Najnowsze Posty

Dieta bez pszenicy - William Davis - lekko oburzona recenzja

By 08:42 , , , ,



„Osiągnęliśmy wygodę, obfitość, niskie koszty i dostępność w stopniu jeszcze sto lat temu niewyobrażalnym. Dziką trawę z 14 chromosomami przekształcono w odmianę 42-chromosomową, nawożoną azotanami, ciężką i superwysokowydajną, która umożliwia nam kupowanie wielkich opakowań ciastek, naleśników i precelków”.


William Davis – amerykański kardiolog – w swojej książce pt. „Dieta bez pszenicy’’ podejmuje się dość trudnego zadania. Jak wyjaśnić przyczyny dzisiejszej plagi otyłości, zwiększonej częstotliwości zachorowania na celiakię, cukrzycę czy nawet chorób natury psychicznej i neurologicznej jak autyzm, schizofrenia, ADHD czy epilepsjaJak wyjaśnić fakt, że obecnie 2/3 Amerykanów ma nieprawidłową masę ciała, a próba zastosowania u nich diety wywołuje objawy podobne do tych, które odczuwa narkoman na tak zwanym „głodzie’’?
Całą winę autor składa na barki … pszenicy. Tak, dokładnie tej pszenicy, która znajduje się w Waszym chlebie, ulubionych słodkich bułeczkach czy w torcie czekoladowym. Żeby zrozumieć tok rozumowania Davis’a, należy przyjrzeć się nieco ewolucji pszenicy, która w obecnej postaci występuje niemalże w każdym naszym codziennym posiłku.

„Przewertujcie albumy rodzinne ze zdjęciami swoich rodziców lub dziadków, a być może zaskoczy was to, że wszyscy wydają się na nich szczupli. Kobiety nosiły sukienki zapewne w rozmiarze 34, a mężczyźni mieli 80 centymetrów w pasie. Nadwagę mierzono w pojedynczych kilogramach, otyłość zdarzała się rzadko. Grube dzieci? Prawie nigdy. Talie po 106 centymetrów? Nic z tych rzeczy. Dziewięćdziesięciokilogramowe nastolatki? Z pewności nie”. W dodatku „(…) nasze babcie i mamy wcale dużo nie ćwiczyły.(…) Dziś wychodzę  z domu w każdy ładny dzień i widzę jak dziesiątki kobiet biegają, jeżdżą na rowerach albo chodzą z kijkami (…). A jednak z roku na rok stajemy się grubsi”.

Każdemu z nas zapewne nasunie się pytanie – dlaczego więc nasi przodkowie byli znacznie szczuplejsi, pomimo, że w zasadzie ich dieta nie różniła się aż tak znacząco od naszej (pomijając oczywiście fakt istnienia fast foodów i dostępności konsumenckich dóbr)? Podobnie jak my, żywili się przecież pieczywem, babcie piekły smaczne ciasta, w sklepach królowały rogaliki z konfiturą.
Okazuje się, że surowiec z którego jest dziś wyrabiane większość produktów, to tak naprawdę coś co niewiele ma wspólnego z pierwotną wersją. „Współczesna pszenica ma się do prawdziwej pszenicy w najlepszym razie tak, jak szympans do człowieka’’. A więc jest do niej bardzo podobna, ale to już nie ten sam produkt. Spytacie dlaczego?
Obecnie, większość z nas stacza mniejsze lub większe boje w związku z wprowadzeniem na rynek genetycznie modyfikowanych organizmów (GMO). Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę z tego, że to co ląduje dziś na naszych talerzach i co pozornie wydaje się takie naturalne i wartościowe, dziesiątki lat temu zostało już odpowiednio zmodyfikowane. Również i genetycznie.
Pierwotne odmiany pszenicy, a więc samopsza i płaskurka nie były zbyt wydajnymi zbożami. Niskie plony czy też płaskie wypieki, które wówczas otrzymywano, były wystarczającymi powodami, aby pszenicę nieco ulepszyć. To nieco w pojęciu autora, w rezultacie doprowadziło między innymi do takich problemów zdrowotnych z jakimi borykamy się dzisiaj. Rozwój metod hybrydyzacji doprowadził do tego, że pszenicę „rozciągano, zszywano, cięto i zszywano ponownie, aby wreszcie uzyskać coś, co nieomal nie da się rozpoznać z oryginałem, choć nadal określa się to tym samym mianem: pszenica”.

W swojej książce, Davis dużo uwagi poświęca celiakii – chorobie na którą choruje już niemalże 1% społeczeństwa, a głównym sprawcą wielu dolegliwości jest gluten, który – co ciekawe – jest składnikiem między innymi pszenicy. Celiacy to grupa ludzi, którzy niezwykle poważnie muszą podchodzić do kwestii swojego żywienia. Praktycznie każde, nawet najmniejsze ustępstwo na rzecz przyjemności (słodkie ciacho, kawałek bułeczki) może skończyć się tragicznie (szczególnie dla małych dzieci, których organizmy dopiero co się rozwijają). Z uwagi na to, że gluten prowadzi do zaniku kosmków jelitowych, osoba cierpiąca na celiakię jest narażona na wiele poważnych niedoborów. Jeśli zje coś z zakazanej listy, jej organizm uniemożliwi wchłonięcie ważnych składników odżywczych, co więcej – zareaguje biegunkowo (w najlepszym wypadku).

„(…) pszenica jest liderem grupy, której nie ma czego zazdrościć, najgorszym z bandy węglowodanów, takim, którym najszybciej może nas sprowadzić na ścieżkę wiodącą do cukrzycy”.
Fakt ten jest powszechnie znany w kręgach diabetologów – pszenica ma niewiarygodną zdolność do gwałtowanego podwyższania poziomu cukru we krwi. Zmiany w genach pszenicy od roku 1960, są przyczyną wzrostu zachorowań na cukrzycę typu 1. „(…) wystąpienie to zbiega się w czasie ze wzrostem celiakii oraz innych chorób’’. Według autora, to kolejny powód, dla którego warto przejść na „dietę bezpszenną’’. Również wtedy, gdy problem cukrzycy (z pozoru) Cię nie dotyczy. W dzisiejszym świecie nie ma żadnego „na pewno’’. Choroby cywilizacyjne mogą dotknąć każdego – nawet Ciebie!

Kojarzycie pojęcie endorfiny? Są to takie związki, które powstają wewnątrz naszego organizmu pod wpływem różnych emocji, przeżyć. Popularnie zwane „hormonami szczęścia’’. A co to są egzorfiny? To już trudniejsze? Egzorfiny, w odróżnieniu od tych pierwszych, są dostarczane z zewnątrz. Według naukowców, są obecne m.in. w pszenicy. Mają one zdolność przenikania bariery, która oddziela nasz mózg od krwioobiegu (tzw. bariera krew-mózg), co w konsekwencji może prowadzić do pogorszenia wielu objawów chorób psychicznych jak np. schizofrenia. Autor przypuszcza też jej powiązanie z autyzmem i ADHD.

W zasadzie cała książka, w dość lekki i zrozumiały sposób, zapoznaje czytelnika z możliwymi skutkami dzisiejszej diety pełnej produktów pszennych. Ukazuje wiele korzyści zdrowotnych jakie można osiągnąć totalnie eliminując to zboże z szafek kuchennych. Według autora, osoby żywiące się dietą bezpszenną, każdego dnia jedzą o 350 - 400 kalorii mniej, nie chowają pod obszernymi ubraniami tzw. „pszennego brzucha’’, nie skarżą się na dolegliwości ze strony układu pokarmowego, nerwowego czy na schorzenia natury dermatologicznej. Całość poprzeplatana jest świadectwami ludzi, którzy odczuli ulgę po przejściu na zalecaną przez niego dietę.

„Co w takim razie mogę jeść?” – zapytasz. Autor, jakby spodziewając się podobnych pytań ze strony czytelnika jednym tchem wymienia m.in. warzywa, owoce, orzechy, awokado, oleje, oliwki, mięso, jajka, produkty mleczarskie… Dopuszcza niewielkie ilości wina ze względu na jego właściwości opóźniające procesy starzenia, zaleca dosypywanie siemienia lnianego do każdego posiłku. Jak więc widać – lista dozwolonych pokarmów jest bardzo długa. Wydaje się, że niemalże bez żadnych wyrzeczeń.
Oddziela też „prawdziwą żywność’’ od tej przetworzonej. Mianem tej pierwszej określa zwykle produkty, które nie wymagają etykiety – a więc ryby, warzywa, orzechy. Jakby na potwierdzenie całej swoje tezy, na końcu książki zamieszcza 25 stron bezpszennych przepisów jak np. ten na wrap z indykiem, pizzę, makaron z cukinii z pieczarkami, muf finki bananowo – jagodowe, krówki, ciasteczka korzenne… Choć na początku podchodziłam do sprawy nieco sceptycznie, okazuje się, że jednak da się gotować bez pszenicy.

Jedyny fakt z jakim jako żywieniowiec nie mogę się zgodzić, to sprawa „zdrowych produktów pełnoziarnistych’’, z których autor niejako kpi sobie przez cały czas. Oskarża tym dietetyków, wmawiając czytelnikowi, że wszystkie zalecenia żywieniowe odnośnie pełnego ziarna są w zasadzie mrzonkami. O ile ze szkodliwością pszenicy, jej tuczącym charakterem się zgodzę (choć nie do końca), o tyle z jałowością ziaren mocno bym w tym wypadku polemizowała. W mojej (i nie tylko) opinii, pełnoziarniste produkty dostarczają naszemu organizmowi wielu witamin z grupy B, błonnika niezbędnego dla procesów trawienia czy innych cennych składników odżywczych. Posądzanie ich o szkodliwość jest dla mnie grubą przesadą.

Pomijając tą sprawę, uważam, że książka jest ciekawą propozycją na dobrą lekturę zarówno dla osoby znającej się na branży jak i dla kogoś, kto dopiero zaznajamia się z pojęciami takimi jak celiakia, cholesterol LDL, HDL czy zakwaszanie organizmu. Obok fachowej literatury, autor umiejętnie umieszcza pełne humoru tytuły („męskie cycki i bandziochy’’, „łomot spuszczany trzustce”, „hej, pryszczaty”), wplata elementy filmowe (Salt z Angeliną Jolie, Mission Impossible), dobitnie, niemalże po chłopsku tłumaczy zawiłe zagadnienia.

Wreszcie, przy końcu książki, autor podejmuje się dyskusji czy samopsza i płaskurka, będące pierwotnymi odmianami pszenicy, są w stanie zastąpić dzisiejszą pszenicę? Czy kosztem mniejszych plonów i zwiększonych wydatków,  nie będą wywoływać przy tym żadnym negatywnych skutków? „Nie będę udawał, że znam odpowiedzi. Prawdę mówiąc, mogą minąć dziesięciolecia zanim te pytania ich się doczekają” – i taka kompromisowa odpowiedź bardzo mi się podoba.

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U


Autor: dr William Davis
Tytuł: Dieta bez pszenicy. Jak pozbyć się pszennego brzucha i być zdrowym
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Bukowy las
Dystrybutor: Firma Księgarska Olesiejuk
Stron: 328
Okładka: miękka








You Might Also Like

31 komentarze

  1. Chyba muszę nabyć tę książkę :)
    Ja mam uczulenie na pszenicę (o czym wiem od niedawna) i może znajdę tam coś dla siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj w klubie Ann, ja choruje od dzieciństwa i unikam pszenicy i wszystkiego co ma w sobie gluten. Warto zapoznawać się z takimi publikacjami, dużo rzeczy o których nie wiedzieliśmy można z nich się dowiedzieć. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  2. Kolejny oszołom ;) Ale faktem jest, że lepiej dzisiejszej pszenicy unikać, i jeśli jest możliwość, to piec na życie, owsie (wypróbowałam ten miks, dobrze się sprawuje), albo chociaż na orkiszu. Pszenica często uczula, co jest zapewne efektem grzebania w jej genach. Sama jestem ofiarą pszenicy: spierzchnięte usta, wystający brzuch...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to "kolejny oszołom" czy "sama jestem ofiarą" pszenicy, bo pogubić się można

      Usuń
    2. Drogi/-a Anonimowy/-a. Patysce zapewne chodziło o fakt zbyt wielkiego szumu jaki wokół siebie narobił (stąd zdanie: kolejny oszołom). A "ofiara pszenicy'' to już utożsamienie się z jego wynikami badań.

      Usuń
    3. Dlaczego uważasz, że William Davis jest kolejnym oszołomem? Jest to kardiolog i wszelkie doradzanie nt. unikania glutenu oparł na swoich pacjentach. Sama zrezygnowałam z glutenu i świetnie się czuję, pozbyłam się pszenicznego brzucha, chcociaż próbowałam się go pozbyć różnymi sposobami. Nie mam problemu ze stawami, z jelitami i nawet cholesterol i trójglicerydy i się obniżyły. Każdemu doradzam, aby spróbował chcociaż przez 2 m-ce jedzenia bez glutenu. Wtedy oceni, czy warto? Pieczywo pełnoziarniste, to również gluten.

      Usuń
    4. zauważ że twórcy innych diet to też doktorzy, uczeni etc. Komu wierzyć? Może dlatego napisała 'oszołom'

      Usuń
    5. Nie jem pszenicy od pół roku. Poza tym,że czuję się swietnie, schudłam na proponowanym trybie odżywiania przez Williama Dawisa ponad 4 kilogramy. Nawiasem mówiąc chudnę w takim tempie jak tyłam będąc na diecie bezmięsnej. To jest dobry trop dla mnie. Nie chodzi bowiem o odchudzenie, ale taki odżywianie by nie być głodnym i nie liczyć każdej zjedzonej kalorii. Polecam wszystkim.

      Usuń
  3. Zapraszam wszystkie Panie i Panów na konsultacje dietetyczne
    <a href="http://www.pomocwodchudzaniu.blogspot.com”>Zgrabna sylwetka i zdrowie</a>
    Studio Zdrowia i Urody Herbalstyl

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka brzmi bardzo interesująco.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie nadążam z czytaniem ;) ale zgadzam się z Tobą... Odkąd jem pieczywo pełnoziarniste nie tyje i jakimś sposobem wbijam się w spodnie o 2 numery mniejsze!!!
    No dobra teraz lecę czytać o konkursie :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Działa, sprawdziłam na sobie polecam. Nasz wspaniały rodak dr. Jan Kwaśniewski głosi to już od 40 lat lecz Polacy wolą Dukana ,Atkinsa czy Davisa. Bo to "lepiej brzmi". Najważniejsze ,że jest drogą do zdrowia dla schorowanej ludzkości.

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja nie zgadzam się z Panią że pełnoziarniste jest zdrowe, autor dość dosadnie to wytłumaczył, jesli zboża są zmienione genetycznie do niepoznaki to co za różnica czy są pełnoziarniste czy nie, podając przykład papierosów z filtrem i bez, wg. Pani papierosy z filtrem są bezpieczne

    pozdrawiam
    Anna

    OdpowiedzUsuń
  8. Wydaje się to logiczne. Przecież nie tylko pszenica,ale prawie wszystko jest zmienione genetycznie.Tylko nie można wpadać w skrajności. Tak jak nie można wierzyć Dąbrowskiej /tej od warzyw/,która na pewno się dorobiła fortuny,tak też tu należy sprawdzić na sobie. Zamówię sobie książkę. Nie kupujcie książek Dąbrowskiej, nie są potwierdzone badaniami,tylko jej pozorną wiarą ,wspomaganą ojczymem R.

    OdpowiedzUsuń
  9. Faktycznie,byłam na tej diecie. Prawie 3 godziny cudownej jej diety-gadaniny. Bóg uzdrawia-mówi nie patrząc w oczy. Wzdychając głęboko liczy kasę. Ludzie, niedojadanie, dużo warzyw i owoców to wiemy od lat

    OdpowiedzUsuń
  10. Żadne ziarno tak naprawdę nie jest zdrowe ponieważ mimo tego że zawiera witaminę B to zawiera także kwas fitynowy, który uniemożliwia wchłanianie witamin i minerałów. Dlatego każdy produkt zbożowy to nic wartościowego. Nie tylko pszenica.

    OdpowiedzUsuń
  11. bardzo ciekawa i dość wstrząsająca pozycja.. niesamowite jak zwykły Kowalski staje sie ofiarą systemu nastawionego na zysk:/ zakupie napewno książkę, zresztą jestem fanką diety IG która również potępia produkty pszenne.. problem polega na tym że nie umiem oprzeć sie tej chrupiącej bułeczce, temu pysznemu placuszkowi.. jak żyć bez tej pszenicy?? ale fakt faktem dla zdrowia czas przystopować..

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam tą książkę już długo. Kupiłam ją zaraz gdy się ukazała na naszym rynku. Nie jem pszenicy od wakacji, więc szmat czasu i co mogę stiwrdzić - da się tak żyć!! I wierzę, że pszenica nie wpływa za dobrze na nasz organizm, niestety..

    OdpowiedzUsuń
  13. Witam
    przeczytałam tę książkę i od tygodnia nie zjadam nic z glutenem, schudłam 1,5 kg w pasie ubyło mi ok 1,5 cm i zniknęły problemy z "liszajami" na twarzy, skożczyły się wzdęcia, nie wspomnę już o poprawie koncentracji. Może i oszołom z Pana Davisa ale znacznie skuteczniejszy od mojego lekarza rodzinnego :))
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. nie wyobrażam sobie życia bez owsianki. No way

    OdpowiedzUsuń
  15. A ja przyznam, że sceptycznie podchodzę do każdej diety, która zaleca całkowite wyeliminowanie jakiegoś składnika. Czy pszenica, zboża i węglowodany generalnie są całym złem? Mam co do tego duże wątpliwości. Jeżeli wyeliminujemy z diety pszenice, zboża - to co z błonnikiem? Błonnikiem, który według wielu dietetycznych teorii jest organizmowi potrzebny do oczyszczania jelit?
    Sama od ponad miesiąca jestem na diecie. Nie miałam nadwagi - tzn. moja waga mieściła się w normie BMI - mając 164 cm. wzrostu ważyłam 59 kg.. Jednak przez większość swojego czterdziestoletniego życia ważyłam pomiędzy 50 a 52 kg., więc waga 59 + pokaźny, wystający brzuch zaczęła mi przeszkadzać. Stąd dieta. Tyle, że na diecie zjadam zdecydowanie więcej produktów zbożowych niż przed. Co prawda ograniczyłam, a w zasadzie w ogóle wyeliminowałam pieczywo (czasem tylko sięgam po pumpernikiel), nie jadam klusek (ale ich nigdy nie jadłam, bo nie lubię), ryżu i rzadko sięgam po ziemniaki. Jednak codziennie zjadam jakieś musli, albo owsiankę. DO tego zwykle jednym z posiłków jest zbożowy batonik musli. W sumie organizm otrzymuje znacznie więcej zboża niż wcześniej. Mimo tego dieta działa. brzuch się zdecydowanie zmniejszył - od początku zrzuciłam 6 kg. Teraz ważę 53 kg. i waga niemal stanęła - ale to już blisko mojej idealnej wagi 52 kg..
    Gdyby wyeliminować z jadłospisu wszystkie produkty modyfikowane genetycznie lub modyfikowaną genetycznie karmą żywione - to podejrzewam, że nie pozostało by nic, co człowiek może jeść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ostatnim zdaniem się zgodzę. Jednakże, reszta woni brakiem doinformowania w zakresie wartości obecnego pożywienia. Zapewniam, iż warzywa, owoce i orzechy, którymi można zastąpić pszenicę posiadają bardzo dużo błonnika. Jednak biznes musi kręcić się dalej :)

      Usuń
  16. Świetna książka, dzięki niej udało mi się zwiększyć swoją wiedzę na emat bezglutenowego jedzenia, ale także poprawić stan skóry, na moim blogu streszczenie książki- zapraszam do lektury:)
    http://zielonaapteczka.blog.pl/2013/09/20/dieta-bez-pszenicy-jak-pozbyc-sie-pszennego-brzucha-czyli-moje-streszczenie-i-recenzja-ksiazki-williama-davisa-czesc-1/

    OdpowiedzUsuń
  17. Idąc tą drogą, co autor proponuje, to daleko nie zajdziemy (czytaj przeżyjemy). Jedząc same warzywa i owoce, mamy zagwarantowane niedobory żywieniowe. Pestycydy są właśnie w tym "zdrowym" jedzeniu. Przechodząc na dietę mięsną - tj. "białkową", np. Kwaśniewskiego, Dukana, spożywamy również GMO. Każde zwierzę jest karmione paszami zmodyfikowanymi genetycznie, np. soją. Aby żyć zdrowo to chyba powinno się nic nie jeść lub kupić kawałek ziemi i uprawiać ją w sposób ekologiczny. Oczywiście trzeba też rzucić pracę, bo dojeżdżając do pracy będzie wdychać szkodliwe spaliny.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ksiazki niestety nie czytalem, wydaje sie interesujaca. Ziarno jest takze szkodliwe takze z jednego powodu- obecnosci kwasu fitynowego.....
    Kwas fitynowy (fityna) pełni u roślin funkcję magazynu fosforu. Dla ludzi i zwierząt z jednym żołądkiem fosfor ten jest nieprzyswajalny, ponieważ fityna nie ulega strawieniu. Na dodatek kwas fitynowy łatwo wiąże się z innymi minerałami, jak wapń, magnez, żelazo i cynk, czyniąc je również niedostępnymi dla organizmu. Kwas fitynowy nie tylko wychwytuje ważne minerały, ale również łączy się z białkiem oraz blokuje enzymy trawienne:

    Pepsynę – rozkładająca białka w żołądku
    Amylazę – rozkładająca skrobie
    Trypsynę – rozkładająca białka w dwunastnicy

    Dlatego fityna jest zaliczana do czynników antyodżywczych.
    Człowiek nie dysponuje kilkoma żołądkami jak przeżuwacze, wynalazł więc produkcję zakwasu, w której zachodzą takie same procesy. Fermentacja rozkłada fityny i inne substancje obronne roślin. Podczas fermentacji zachodzą podobne procesy biochemiczne jak w czasie kiełkowania.
    Wiecej informacji tu.... http://pawelgarski.pl/mit-1-otreby-i-produkty-pelnoziarniste-to-samo-zdrowe/#comment-56

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długodystansowiec, świetnie to ująłeś, sam zainteresowałem się toksynami zbóż po tej lekturze oraz po artykułach z Nowej Debaty.

      Ale brawo dla autorki recenzji za dobry skrót wiadomości zawartych w książce!

      Usuń
  19. A ja się nie do końca zgadzam z tezami stawianymi przez autora tej książki. Wyników badań nad wspólczesną pszenicą nie znam, może rzeczywiście nie przypomina już tej pszenicy sprzed lat, ale czy faktycznie jest przyczyną całego zła tego świata? Plaga otyłości to przede wszystkim wina rafinowanego cukru. Poza tym spożywamy żywność wysokoporzetworzoną, pełną chemicznych dodatków, których wpływ na nasze zdrowie często nie jest do końca przebadany...a pszenica? Cóż, ma ten niefart, że dodaje się ją do takich własnie przetworzonych i przesłodzonych produktów (ciastka, batony, makarony w zupkach instant, wafelki, ciasta i torty, słodkie bułeczki...) i jeśli ktokolwiek schudł lub ozdrowiał na diecie bezglutenowej to według mnie własnie dlatego, że wraz z odrzuceniem produktów pszennych siłą rzeczy musiał zrezygnować z bardzo wielu niezdrowych tworów współczesnego przemysłu spożywczego. Ot, i mamy cały cud diety bez pszenicy...

    OdpowiedzUsuń
  20. Wg mnie wskazany jest umiar we wszystkim. Najlepszą dietą na dobre samopoczucie i zgubienie zbędnych kilogramów jest racjonalne odżywianie i ruch. Nie przekonuje mnie tłumaczenie autora, że winą otyłości Amerykanów obarcza pszenicę- od lat wiadomo, że ich sposób odżywiania nie jest odpowiedni, nie tylko za sprawą fast-fooodów i coli. Niemniej jednak książka warta uwagi, przepisy również. Najlepszym rozwiązaniem jest ograniczenie pszenicy na rzecz innych zbóż, ale nie całkowita rezygnacja. Nie dajmy się zwariować:)

    OdpowiedzUsuń

Przepis przypadł Ci do gustu? A może masz jakiś pomysł jak go udoskonalić? Tekst dostarczył Ci oczekiwanych informacji? Podziel się tym z innymi!

ZOBACZ RÓWNIEŻ