coś innego", bo zwykle cały idzie zjedzony po prostu, ot tak - z odrobiną soli i świeżego masła (cudowne dzieciństwo). Nawet gdy schowałam szklankę ziaren z myślą o tej paście, mój Łukasz smęcił, że właśnie TEJ szklanki brakowało mu na zwieńczenie smaku i zaspokojenie apetytu :) Ale udało się i dziś mogę Wam wrzucić szybki przepis na smakowitą pastę do pieczywa. Pastę z bobu i słonecznika. Ja kocham taką prostotę, a Wy? :)

1 łyżeczka to ok:
85 kcal
1 g błonnika
2 g białka
7 g tłuszczu
3 g węglowodanów

PASTA Z BOBU I SŁONECZNIKA
Składniki (na 10 większych łyżeczek):
duża szklanka ugotowanego bobu
3 łyżki ziaren słonecznika
5 łyżek oliwy extra vergine
sól, odrobina pieprzu

Bób obieramy ze skórki, wrzucamy do specjalnej przystawki na pesto. Dodajemy słonecznik, oliwę, szczyptę soli, pieprzu i blendujemy na gładką pastę. Ew. doprawiamy. Podajemy na pieczywie, skropioną oliwą i posypaną słonecznikiem.

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U



Pożytkowania kuchennych zapasów ciąg dalszy :)
W ostatnim poście dzieliłam się z Wami swoim pomysłem na włoski pasztet - sojowy z suszonymi pomidorami i czarnymi oliwkami KLIK. Mam nadzieję, że Wam smakował :)

Dziś kolejna odsłona soi - tym razem w wersji obiadowej, z klasycznym sosem pomidorowym, który z racji późnej godziny, zrobiłam z gotowych pomidorów. Myślę jednak, że trwający akurat sezon, to doskonały moment na wykorzystanie świeżutkich i soczystych warzyw, dlatego mój przepis potraktujcie jedynie jako wskazówkę.

Klopsiki są ultradelikatne, lekkie i naprawdę smaczne. Sos podkreśla ich prostotę, a dodatek ogórka kiszonego albo buraczków - dodaje pikanterii. Polecam bardzo!

1 klopsik to ok:
155 kcal
4 g błonnika
9 g białka
8 g tłuszczu
11 g węglowodanów

2 klopsiki z porcją kaszy (40g suchego pęczaku) z 2 ogórkami kiszonymi to ok:
455 kcal
10 g błonnika
20 g białka
18 g tłuszczu
52 g węglowodanów

KLOPSIKI SOJOWE Z OTRĘBAMI W SOSIE POMIDOROWYM
Składniki (na 10 sztuk):
1 szklanka nasion soi (ok. 180g)
2 średnie jajka
1 duża cebula
1 kartonik krojonych pomidorów w soku (ok. 400g)
3 łyżeczki koncentratu pomidorowego
1 łyżka oliwy / oleju do przygotowania sosu
4-5 łyżek oliwy / oleju do podsmażenia klopsów
5-6 pełnych łyżek otrębów żytnich (mogą być też inne)
sól, pieprz, sos sojowy, słodka, czerwona papryka
zielenina (np. koperek)

Nasiona soi zalewamy w misce wodą i moczymy przez noc.

Na oliwie podsmażamy pokrojoną w kostkę cebulę. Połowę odkładamy do klopsów, połowę przeznaczymy na sos.

Na następny dzień wodę z soi zlewamy i gotujemy ziarna w nowej, do miękkości. Następnie blendujemy je razem z jajkami, do masy dodajemy dużą szczyptę soli, pieprzu, odrobinę sosu sojowego, cebulkę i otręby. Jeśli nadal się zbyt klei - dodajemy więcej otrębów. Pomagając sobie zmaczaniem dłoni, formujemy zgrabne kulki i krótko podsmażamy - tak by się zcaliły. Odsączamy je na papierowych ręcznikach.

Do pozostawionej cebuli dorzucamy pomidory, pół szklanki wody i koncentrat. Wszystko porządnie łączymy i gotujemy, aż nieco zgęstnieje. Doprawiamy.

Podsmażone klopsy układamy w sosie, chwilę całość gotujemy (ok. 10 minut na wolnym ogniu). Klopsiki będą świetnie smakowały z kaszą pęczak oraz kiszonym ogórkiem albo świeżymi buraczkami (gotujemy buraka, ścieramy go na tarce, przesmażamy na oliwie / maśle, dodajemy odrobinę jogurtu i doprawiamy; podajemy na ciepło). Danie obficie posypujemy posiekanym koperkiem.

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U

   



Uznaliśmy ostatnio, że za dużo jedzenia kupujemy, a za mało wykorzystuje się tego co zalega w szafkach. A to ostatnia torebka ryżu, a to pół paczki jakiegoś mrożonego groszku, albo jakieś resztki cieciorki na które nikt pomysłu nie ma, a w pojedynkę nie smakują. Niby przydatność do spożycia długa, ale leży to i pachnie, a pieniądze wydaje się na kolejne fanty. 

Poszperałam więc nieco w sieci w poszukiwaniu jakiejś bazy, pomysłu na pozostałość soi, kaszy jaglanej i połowy słoiczka pomidorów suszonych i finalnie stanęło na moim ulubionym pasztecie z soczewicy KLIK. A raczej na jego modyfikacji. Proporcje całkiem podobne, choć po upieczeniu uważam, że mogłam dać odrobinę więcej oliwy - po pierwszym wrażeniu pasztet moim zdaniem trochę się kruszy. Na drugi dzień jest jednak już bardzo na TAK! Zapach suszonych pomidorów, oliwek i ziół gdy mieszałam je w misce O B Ł Ę D N Y! Prawie jak Włochy, w których nigdy nie byliśmy ^_^ Smak ciekawy i podobno przypadł do gustu nawet mojej Teściowej :) Pozostawiam i do Waszej opinii!

PS używamy niewiele soli. Poza tym, suszone pomidory i oliwki robią już swoje. Jeśli jednak lubicie bardziej wyrazisty smak - dodajcie więcej słonego.

Propozycja podania: ze świeżą rukolą, ogórkiem małosolnym i świeżą oliwą - BOSKIE!

1 plaster to ok.:
115 kcal
2 g błonnika
5 g białka
7 g tłuszczu
8 g węglowodanów

PASZTET SOJOWY Z KASZĄ JAGLANĄ, SUSZONYMI POMIDORAMI I CZARNYMI OLIWKAMI
Składniki (na ok. 20 plastrów):
1 szklanka suchych nasion soi (ok. 180g)
1/2 szklanki suchej kaszy jaglanej (ok. 90g)
3 duże jajka
8-10 sztuk suszonych pomidorów (ok. 160g)
7 łyżek zalewy (oleju) spod suszonych pomidorów
duża garść czarnych oliwek (mały słoiczek; ok. 100g)
1 łyżka suszonej bazylii
1 łyżka ziół prowansalskich
1 płaska łyżeczka soli
1/3 łyżeczki białego pieprzu
1 i 1/2 łyżki sosu sojowego
1 większy ząbek czosnku

Soję namaczamy w wodzie przez noc, na drugi dzień gotujemy do miękkości. Kasze jaglaną przepłukujemy wrzątkiem, następnie zimną wodą i gotujemy według opisu na opakowaniu. Soję i kaszę miksujemy blenderem razem z jajkami, dodajemy przyprawy, zalewę, przeciśnięty przez praskę czosnek i pokrojone na małe kawałki pomidory oraz oliwki. Masę wylewamy do podłużnej formy wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy ok. 1 godziny w temperaturze ok. 190-200*C (opcja góra-dół, termoobieg). Pasztet kroimy po całkowitym wystudzeniu - chyba, że zadowala nas rozsmarowywanie, wtedy na ciepło będzie pyszny :)

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U
   


Blender, miska, rondel i odrobina cierpliwości – tyle zdaniem Krzyśka potrzebujecie aby przygotować smaczny i wartościowy deser. Pomysły na takie opcje zawarł w drugim już swoim ebooku, który sprezentował mi do recenzji. Poprzedni KLIK przypadł mi do gustu głównie z uwagi na to, że Krzysztof ma podejście bardzo podobne do mojego – wszystko, ale z rozsądkiem i umiarem. Wygodne, prawda? :)

„Pamiętajmy, że słodkie dania to miły dla podniebienia dodatek względem codziennego planu diety (…). O deserach można by myśleć jak o suplemencie racjonalnej diety uzupełniającej pewien „pierwiastek”, którego na co dzień może brakować, ale którego przedawkowanie może być toksyczne (…). Dlatego na liście składników Fit Deserów znajdują się bogate w przeciwutleniacze i witaminy owoce, wysokiej jakości tłuszcz roślinny (…), oraz naturalne źródła węglowodanów w postaci pełnych ziaren, gryki czy daktyli”.

„„Pierwiastek”, którego na co dzień może brakować”
– w tej chwili niejedna kobieta zastanawia się chyba czy Krzysiek jest wolny 😊 No bo jeśli facet uważa, że desery są nam niezbędne, to czegóż od niego wymagać więcej, prawda? 😊

Wracając do tematu.
W nowym ebooku, obok każdego przepisu, Krzysztof klasycznie już podaje wszelkie wartości odżywcze przepisu – ilości dostarczanych kalorii, białka, tłuszczu, węglowodanów, a ponadto witamin oraz składników mineralnych. „Na zachętę i ku przestrodze”, jak sam mówi – publikuje również tabelkę porównującą desery tradycyjnie dostępne w sklepie z tymi, które możemy przygotować sami. Blok czekoladowy, praliny orzechowe, domowe pierniki, fit gofry z polewą kakaową, naleśniki z musem jabłkowym – to propozycje … Krzyśka, które brzmią tak samo smakowicie, jak słodycze, które podczas zakupów mijacie na półce sklepowej 😊


Praliny kokosowo-wiśniowe (wyglądają obłędnie – foto obok), grillowane gruszki z sosem orzechowym, ciacho z dżemem figowym, brownie z batatów (wow!) oraz hit lata – solony karmel, tutaj do placków a’la penkejki (mój Mąż by zabił za niego!) – to tylko niektóre z 20 apetycznych propozycji Fit deserów. Krzysiek zamienia cukier na suszone daktyle, stewię albo karob, dodatki w postaci aromatów konfrontuje z tymi dostępnymi w naturze (np. czysty ekstrakt z wanilii). Smak deserów wzbogaca m.in. rozdrobnionymi migdałami, orzechami laskowymi albo wiórkami kokosowymi. I choć doczepiłabym się do tego oleju kokosowego (aktualne badania – KLIK!), to całość wygląda naprawdę bardzo dobrze pod względem odżywczym. Może więc wypróbujecie?

PS anonse matrymonialne proszę kierować na mój adres mailowy – przekażę Krzysztofowi :)

Przykład
Pralinka typu „rafaello” albo „ferrero” to ok. 63-78 kcal.
Pralinka orzechowa w wykonaniu Krzyśka to … 23 kcal (!)

EBOOKA ZAMÓWISZ TUTAJ:
http://fitslodycze.pl/






Dziś bardzo klasycznie - naleśniki. Przygotowałam sobie ciasta na całą ich chmarę i od razu zrobiłam dwa farsze, będzie na 2 dni :) Pierwszy dobrze wszystkim znany - ze szpinakiem, drugi - z indykiem, pieczarkami, suszonymi pomidorami i cieciorką. Wrzucam zielony, bo drugi musi przejść przez opinię Konsultanta Męża :) Miłego dnia!

1 naleśniki to ok:
210 kcal
5 g błonnika
10 g białka
10 g tłuszczu
20 g węglowodanów

PEŁNOZIARNISTE NALEŚNIKI ZE SZPINAKIEM
Składniki (na 6 sztuk):
CIASTO
ok. 1 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
1 i 1/2 jajka (robiłam z 3 na 12 sztuk na 2 farsze; ew. 1 duże i 1 małe)
3/4 szklanki mleka 1,5-2%
1/2 szklanki wody (najlepiej gazowanej)
szczypta soli
duża garść natki pietruszki
2-3 łyżki oleju do smażenia

FARSZ
450g mrożonego szpinaku
100g sera feta
2 ząbki czosnku
1 łyżka oliwy
pieprz biały, gałka muszkatołowa

Składniki ciasta miksujemy (natkę blendujemy wcześniej z wodą), sprawdzamy konsystencję, ew. rozrzedzamy / dokładamy mąki. Smażymy cienkie naleśniki na przesmarowanej tłuszczem i rozgrzanej patelni.

Na oliwie podsmażamy posiekany czosnek, dorzucamy szpinak. Gdy się rozmrozi (na wolnym ogniu), dodajemy pokruszoną fetę i mieszamy aż wszystko ładnie się połączy. Doprawiamy - raczej nie solimy bo feta jest słona. Farszem nadziewamy naleśniki.


CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U


Jak co roku, sezon letni rozpoczynam chorym gardłem. "Choroba klimatyzacji", jak ją nazywam, dopada mnie wcześniej czy później, i finalnie zwykle kończy się dwu-, trzydniową głodówką (nie mogę ani jeść, ani pić), oraz mocnym postanowieniem, że ani wiatraka ani klimy w gabinecie włączać nie będę. No ale jest jeszcze nagrzany samochód i miejsca w których mocy sprawczej nie posiadam - wobec czego i tak umieram przynajmniej dwa razy w ciągu wakacji.

W związku z tym, że chwyciło mnie zaraz po Jasiu, czego skutkiem była abstynencja od przedszkola, trzeba było jednak się rano dźwignąć i z błogim wspomnieniem poprzedniego, ciepłego wieczoru, ugotować coś rodzinie. Padło na zupę z soczewicy, bo chodziła za mną od dawna, a podobną jedliśmy w Szczawnicy. Smacznego!

1 porcja zupy to ok:
220 kcal
7 g błonnika
8 g białka
9g tłuszczu
25 g węglowodanów


GĘSTA ZUPA Z SOCZEWICY
Składniki (na 3 większe porcje):
duży kawałek korzenia selera
średniej wielkości cebula
średniej wielkości marchewka
plaster żółtej papryki
1 łyżka oliwy + 1 łyżka masła
1/3 szklanki suchej soczewicy (ok. 70g)
6-7 szklanek bulionu warzywnego / wody
1 łyżka suszonego majeranku

po 1/2 łyżeczki słodkiej papryki, cząbru, granulowanego czosnku
2 łyżki koncentratu pomidorowego
sól, pieprz, sos sojowy

Warzywa kroimy w kostkę. Najpierw szklimy cebulkę na rozgrzanym tłuszczu, po chwili dodajemy resztę warzyw. Po kilku minutach zalewamy je bulionem, zagotowujemy i wsypujemy soczewicę. Gotujemy, aż całkiem się rozpadnie, czyli ok. 15 minut, na wolnym ogniu. Dodajemy przecier, doprawiamy.

Zupa świetnie będzie smakowała saute albo z ryżem parboiled. W zimie warto ją mocniej doprawić pieprzem - rewelacyjnie rozgrzeje.

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U

Przepisu na ciasto do tej tarty, który opracowałam kilka lat temu, w zasadzie wcale nie zmieniam. Zmodyfikowałam wtedy ilość dodawanego tłuszczu, stąd spód jest ultra-dietetyczny. Z nadzieniem szaleję :) Zresztą możecie sami się o tym przekonać, przeglądając starsze przepisy. Poniżej przypominam kilka z nich.


Tarta ze szpinakiem KLIK
Tarta z łososiem wędzonym i suszonymi pomidorami KLIK
Tarta z warzywami na patelnię KLIK


Dziś w wersji z bobem, szynką, czerwoną cebulką oraz fetą. Dosyć słona, wyrazista, ale naszym zdaniem - bardzo dobra. SMACZNEGO!

1 kawałek to ok:
305 kcal
5 g błonnika
17 g białka
15 g tłuszczu
26 g węglowodanów

TARTA Z BOBEM, SZYNKĄ I FETĄ
Składniki (na 8 kawałków):
SPÓD
1 i 1/2 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej (ok. 200g; moja sprawdzona to Lubella)
1 duże jajko
75g schłodzonego masła
6 łyżeczek lodowatej wody
duża szczypta soli

NADZIENIE
225g gęstego jogurtu naturalnego (np. Bakoma)
100g serka Bielucha
3 duże jajka
2 szklanki ugotowanego bobu (ok. 250g surowego)
150g chudej wędliny drobiowej
1 średnia czerwona cebulka
100g sera feta
sól, pieprz, sos sojowy
gruby szczypior

Z podanych składników na spód zagniatamy szybko ciasto, schładzamy w lodówce ok. 10 minut. Następnie rozwałkowujemy je na okrągły placek, wykładamy nim formę do tarty (tak, aby zawinąć nieco na brzegach), nakłuwamy widelcem i podpiekamy ok. 8 minut w piekarniku nagrzanym do 180*C (góra-dół, termoobieg).  W między czasie roztrzepujemy w miseczce jajka, serek oraz jogurt, doprawiamy. Powstałą masę wylewamy na podpieczony spód, wykładamy bób, pokrojoną w kostkę szynkę, talarki cebuli oraz kostkę fety. Całość zapiekamy ok. 25-30 minut w 180*C. Przed podaniem posypujemy grubym szczypiorem i skrapiamy oliwą. Tartę można jeść na ciepło lub zabrać np. na lunch na zimno.

UWAGI: do nadzienia dodałam 2 łyżki przyprawy z suszonych pomidorów, granulowanego czosnku i kilku innych. Znakomicie podkręciła smak :)

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U

Popularny w mediach, uwielbiany przez celebrytów i blogerów. Propagowany jako tłuszcz o wielu cennych właściwościach prozdrowotnych – w żywieniu na co dzień, w chorobie, w kosmetyce. Zalecany nawet przez niektórych dietetyków! Według większości – cenny w profilaktyce wielu schorzeń, również i sercowo-naczyniowych.

Podobno, olej kokosowy to:
- bogactwo witamin i składników mineralnych
- nie odkłada się na biodrach
- posiada ujemne kalorie
- poprawia odporność
- jego ssanie pozwala zapobiec próchnicy
- pomocny w walce z Helicobacter pylori
- podnosi poziom „dobrego” cholesterolu, obniża „złego”
- poprawia pamięć i koncentrację
- świetny jako lubrykant
- działa przeciwwirusowo
- zapobiega cukrzycy
- idealny na wszy
- niezbędny w chorobie Crohna
- najlepszy w HIV (!!!)
- po prostu NIEZBĘDNY

Czy aby na pewno?

„Taki pogląd nie ma (…) poparcia w wynikach badań naukowych. Olej kokosowy charakteryzuje się bowiem bardzo dużą zawartością nasyconych kwasów tłuszczowych (ok. 92%), z czego przeważającą część stanowią kwasy (…), które wykazują bardzo silne działania hipercholesterolemiczne”

[dr Dorota Szostak-Węgierek;
Olej kokosowy – panaceum czy trucizna,
XXXI Międzynarodowa Konferencja Naukowo-Szkoleniowa POLSPEN,
Jachranka, 2017]

Brak pozytywnych zmian dla serca
Według przeglądu badań interwencyjnych opublikowanych w 2016, spożycie oleju kokosowego nie tylko nie wykazuje żadnego korzystnego działania (również w odniesieniu do chorób sercowo-naczyniowych), co więcej - wiąże się z wyższymi stężeniami cholesterolu całkowitego i frakcji LDL w surowicy w porównaniu z olejami zawierającymi kwasy nienasycone cis. Według specjalistów, stosowanie tego oleju z typową dietą zachodnią, wykazuje działanie podobne do innych tłuszczów nasyconych. Brakuje też wystarczających dowodów na korzystne działanie oleju w profilaktyce i leczeniu innych chorób (w tym chorób nowotworowych i chorób o podłożu autoimmunologicznym, np. choroby Hashimoto).

Zero witamin i minerałów
Rzekomego bogactwa składników mineralnych w postaci wapnia, żelaza, potasu, sodu, witaminy C, czy witaminy A – również brak. Wszystkie te elementy występują w oleju kokosowym na… poziomie zerowym. A że mieszkańcy Indii, Sri Lanki czy Filipin spożywają go w swojej diecie dużo i mają się świetnie? Zastanówmy się, czy znana na całym świecie dieta śródziemnomorska czy dieta DASH to jakiś jeden czynnik, który sprawia, że są uznane za najlepsze, czy może cały szereg innych, współtowarzyszących? Podobnie w odniesieniu do wspomnianych Filipińczyków – ich styl życia, całość diety, a i zapewne genetyka jest inna – nie możemy przekładać ich wyników na nasze (a przynajmniej nie w 100%) na podstawie jednego jedynego produktu, którego jest w ich menu dużo.

Czy można go więc w ogóle jeść?
Dietary Guidelines fo Americans 2015-2020 traktuje oleje tropikalne takie jak kokosowy czy palmowy na równi z tłuszczami zwierzęcymi. Zalecają oczywiście zmniejszenie ich spożycia i zastępowanie olejami roślinnymi bogatymi w cenne dla naszego zdrowia nienasycone kwasy tłuszczowe (obecne np. w oliwie z oliwek). Te bowiem kwasy zawierają względnie małe ilości nasyconych kwasów tłuszczowych, stąd ich korzystne działanie na nasz organizm.

Czy olej kokosowy Ci zaszkodzi? W niewielkich ilościach na pewno nie, jak ze wszystkim. Jeśli lubisz go wykorzystywać do pieczenia czy przygotowania deserów – śmiało. Pamiętaj jednak, że to nie panaceum na wszystko – nie istnieje żaden produkt, który uchroni nas przed każdym złem tego świata. A przelotna moda, to po prostu dobry biznes. Warto zaufać nauce, która w przeciwieństwie do pojedynczych badań, nie skupia się na jednym czy dwóch wykonanych byle jak doświadczeniach. To zazwyczaj metaanalizy, czyli duże badania zbierające wnioski z ogromnej liczby eksperymentów. A jeśli coś nie jest jeszcze pewnikiem, i wciąż pojawiają się kolejne pytania – po prostu bądź ostrożny. Śledząc nowinki i słuchając programów śniadaniowych - zachowaj umiar i rozsądek. No i oczywiście pełen portfel ;)


Wpis powstał na podstawie wystąpienia dr Doroty Szostak-Węgierek na XXXI Międzynarodowej Konferencji Naukowo-Szkoleniowej Polskiego Towarzystwa Żywienia Pozajelitowego, Dojelitowego i Metabolizmu, Jachranka 2017


CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U






Jeśli podczytujecie nas czasami (ostatnio głównie na Facebooku i Instagramie), wiecie, że jesteśmy mega-fanami ryb. Jemy je średnio trzy razy w tygodniu - zwykle w najprostszej postaci, z kaszą, makaronem albo ziemniakami i zawsze z furą różnych warzyw - gotowanych i świeżych (najczęściej wszystkimi naraz - do wyboru). Odkąd zaopatrzyłam się w patelnię grillową, taką postać - obok pieczonej w naczyniu - serwuję najczęściej.

Pytacie jakie i gdzie kupujemy ryby. Absolutnie odradzam mrożonki - zwłaszcza jeśli przygodę "pesco-wege" dopiero rozpoczynacie. Ilość wody (tzw. glazury) jaka wypływa spod tego wątpliwej jakości produktu, zniechęci do jedzenia nawet najgłodniejszego. Zawsze świeże i w sprawdzonym miejscu - tylko takie pozwolą Wam cieszyć się ich pysznym, prawdziwym smakiem. Ja najczęściej zaglądam do ruczajowskiego (Kraków) "Piotra i Pawła'', dobre ryby ma też moim zdaniem Auchan oraz Selgros. Na osiedlu mamy też mały sklepik rybny. Zwykle polędwica z dorsza (uwielbiamy!), filet albo dzwonko z łososia, czasami halibut, mintaj albo sola. Zdarza mi się też pobawić ze świeżymi pstrągami.

Rybę najczęściej skrapiam sokiem z cytryny, oprószam solą, pieprzem, sosem sojowym i grilluję - jak w tym przepisie KLIK. Jeśli piekę - to w towarzystwie makaronu albo podgotowanych ziemniaków oraz warzyw. Sobie i Łukaszowi serwuję też śmietankowy sos, Jaś (4 l.) "polewek" nie uznaje :)

Dziś chciałam pokazać Wam ciekawy i szybki w przygotowaniu dodatek, dzięki któremu Wasza ryba nabierze przyjemnie wyrazistego smaku. Pesto pietruszkowe z orzeszkami ziemnymi. Myślę, że sprawdzi się również i jako sos do makaronu. Smacznego! :)

1 porcja pesto to ok:
170 kcal
1 g błonnika
2 g białka
17 g tłuszczu
2 g węglowodanów

1 porcja pesto z małą porcją zgrillowanego dorsza (ok. 100g polędwicy surowej) z 2 małymi ziemniakami to ok:
400 kcal
3,5 g błonnika
23 g białka
18 g tłuszczu
35 g węglowodanów


PESTO Z NATKI PIETRUSZKI Z ORZESZKAMI ZIEMNYMI
Składniki (na 4 porcje):
5 pełnych łyżek oliwy extra vergine (ok. 55g)
mały pęczek natki pietruszki
2 pełne łyżki niesolonych orzeszków ziemnych (ok. 30g)
sól, odrobina pieprzu i ew. sos sojowy
specjalna dostawka do blendera do pesto

Wszystkie składniki wrzucamy do dostawki i miksujemy pulsacyjnie, aż uzyskamy w miarę gładką konsystencję (ja lubię chrupiące grudki orzeszków), doprawiamy. Pesto dodaję do gotowej już ryby, można nim posmarować również potrawę przed zgrillowaniem / upieczeniem.

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U


Dzisiejsza propozycja to dzieło przypadku. Zbitka tego co zostało w lodówce. Szybkie, tanie i smaczne. I takie obiady są chyba najlepsze :) Lubicie kombinować?

_________

Sos może być alternatywą dla tego klasycznego, na bazie pomidorów. Jeśli mamy w domu alergika, który ich jeść nie może, poniższy przepis będzie równie pyszny jeśli nie dodamy do niego przecieru i pomidora.

Porcja sosu z 75g suchego makaronu z 1 łyżką parmezanu (opcjonalnie) to ok:
410 kcal
9 g błonnika
17 g białka
9 g tłuszczu
65 g węglowodanów

MAKARON Z SOSEM Z GRILLOWANYCH WARZYW
Składniki (na 4 porcje):
1 duża czerwona papryka
1/2 dużej żółtej papryki
1 średnia cebula
duży ząbek czosnku
1/2 średniego pomidora
1 łyżeczka koncentratu / gęstego przecieru pomidorowego
posiekana natka pietruszki
1 łyżka oliwy / oleju do grilla + 1 łyżka oliwy do blendera
sól, pieprz, sos sojowy

Wszystkie warzywa myjemy i kroimy w duże plastry. Rozgrzaną patelnię grillową / lub grill muskamy oliwą, wykładamy warzywa i grillujemy, aż warzywa zmiękną i pojawi się na nich lekko spieczona skórka. Partiami miksujemy warzywa w dostawce do blendera (specjalny pojemnik na pesto), ale tak, żeby zostały maleńkie, wyczuwalne kawałki (stąd nie sprawdzi się tutaj tradycyjny blender, który zmieliłby to wszystko na papkę). Sos przekładamy na patelnię, dodajemy koncentrat, ewentualnie odrobinę wody, doprawiamy. Podajemy z makaronem i parmezanem.

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U

ZOBACZ RÓWNIEŻ