Najnowsze Posty

Tarty mają to do siebie, że świetnie sprawdzają się zarówno w postaci ciepłej - jako obiad, jak i na zimno - na przystawkę imprezową. Jedyny minus - to dosyć kaloryczne ciasto. Po wielu próbach, udało mi się kilka lat temu dopracować przepis na ultra-light spód (KLIK). Do dziś z niego korzystam i polecam - nie tylko tym na diecie :)

Połączenie wędzonego łososia i suszonych pomidorów to chyba już klasyk. Świetnie wpisało się w klimat tego mega lekkiego nadzienia. W czasie imprezy karnawałowej, tarta znikła w mgnieniu oka :)

1 kawałek to ok:
270 kcal
4 g błonnika
12 g białka
15 g tłuszczu
22 g węglowodanów

TARTA Z ŁOSOSIEM I SUSZONYMI POMIDORAMI
Składniki (na 8 trójkątnych kawałków):
CIASTO
1 i 1/2 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
75g zimnego masła extra
6 łyżeczek zimnej wody
1/3 łyżeczki gałki muszkatołowej
1 duże jajko
duża szczypta soli

NADZIENIE
6 kopiatych łyżek gęstego jogurtu naturalnego (150g; u mnie Bakoma)
3 duże łyżki serka Bieluch (80g)
3 duże jajka
po dużym plastrze czerwonej i żółtej papryki
opakowanie łososia wędzonego sałatkowego (100g)
1/2 słoiczka suszonych pomidorów odsączonych z zalewy
gruby szczypior
sól, pieprz, sos sojowy 
świeża rukola

Ciasto dokładnie zagniatamy, formujemy kulę i wkładamy do lodówki na 15 minut. Po tym czasie rozwałkowujemy na okrągły placek, wykładamy nim formę do tarty, ścinamy nadmiar ciasta (ale tak by zostało nieco do zawinięcia na formie), a następnie podpiekamy ok. 10 minut w piekarniku nagrzanym do 180*C na środkowej półce (opcja góra-dół). Jogurt  dokładnie roztrzepujemy z serkiem, jajkami, dodajemy drobną kosteczkę papryki, szczypiorek, przyprawiamy. Masę wylewamy na podpieczony spód, rozkładamy porwanego łososia oraz pokrojone w paseczki pomidory. Pieczmy ok. 25-30 minut w 180*C. Gotową kroimy w trójkąty i posypujemy rukolą. Ja dodatkowo skropiłam ją oliwą - dzięki temu pozostała soczysta przez cały wieczór.

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U



Ta sałatka bardzo smakowała moim Gościom - zniknęła w mgnieniu oka! Przygotowałam ją zarówno w Święta Bożego Narodzenia, jak i podczas niedawnej kolędy Przyjaciół. Szybka i prosta w przyrządzeniu, bardzo wyrazista i smaczna. Polecam!

1 proponowana porcja (przy użyciu 6 łyżek zalewy / oliwy, 30 g orzechów) to ok:
240 kcal
2 g błonnika
10 g białka 
18 g tłuszczu
9 g węglowodanów

ŚLEDZIE Z SUSZONYMI POMIDORAMI I ORZECHAMI WŁOSKIMI
Składniki (na ok. 8 porcji):
4 płaty śledzia (marynowanego / matjas; ok. 400g)
mleko do moczenia
1/2 słoiczka suszonych pomidorów (słoik ok. 280g; odsączone pomidory ok. 100g) + zalewa*
garść orzechów włoskich (ok. 30-40g)
czerwona oraz biała cebula, średniej wielkości
2-3 łyżki koncentratu pomidorowego
sól, pieprz, szczypiorek, koperek albo natka pietruszki

Śledzie moczymy w mleku przez noc. Następnie odsączamy je i kroimy w cienkie plasterki (ok. 1,5-2 cm). Pomidory kroimy w mniejsze paseczki, orzechy siekamy (ale niezbyt drobno, mogą być ćwiartki), dorzucamy do śledzi. Cebulę kroimy we wiórka, sparzamy na sitku wodą i mieszamy na ciepło z koncentratem oraz zalewą / oliwą. Delikatnie dodajemy do reszty, mieszamy razem z zieleniną, doprawiamy.

* ponieważ święta i przyjęcia to dla mnie te momenty gdy nie dbam o "kaloryczne szczegóły", do śledzi wlewam całą zalewę ze słoiczka. Myślę jednak, że wystarczy 5-6 łyżek (zalewy / ew. świeżej oliwy). Na taką też ilość zostały przeliczone wartości w tym przepisie
** przy przyrządzaniu przepisu bazowałam na kilku recepturach dostępnych w sieci, m.in. Kwestia Smaku

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U


Menu degustacyjne to jedna z tych imprez "konsumpcyjnych" na których obecność całego arsenału fotograficznego nikogo nie dziwi. Ba, jeśli na bieżąco nie robisz zdjęć tego co aktualnie Ci zaserwowano - jesteś inny :) Tak, raj dla takich jak ja, bo żaden Mąż czy maluch nie narzeka nad uchem, że mu stygnie kolacja. Ale do rzeczy.

Dwór Sieraków mieści się w zabytkowym pałacu w otoczeniu blisko 4 hektarów parku. Gdy o godzinie 19.00 wjeżdżaliśmy na jego teren - czułam miłe łaskotanie w brzuchu: było wprost bajecznie. Tego wieczoru miałam skosztować pysznych dań inspirowanych kuchnią mołdawską w wykonaniu Janusza Fic oraz aż sześciu różnych win marki Individo. Nie muszę chyba mówić, że mój humor, przy mniej więcej trzecim gatunku, był już naprawdę bardzo dobry :)) Ze względu na samopoczucie - zwykle wybieram wina białe albo różowe, wytrawne, bądź półwytrawne. Te, serwowane przez Sieraków wpisały się więc w mój klimat idealnie. Czerwone, które musnęłam dla rozeznania, pachniały cudownie. W niczym nie można było ich porównać do tzw. "siarczanowych" win, które często serwują niektóre restauracje. 


Kolacja trwała ponad 2 godziny. I choć klasyczne porcje menu degustacyjnego to niewielkie kęsy - przy deserze, pasek przy mojej spódnicy wymagał mocnego poluzowania :)

Ze wszystkich skosztowanych dań, najbardziej posmakowała mi pieczona jagnięcina. Przepysznie rozpływające się w ustach mięso przypomniało mi dlaczego nie jestem w 100% wege :) Koniecznie spróbujcie jeśli będzie mieć okazję tu zawędrować. Suszone śliwki "nadziane" wcześniej alkoholem, również były świetne. Podobnie z placintą, a nawet zupą, która łudząco przypominała rosół, a w rzeczywistości była czymś na kształt "rosołowego żurku" (kwaśna). Wśród tych wszystkich smaków, jedynie ślimaki nie przypadły mi do gustu. Nie jadłam ich nigdy wcześniej, stąd też brak mojej aprobaty. Ponieważ jednak do ukochanego awokado czy sushi również kiedyś podchodziłam kilkukrotnie, może i tutaj nie wszystko jeszcze stracone :)






foto dworu KLIK

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW? 
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U


„Żyjemy w czasach, w których zdrowe odżywianie można porównać do świętego Graala. Większość z nas chciałaby zdrowo się odżywiać. Są tacy, którzy twierdzą, że wiedzą jak to zrobić. Są tacy, którzy do tego nieustannie dążą. Są również takie osoby jak ja, które zastanawiają się nad tym, czy zdrowe odżywianie w ogóle istnieje.”

Krzysztof Domaszewski, autor e-booka „Fit Słodycze”, do żywienia ma podejście jak wielu z nas. Nieustannie szukamy dobrej żywności, nie wierząc producentom w to, że to właśnie ich produkt jest tym w 100% naturalnym i zdrowym. W prawie każdym wyrobie można dopatrzeć się czegoś nie tak. Z kolei eko-produkty mają wprawdzie ogrom pozytywów, ale niestety, również i negatywy – przede wszystkim wysoką cenę. Krzysiek, pracując nad e-bookiem, uderzył w kategorię produktów, których na co dzień brakuje nam najczęściej. Brakuje, choć zdajemy sobie sprawę ze szkód, jakie niesie ze sobą ich nadmiar w naszej diecie. I choć zdrowe słodycze kalorie wciąż mają, to ich lepszy skład, przy stosunkowo dalej niewielkiej cenie (Krzysztof korzysta z produktów raczej łatwo dostępnych), stanowi naprawdę ciekawą alternatywę.

„W prawie każdym produkcie spożywczym, z jakim mamy na co dzień do czynienia można znaleźć substancje, które nam szkodzą, działają niekorzystnie w długim lub krótkim okresie, w mniejszej lub większej dawce. Być może byłoby więc zdrowiej, gdybyśmy przyznali sami przed sobą, że dieta oparta w stu procentach na produktach, które w żaden sposób nie oddziałują negatywnie na nasz organizm nie istnieje i zastąpili „zdrowe odżywianie” terminem „racjonalne odżywianie”. Racjonalne, czyli takie, które w kontekście okoliczności maksymalizuje szansę na dostarczenie odpowiedniej wartości odżywczej, w tym makro i mikroelementów, jednocześnie w miarę możliwości minimalizując spożycie produktów jednoznacznie szkodliwych.””

Podejście Krzysztofa do tematu to w 100% i moje podejście! Jeśli jesteście na blogu ze mną dłużej, mogliście poznać je przy okazji takich wpisów jak „Teoria Umiaru” klik czy „Zmiany zaczynają się w Twojej głowie” klik. Wszystko, ale z rozsądkiem. Odpowiedni balans między koniecznością, a przyjemnością, szybko przyniesie oczekiwane korzyści. A gdyby tak połączyć jedno z drugim i rozkoszować się słodyczą bogatą w składniki odżywcze? To możliwe! Krzysztof dzieli się właśnie takimi pomysłami.

20 dokładnie opisanych receptur na zdrowsze zamienniki słodyczy. Ciekawostki na temat głównych ich składników, opis przygotowań krok po kroku, oraz finalny rachunek energetyczny (i nie tylko!). To propozycja zarówno dla tych, którzy poszukują po prostu zdrowszych zamienników, jak i dla tych, którzy liczą każdą kalorię, oraz gram białka, tłuszczu czy węglowodanów. To również świetny pomysł dla nas – dietetyków, w celu rozpisania jadłospisu. Nie trzeba samemu niczego przeliczać – Krzysiek wychodzi z tym na tacy. Wszystko w łatwo przyswajalnej formie, lekkim językiem, na czytelnych kartach. Blok czekoladowo-kokosowy? Ciastka z masłem orzechowym? A może proteinowe batony? Na myśl o każdym z tych produktów żołądek podskakuje mi w fikołkach J Wszystko to za … 17,70 zł. W tej jednej kwestii e-book ma sporą przewagę nad drukiem, ja bowiem zdecydowanie wolę poczuć zapach świeżo zadrukowanej książki. Nie mniej jednak – pozycję polecam bardzo. Na dziś wieczór planuję już zrobić Krzyśkową chałwę J


„Dręczyłoby mnie jednak sumienie, gdybym nie wspomniał, że nawet w przypadku domowych słodkości zachowanie umiaru jest wskazane i potrzebne. Wiedza zawarta w tym opracowaniu to nie magiczne wrota do świata wiecznego, bezkarnego objadania się słodyczami. To jedynie jeden niewielki element układanki, jaką jest racjonalne odżywianie, który przy odrobinie dobrych chęci i zdrowego rozsądku pozwoli wkomponować lepsze jakościowo wersje ciastek, tortów czy lodów do naszej diety, urozmaicając ją i sprawiając, że nie jest monotonna, że możemy w pełni się nią cieszyć.”


E-BOOKA ZAMÓWISZ TUTAJ: www.fitslodycze.pl

Dziś znów zupa "składkowa" - z tego co było w lodówce :) Lubimy takie zupy, bo nie dość, że rozgrzewają, są smaczne, to i mega wartościowe! No i najważniejsze - większość maluchów zje w ten sposób sporą ilość warzyw. Zwłaszcza gdy w roli dodatku występują chrupiące grzanki :)

1 porcja (zupa + 1 łyżeczka oliwy + grzanki z 1 kromki żytniego chleba; 30g) to ok:
230 kcal
6 g błonnika
5 g białka
14 g tłuszczu
20 g węglowodanów

ZUPA KREM Z BROKUŁÓW, PORÓW I BRUKSELKI
Składniki (na 5 porcji)
brokuł (ok. 250g)
2 garście brukselki (ok. 250-300g)
2 duże pory
1 średnia cebula
2 łyżki oleju
100-120 ml słodkiej śmietanki 30%
sól, pieprz
posiekany koperek, grzanki, oliwa

Białą część pora kroimy w plastry razem z cebulą, przesmażamy na oleju. Dodajemy podzielone brokuły i brukselkę, zalewamy 1,5 litra wody (ok. 7 szklanek) i gotujemy na wolnym ogniu, aż warzywa zmiękną. Całość porządnie miksujemy, wlewamy śmietankę, doprawiamy. Podajemy z koperkiem, z grzankami i odrobiną oliwy.

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW? 
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U

Powodów, dla których kobieta decyduje się na wizytę w gabinecie dietetyka, może być multum. Większość przychodzi po to, aby nauczyć się zdrowo odżywiać, zgubić zbędne kilogramy bądź możliwie najpełniej wyprowadzić daną jednostkę chorobową. Coraz częściej przychodzą jednak kobiety, które planują zostać mamami, szczęśliwie w ciąży już są lub właśnie urodziły i chcą zadbać o dietę swoją oraz swojego malucha. Jakie pytania padają najczęściej?


Planuję z partnerem powiększenie rodziny. Na co powinnam zwrócić uwagę w swojej diecie już teraz? Czy istnieją wskazówki, które zwiększą nasze szanse na maleństwo?
Gratuluję pięknego podejścia! To naprawdę najlepsze co możesz zrobić dla swojego dziecka – zadbać o siebie już teraz! Ale do rzeczy. Jeśli cierpisz na nadwagę lub otyłość, a przez wiele ostatnich lat nieustannie się odchudzałaś, pora na uregulowanie tej sytuacji. Podobnie będzie w przypadku, gdy dotyczy Cię problem niedowagi. Polecam wizytę u dietetyka i zdrowe zbilansowanie Twojej diety. Nie eksperymentuj już ze swoim jadłospisem, zapomnij o restrykcjach. Palisz? Bezwzględnie przestań. Często sięgasz po alkohol? Postaraj się go ograniczyć. To właśnie te czynniki – zdrowa dieta, rezygnacja z nałogów oraz regularna aktywność fizyczna – zwiększają według specjalistów Wasze szanse na poczęcie maluszka. Warto w tym miejscu podkreślić, że odpowiednia dawka ruchu to nie tylko dbałość o Twoją piękną sylwetkę, zdrowie, ale i o dobre samopoczucie oraz lepszy humor, co również może okazać się przydatne w trakcie starań o dziecko.

Jestem w ciąży. Co zrobić, aby nie przytyć za dużo?
Ogromne gratulacje! Przed Tobą cudowny czas! Żebyś jednak mogła z niego czerpać pełnymi garściami, przede wszystkim musisz sobie uświadomić, że… TY NIE TYJESZ! Wzrost Twojej masy ciała nie wynika (w całości) z nadmiernej podaży energii, a z konkretnych czynników, które muszą zajść w trakcie tych dziewięciu pięknych miesięcy razem. Sam maluszek to finalnie ok. 3-4 kilogramy, 1-2 kg to Twoje powiększające się piersi, a mniej więcej 2-4 kg pochodzi z gromadzonej na okres karmienia piersią tkanki tłuszczowej. Te i jeszcze kilka innych składowych to łącznie ok. 10-14 kg! Twoja masa ciała musi więc się zwiększyć! To jednocześnie konieczne, jak i piękne w Twoim obecnym życiu. W Waszym życiu! Jeszcze zdążysz wrócić do ulubionych jeansów. Pamiętaj jednak, że o ile przyrost ten jest potrzebny, większą liczbę kilogramów możesz niechcący zebrać wraz z niewłaściwie prowadzoną dietą. O to, by tak się nie stało, MUSISZ już zadbać!

No właśnie. To ile powinnam przybrać w ciąży?
Przeprowadzone przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) badania wskazują, że optymalna masa urodzeniowa dziecka, wynosząca ok. 3,1-3,6 kg, jest związana z przyrostem masy ciała u mamy od ok. 10 do 14 kg. Warto jednak podkreślić, że nie jest to jedyny wyznacznik tego, ile powinnyśmy przybrać w tym okresie. Przede wszystkim trzeba popatrzeć na masę ciała, z jaką kobieta startowała w te dziewięć miesięcy. Jeśli miała niedowagę, w ciąży zaleca się jej przybranie ok. 12,5 do nawet 18 kg. Mama o prawidłowej masie ciała może przybrać mniej więcej 11,5-16 kg. Mama z nadwagą już tylko 7-11,5 kg, a z otyłością 5-9 kg.

Jestem w ciąży. Czego nie wolno mi teraz jeść? Czy to prawda, że mam zapomnieć o rybach i orzechach? Mama mówiła mi, że te pierwsze zawierają duże ilości niebezpiecznej dla dziecka rtęci, a orzechy spowodują u niego alergię.
Dieta przyszłej mamy nie odbiega znacząco od diety, jaką zaleca się stosować u każdej z nas na co dzień. Istnieje oczywiście parę zasad, ale ograniczają się one raczej tylko (albo i aż) do zalecenia niespożywania produktów mięsnych, rybnych oraz jaj w postaci surowej, niedogotowanej; unikania produktów wędzonych oraz wybierania tylko wyrobów ze sprawdzonych źródeł. W przypadku produktów potencjalnie alergizujących nie ma powodu ich wcześniejszej eliminacji*, są to bowiem często produkty ważne ze względu na swój skład odżywczy. Wyjątkiem może być dieta mamy, która sama jest alergikiem – wtedy istnieje niewielkie (ale zawsze) ryzyko, że jej dziecko również może nim zostać. Wówczas zaleca się ograniczenie (ale nie wyłączenie!) danych produktów z diety. W przypadku ryb stanowisko światowych organizacji zajmujących się zdrowiem jest zgodne: korzyści przewyższają ryzyko, a tych pierwszych jest całkiem sporo - przykładowo, obecne w rybach kwasy omega-3 wspierają naszą odporność i dbają o prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego, również u dziecka. Aby jednak czuć się bezpiecznie, wystarczy, jeśli sięgniesz po dwie stugramowe porcje ryby w tygodniu. Najbardziej polecany jest m.in. łosoś bałtycki oraz pstrąg i świeży śledź. Wybieraj ryby niewielkich rozmiarów, krótko żyjące, staraj się też często zmieniać gatunki. Ryby gotuj, ew. piecz lub grilluj na patelni grillowej. Unikaj panierowania i smażenia w głębokim tłuszczu. Gotowe paluszki rybne to nie ryby, na okres ciąży zapomnij też raczej o tych puszkowanych.

*nie istnieją żadne wiarygodne badania, które wskazywałyby na możliwość zwiększonego ryzyka wystąpienia alergii u dzieci, których mamy spożywały w ciąży produkty potencjalnie alergizujące. 


Wydaje mi się, że mój maluch nie najada się moim mlekiem – ciągle płacze.
Jeśli powodem, dla którego miałabyś sądzić, że Twoje dziecko jest głodne, jest tylko (albo i aż) jego płacz, spokojnie. Noworodki, później niemowlaki, a także i starsze dzieci (a nawet i te całkiem dorosłe) zwykle płaczą J Tak, teraz trochę żartuję, ale to dlatego, że chcę przywrócić Ci potrzebny spokój. Jeśli upewniłaś się, że maluch nie ma mokro, nie razi go światło lampy, nie uwiera metka od body czy nadmiar gości cmokających z entuzjazmem nad jego łóżeczkiem, sprawdź, czy nadszedł właśnie moment posiłku. Jeśli wydaje Ci się, że to za wcześnie – wróć do poprzedniego stwierdzenia. „(…) nadszedł właśnie moment posiłku”. Tak. Niezależnie od tego, czy było to 3 godziny temu, czy może raptem 45 minut, maluch karmiony piersią może znów domagać się mleka. Jeśli kolejnym razem zwrócisz uwagę na to, aby karmienie było efektywne (obydwie piersi opróżniane do końca), czyli z pewnością wyeliminujesz prawdopodobieństwo niedojedzenia, być może okaże się, że Twój bąbel potrzebuje po prostu zjeść znacznie częściej lub też – znacznie częściej pozostać z Tobą w bliskim kontakcie – to zupełnie normalne. Może też właśnie nadszedł okres tzw. kryzysu laktacyjnego i dziecko chce jeść teraz praktycznie na okrągło. Pozwól mu na to. Im częściej będzie ssać Twoją pierś, tym Twoja laktacja będzie większa.

Moja mama gotuje mi każdego dnia na obiad świeże mięso, ziemniaki i podaje je na przemian z gotowaną marchewką albo startym burakiem. Mam już serdecznie dosyć takiego żywienia, ale Ona mówi, że podczas karmienia zaleca się dietę łatwostrawną. Czy to prawda?
Nie, nie do końca. Dieta łatwostrawna jest de facto dobrą dietą, ale nie do końca i nie dla każdego. Ponieważ obok produktów przygotowanych metodą smażenia ogranicza ona produkty bogate m.in. w błonnik pokarmowy, eliminuje tym samym wiele świeżych warzyw i owoców, które są dla nas źródłem wielu cennych składników odżywczych. Dieta łatwostrawna, nieumiejętnie prowadzona, bywa monotonna i mało apetyczna, dlatego dla zmęczonej pierwszymi miesiącami mamy nie będzie dobrym wyborem. Nie istnieje pojęcie specjalnej diety mamy karmiącej. Mama powinna odżywiać się normalnie, zdrowo, zapewniając sobie odpowiednią podaż wszystkich składników pokarmowych, a przy tym nabierając sił do opieki nad maluszkiem. Kolka, która pojawia się w pierwszych miesiącach życia dziecka, nie jest wynikiem złego odżywiania mamy – to efekt niedojrzałości układu pokarmowego malucha. Nie ma więc potrzeby, żeby mama (w granicach rozsądku, bo smażone nigdy nie jest zdrowe) rezygnowała z kawałka dobrej pieczeni czy nawet pizzy raz na jakiś czas. Więcej w temacie diety przy karmieniu piersią: KLIK

Moje dziecko ma chyba skazę białkową. Zapobiegawczo przestałam jeść więc mleko i jego produkty. Czy to dobry pomysł?
Jeśli zrobiłaś to na własną rękę – NIE. To nie jest dobry pomysł! Twój maluch mógł przecież wysypką zareagować np. na zmianę kosmetyku, proszku do prania albo suche powietrze w mieszkaniu. Skazę wynikającą z diety może potwierdzić jedynie lekarz specjalista – w tym wypadku dobrze byłoby skonsultować się zarówno z alergologiem, jak i dermatologiem. Druga sprawa – skaza białkowa nie dotyczy jedynie białek mleka. Może ona wynikać np. ze spożycia białek pochodzących z posiłków mięsnych. Pamiętaj – dietę eliminacyjną stosujemy wyłącznie w sytuacji potwierdzenia jej konieczności. Z doświadczenia w pracy z Mamami doradzę potwierdzenie tego nawet i u dwóch specjalistów.

Mam miesięczne dziecko. Pomimo upływu czasu moja waga nie spada – chcę już zacząć się odchudzać.
Podobnie jak z okresem połogu, tak i w wypadku diet odchudzających po porodzie spotykamy się z pewnym „okresem karencji”. Według zaleceń, zapotrzebowanie karmiącej mamy zwiększa się w tym czasie o ok. 500 kcal, szacunki dotyczą głównie pierwszych sześciu miesięcy – nie oznacza to jednak, że jest to jakaś magiczna granica, za którą nagle wszystko się ucina. NIE! Zapotrzebowanie na energię powinnyśmy więc dobrać wraz ze specjalistą dietetykiem. Zdrowo się odżywiaj, nie omijaj posiłków, często wychodź na spacery, po połogu możesz zacząć również delikatne, dostosowanie do swojej formy treningi. Na typową dietę redukcyjną przyjdzie jeszcze odpowiedni czas, spokojnie. J


1000 pierwszych dni życia dziecka to czas, który ma fundamentalne znaczenie dla jego zdrowia – teraz i w dorosłym życiu.
W ciąży, a także długo po narodzinach, w okresie karmienia piersią i rozszerzania diety dziecka: programuje się jego metabolizm, dojrzewa układ pokarmowy, kształtuje się odporność i rozwija mózg.
Poprzez prawidłowe żywienie, zarówno w wypadku Twoim jako mamy, jak i w wypadku dziecka, masz realny oraz trwały wpływ na zdrowie swojego maleństwa.
Teraz i w przyszłości. Jego przyszłości.

Wpis powstał we współpracy z Fundacją Nutricia w ramach programu „1000 pierwszych dni życia” Twojego dziecka. KLIK


Przeczytaj również:
Babciu, a jak to było kiedyś? 1000 pierwszych dni dla zdrowia – zadbaj o przyszłość Twojego malucha KLIK
Mama, karmienie piersią i ja – 40 lat wstecz i obecnie; jak dzisiaj wygląda karmienie piersią KLIK
Moda na zdrową mamę – z rozsądkiem zaplanuj 9 miesięcy. Szybciej wrócisz do formy i zadbasz o zdrowie swojego dziecka KLIK
Mitologia karmienia piersią – Mamo! Jesteś najlepsza! Po prostu. KLIK


Nasiona chia (Salvia hispanica) wykorzystywali m.in. Aztecy - w swojej diecie oraz do produkcji leków - w chorobie oczu, dróg oddechowych, podczas infekcji.
Charakteryzują się one wysoką zawartością błonnika pokarmowego, minerałów (m.in. wapnia*), witamin, przeciwutleniaczy oraz wysoką zawartością tłuszczu, średnio 25-35%. Spośród kwasów tłuszczowych, aż 60% stanowi kwas a-linolenowy, który należy do rodziny kwasów omega-3, wspierających m.in. odporność naszego organizmu oraz prawidłową pracę układu nerwowego. Kwasy omega-3 posiadają również udowodnione działanie hipoglikemizujące, wspomagają także terapię chorób autoimunnologicznych i nowotworów, dbają o nasz piękny, młody wygląd.

Nasionka szałwii zaklasyfikowano jako tzw. superfoods – superżywność. Produkty takie, na tle wyrobów „zwyczajnych”, tradycyjnych, wyróżniają się dużą zawartością składników odżywczych w małej masie produktu oraz sporą koncentracją składników niezbędnych dla zdrowia, a których w naszym codziennym żywieniu często na co dzień brakuje.

Ja, nasionka chia wykorzystuję m.in. do przygotowania klasycznego puddingu - takiego jaki dziś chciałabym Wam polecić. Ziarenka wrzucam również do śniadaniowego smoothie, które dzięki ich obecności, przez noc nabiera gęstości. Polecam gorąco!

*1 uncja, czyli ok. 28g nasion to aż 180 mg wapnia, czyli aż 15% przeciętnego, dziennego zapotrzebowania na ten składnik.

1 porcja to ok:
255 kcal
14 g błonnika
8 g białka
7 g tłuszczu
40 g węglowodanów
DESER CHIA
Składniki (na 3 porcje):
4 duże łyżki nasion chia
250 ml mleka 2% (duża szklanka; może być roślinne, świetnie smakuje np. kokosowe)
1 łyżka ksylitolu
1 średnio dojrzały banan
opakowanie mrożonych malin (ok. 400g)

Chia wrzucamy do miski, dodajemy ksylitol, zalewamy mlekiem i dokładnie roztrzepujemy trzepaczką – do połączenia. Odstawiamy do lodówki na noc – aż skleikują. Na drugi dzień chia rozdzielamy do pucharków (można ew. rozrzedzić mlekiem jeśli będzie za gęste) i przekładamy je musem z osobno zmiksowanych malin (posłodzonych ew. odrobiną ksylitolu) i musem z banana. Inne pyszne połączenia - mus z mango i jagód. Polecam! :)

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW? 
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U

Jeszcze do niedawna, świeżo upieczona mama karmiąca była skazana na specjalną, typowo lekką, a nawet ba – mocno eliminującą dietę. Przyjęło się uważać, że każdy spożyty przez nią posiłek będzie mieć wpływ na samopoczucie jej malucha pozostającego przy piersi. Kobieta mogła więc zapomnieć o kawałku pieczeni – bo dziecko będzie mieć kolkę; – czekoladzie i orzechach – bo na pewno rozwinie alergię, a nawet o gazowanej wodzie – bo bąbelki spowodują u szkraba wzdęcia. Dziś już wiemy, że dieta mamy karmiącej to dieta przede wszystkim dla niej – aby mogła cieszyć się zdrowiem i dobrym samopoczuciem. Kolka zaś to wynik niedojrzałości układu pokarmowego maluszka i nie ma nic wspólnego ze zjedzonym przez jego mamę kotletem na obiad.

Dieta „w razie czego”
Gdyby zapytać mamy kilkuletnich szkrabów, jak wyglądała ich dieta podczas karmienia, zapewne lwia część odpowiedziałaby: „gotowany kurczak i marchewka”. Nie tyle z powodu własnych przekonań, co z przezorności – „bo tak przyjęło się odżywiać młodą mamę”. Wszelkie truskawki, czereśnie czy wiśnie szły w odstawkę – bo dziecko „na pewno wkrótce rozwinie z tego alergię” (to nic, że ani mama alergikiem nie jest, ani żadne znaki na niebie i ziemi nie świadczą o takich objawach u dziecka). Wszystkie posiłki musiały być gotowane, wręcz rozgotowane, a jedyną opcją warzywną na kanapkę był co najwyżej plasterek sałaty, bo przecież „ogórki uczulają, a pomidory, za sprawą skórki, są za ciężkie”. Efekt był taki, że większość kobiet, nie mogąc wytrzymać reżimu żywieniowego, bardzo szybko rezygnowała z karmienia naturalnego. Niektóre dlatego, że przebywając na tak restrykcyjnej diecie, same w końcu łapały anemię i lądowały z wycieńczenia pod kroplówką. I tylko wszystkich dziwiło, skąd kotlet na talerzu mamy, która właśnie urodziła - … tylko, że nie w Polsce.



Dokarmianie, bo za słaby pokarm
- Masz za rzadki pokarm.
- Z Twoich piersi leci sama woda.
- No bo wiesz, jak zostawiłaś butelkę, to ona bardziej najadła się niż tym ściągniętym.

Jakość mleka matki. Kolejny temat rzeka. Kolejny … do poprawki. Która z nas przynajmniej raz nie usłyszała czegoś podobnego? Sama spotkałam się z tym dziesiątki razy – głównie od najbliższych mi kobiet. I może część wpuści to jednym, a wypuści drugim uchem, ale niestety większość weźmie sobie mocno do serca. Zwłaszcza, gdy słowa padną z ust pediatry czy położnej. – „Trzeba dokarmiać” – magiczne dwa słowa, które zwykle kończą wszystko, bo gdy do żywienia maluszka zbyt wcześnie zostanie wprowadzona butelka, w większości przypadków – z różnorakich powodów – naturalna droga po prostu się zakończy. Tymczasem wcale tak być nie musi. Potrzeba jednak walki, determinacji oraz wsparcia najbliższych i specjalistów. Ale żeby Ci ostatni mogli coś w tym kierunku zrobić – potrzeba również i wiedzy.


ZAPAMIĘTAJ!

Kolka to wynik niedojrzałości układu pokarmowego dziecka i zwykle sama ustępuje około 3. miesiąca jego życia. Nie ma na niego wpływu zjedzony przez Ciebie tego dnia kotlet schabowy czy kawałek pizzy – to tylko zbieg okoliczności, że akurat wtedy Twój maluch popłakiwał i miał problemy ze stolcem. Pokarm powstaje ze składników, które są obecne we krwi – nie ma więc możliwości, żeby Twoje wzdęcie po zjedzonej kapuście stało się elementem jego składu. To po prostu niemożliwe! Popatrz również na przykład mamy wegetarianki – białko pochodzenia zwierzęcego zastępuje im to roślinne, które pozyskują wraz nasionami roślin strączkowych. Czy ich maluchy cierpią z tego powodu na przewlekle zaparcia, wzdęcia oraz bóle brzucha? NIE!

O ile temat diety mniej lub bardziej lekkostrawnej w przypadku mamy karmiącej to temat warty schowania do szuflady, o tyle temat alergii ma jak najbardziej sens. Bąbelki z wypijanego gazowanego napoju nie zaszkodzą Twojemu mleku, ale już pewne składniki żywności, głównie alergeny – tak. Stąd m.in. skaza białkowa czy inne objawy alergiczne, które właściwie prowadzone, w przyszłości nie pozostawią żadnego śladu. Pamiętaj jednak, że diety eliminacyjnej NIE WPROWADZA SIĘ ZAWCZASU (może to przynieść odwrotny skutek), aby alergii uniknąć, a nad jej całością powinien czuwać specjalista lekarz oraz dietetyk. Pewność uzyskasz wyłącznie w przypadku konsultacji z pediatrą alergologiem, a w sytuacji wystąpienia zmian skórnych – dodatkowo z dermatologiem.

Dieta mamy karmiącej to TWOJA DIETA. Dieta dla Ciebie. Odżywiać się zdrowo musisz po to, aby być w stanie w pełni sił zajmować się swoją pociechą. Żywienie lekkostrawne to dobre żywienie, ale nie w każdym punkcie (bo np. eliminuje sporo produktów ze względu na wysoką zawartość błonnika pokarmowego) i nie w każdym wypadku. Odżywiaj się zgodnie ze swoim zapotrzebowaniem i samopoczuciem. Wycieńczona z niewyspania i mało odżywczej diety nie przydasz się dziecku do niczego.

Twoje mleko jest zawsze odpowiednie i najlepsze dla Twojego malucha. Nie istnieje pojęcie „chudego, niepełnowartościowego pokarmu”, a na jego jakość nasza dieta ma naprawdę niewielki wpływ. Zresztą, spójrz na matki z biednych rejonów świata. Brak dostępu do zbilansowanego żywienia, często i głód, a przy ich piersiach nawet kilkuletnie, zdrowo wyglądające maluszki.

Twój pokarm nie jest za rzadki. Nigdy. Natura skonstruowała go w sposób perfekcyjny – najpierw z naszych piersi płynie ten lżejszy, który ma służyć ugaszeniu pragnienia dziecka. Z każdą minutą zaczyna tworzyć się jednak „napój” bardzie gęsty, sycący – to właściwy posiłek Twojego dziecka.

Na mlecznej drodze pojawia się wiele zakrętów, z których da się ładnie wyjść. To zwykle tzw. kryzysy laktacyjne, które pojawiają się na różnym etapie rozwoju niemowlęcia. Dziecko chce wówczas jeść więcej i częściej – stąd praktycznie nie odstępuje Twoich piersi na krok. To zupełnie normalne! Nie daj sobie wmówić, że potrzebuje ono dokarmiania, a Twoje mleko mu nie wystarcza. Naprawdę w bardzo rzadkich przypadkach mama musi zdecydować się na dodatkowe posiłki niemowlęcia. Najczęściej trzeba po prostu temat przeczekać i spędzać z maluchem znacznie więcej czasu, karmiąc się, bo pozwalając mu ssać pierś, zwiększamy tym samym swoją laktację.


1000 pierwszych dni życia dziecka to czas, który ma fundamentalne znaczenie dla jego zdrowia – teraz i w dorosłym życiu.
W ciąży, a także długo po narodzinach, w okresie karmienia piersią i rozszerzania diety dziecka: programuje się jego metabolizm, dojrzewa układ pokarmowy, kształtuje się odporność i rozwija mózg.
Poprzez prawidłowe żywienie, zarówno w wypadku Twoim jako mamy, jak i w wypadku dziecka, masz realny oraz trwały wpływ na zdrowie swojego maleństwa.
Teraz i w przyszłości. Jego przyszłości.


Post powstał we współpracy z Fundacją Nutricia, w ramach akcji „1000 pierwszych dni życia” naszych dzieci KLIK



Dobrze przemyślana moda nie jest zła. Oczywiście o ile jest modą pożyteczną i zdrową dla każdego. Teraz każda przyszła mama chce być fit – zarówno w czasie ciąży, jak i tuż po rozwiązaniu. I jeżeli podchodzimy do tego tematu z rozsądkiem, korzyści zdrowego stylu życia będą podwójne. Przypatrzmy się diecie przyszłej mamy.

„Prozdrowotny styl życia kobiet ciężarnych, w tym prawidłowe odżywianie, jest podstawowym warunkiem pomyślnego przebiegu ciąży i zdrowia noworodka.”
[Instytut Żywności i Żywienia]


Sposób żywienia mamy w ciąży to pierwsza dieta jej dziecka
Do gabinetu dietetyka nie trafiają jedynie osoby pragnące zrzucić nadwyżkę kilogramów, czy poprawić stan swojego zdrowia. Coraz częściej spotykam przyszłe mamy, które już od pierwszych dni tego cudownego okresu chcą na 100% zadbać o siebie i dobro swojego dziecka. Kobiety, które prowadziłam/prowadzę na pierwszym miejscu stawiają dobro malucha, ale w tle wierzą, że zdrowy styl życia pomoże im również bezboleśnie przejść ten – bądź co bądź – trudny okres, a następnie z łatwością wrócić do formy po narodzinach. I o ile chęć prowadzenia dobrej diety nie jest podyktowany tylko takimi względami, względami bycia fit za wszelką cenę, o tyle podejście tych kobiet jest naprawdę godne pochwały. Wreszcie doczekaliśmy się czasów, gdy wszyscy dostrzegamy korzyści płynące ze zdrowej diety – na każdym polu!

Dziś, mamy coraz więcej dowodów na to, że sposób żywienia przyszłej mamy ma ogromny wpływ nie tylko na zdrowie jej samej, ale i również na rozwój jej dziecka. Mówi się, że właściwą dietą mama może programować swojego malucha – czyli w dużym stopniu decydować o tym, jak będzie wyglądać jego życie i czy łatwiej poradzi sobie z chorobami. Wszystkie te teorie zostały udokumentowane twardymi, naukowymi dowodami,  których z dnia na dzień jest coraz więcej. Przykład? Niedawno, w wyniku pewnego doświadczenia potwierdzono, że maleństwo odczuwa smaki pokarmów jakie przyjmuje jego mama. Podczas gdy ona zajada się słodkim ciastem czy owocem, malutki człowiek reaguje na wzrost jej glikemii we krwi. Niesamowite, prawda? Wyobraźmy sobie teraz jak może wyglądać jego zachowanie gdy sięgamy po tzw. jedzenie śmieciowe, lub co gorsza – używki w postaci alkoholu lub papierosów. Ta wizja nie przedstawia się już niestety optymistycznie.

„(…) sposób żywienia w ciąży w istotny sposób wpływa na zachorowalność pokolenia osób dorosłych, szczególnie w odniesieniu do miażdżycy, nadciśnienia, otyłości i cukrzycy”
[Instytut Żywności i Żywienia]


Dieta przyszłej mamy nie musi być pudełkowa
Jeśli myślicie, że dieta w ciąży to ogrom przygotowań, niesamowita dbałość o szczegóły pochłaniająca każdą wolną chwilę oraz znacznie większe koszty, będziecie miło zaskoczone. Podstawą żywienia kobiety ciężarnej są bowiem te same grupy produktów spożywczych co w przypadku reszty populacji. Niektóre zyskują jednak w tym szczególnym okresie na znaczeniu. W czasie ciąży rośnie bowiem zapotrzebowanie na wiele składników odżywczych, dlatego pewne produkty mogą się wówczas okazać lepszym  wyborem niż te, które spożywałyśmy do tej pory. Nie mniej jednak – dieta przyszłej mamy pozostaje klasyczną, zdrową dietą, której realizacja nie powinna przysporzyć kłopotów ani kobiecie zajmującej się domem i starszymi maluchami, ani mamie aktywnej zawodowo.

Jak wygląda zapotrzebowanie na energię w ciąży? Czy faktycznie można wszystko?
Stare powiedzenie „jedz za dwoje” na szczęście już dawno odeszło do lamusa. Dziś, wszyscy już wiemy, że maleńki człowiek rozwijający się w naszym brzuchu nie potrzebuje drugiego obiadu czy dodatkowej porcji ciasta. Normy Instytutu Żywności i Żywienia mówią jasno: w trakcie pierwszego trymestru zapotrzebowanie na energię przyszłej mamy zwiększa się o raptem 86 kcal, czyli mniej więcej tyle, ile dostarczają średniej wielkości jabłko albo 3 orzechy włoskie. W drugim i trzecim trymestrze jest to już odpowiednio 360 kcal i 475 kcal – możemy więc już mówić o dodatkowej porcji sałatki warzywnej z dipem jogurtowym i grzankami, albo bułce grahamce wyłożonej najlepszej jakości wędliną, serem i warzywami z pestkami. Jak więc widać – nie jest to drugi kotlet czy trójkąt tortu. Warto o tym pamiętać, bowiem nadmierny przyrost masy ciała w czasie ciąży to ryzyko cukrzycy ciążowej u matki oraz wysokiej masy urodzeniowej noworodka, a stąd niedaleko już do m.in. otyłości w okresie dorastania malucha. Przy okazji należy jednak wspomnieć o sytuacji kompletnie odwrotnej, powstałej w wyniku chociażby wspomnianej wcześniej mody. Niedowaga na starcie oraz głębokie braki energetyczne spowodowane chęcią jak najmniejszego przyrostu masy ciała, mogą doprowadzić do równie przykrych konsekwencji, jak w przypadku otyłości mamy. Warto więc słuchać SWOICH potrzeb. Potrzeb SWOJEGO malucha. To, co kreują media, celebryci czy szczupła koleżanka są dobre (albo i nie!) dla nich samych, ale niekoniecznie dla NAS.


Więcej witamin i składników mineralnych
O ile w czasie ciąży zapotrzebowanie na energię wzrasta niewiele, o tyle potrzeby dostarczenia większej ilości składników odżywczych, takich jak witaminy i składniki mineralne, zmieniają się już znacznie. Rośnie zapotrzebowanie m.in. na kwas foliowy niezbędny dla prawidłowego funkcjonowania układu nerwowego dziecka czy żelazo, którego wyższe spożycie jest konieczne ze względu na pokrycie potrzeb tkanek płodu, łożyska oraz zwiększającej się masy hemoglobiny, zwłaszcza w drugim i trzecim trymestrze. Jeśli nie dostarczymy z pożywieniem wystarczającej ilości tych składników, może dojść do niedoborów obarczonych pewnymi konsekwencjami. Przykładowo, niedobór żelaza może stać się przyczyną anemii, która zwiększa ryzyko przedwczesnego porodu, oraz urodzenia dziecka z niską masą urodzeniową. Niedobór kwasu foliowego będzie związany ze zwiększonym ryzykiem wystąpienia wady cewy nerwowej u dziecka, a brak wystarczającej ilości wapnia może stać się przyczyną pojawienia się stanu przedrzucawkowego.

Zacznij już dziś
Jeśli planujesz z partnerem potomstwo, o swoje żywienie zadbajcie już dziś. Tak – WY. Bo o ile to od Ciebie będzie wymagane więcej, o tyle ze strony taty będzie w przyszłości płynął przykład dla dziecka, gdy już samodzielnie spróbuje dokonywać swoich własnych wyborów. Jeśli aktualnie jesteś w ciąży i do swojej diety masz sporo do zarzucenia, w żadnym wypadku nie wpadaj też w panikę. Najlepiej gdy od zaraz wprowadzisz konieczne zmiany – przytoczone tutaj przykłady niedoborów są jak najbardziej realne, ale wcale nie tak łatwo się ich dorobić, spokojnie. To normalne, gdy w czasie ciąży nie mamy ochoty na wszystko co zdrowe i odżywcze, a uprzykrzające dolegliwości powodują, że najchętniej przeleżałybyśmy całe 9 miesięcy w łóżku – miałam podobnie, rozumiem Cię więc doskonale! Jeśli nie radzisz sobie z odpowiednim żywieniem, czujesz, że przybrałaś na masie znacznie więcej, niż powinnaś – skonsultuj się z dyplomowanym dietetykiem. Razem ustalicie odpowiedni plan działania i zadbacie o jak najlepszą dietę dla Ciebie i Twojej pociechy. Zacznij od dziś. Zacznij od teraz. To najlepsze, co możesz podarować swojemu maleństwu.

Wpis powstał we współpracy z Fundacją Nutricia, w ramach kampanii „1000 pierwszych dni życia” Twojego dziecka. KLIK


ZOBACZ RÓWNIEŻ