Najnowsze Posty

BlogerChef / Półfinał II / Design Hotel & SPA Poziom 511 **** / Relacja na poziomie :)

By 15:37 , , ,


Choć rok 2014 dopiero się zaczął, już dzisiaj, z pełną świadomością mogę stwierdzić, że ubiegły weekend był jednym z jego najlepszych. 
Jak pewnie większość z Was wie, udało mi się zakwalifikować do półfinału kulinarnego konkursu dla blogerów - BlogerChef. Tak, tak. Tego samego, dla którego recenzję książki pisałam kilka miesięcy temu. Już wtedy biadoliłam Wam jak strasznie tym ludziom zazdroszczę i jak ogromnie chciałabym się znaleźć na ich miejscu. Ale wracając do rzeczy - udało się! 
Półfinał do którego się dostałam odbył się w czterogwiazdkowym hotelu w pobliżu Ogrodzieńca - Hotelu Poziom 511 ****. Dwa dni w tym pięknym miejscu utwierdziły mnie w przekonaniu, że faktycznie - wszystko jest tam na najwyższym poziomie. Przynajmniej w mojej, Jaśkowej i mężowej opinii :)
Już sama droga była niezwykle pasjonująca. Tu - ruiny zamku oraz skały Jury Krakowsko-Częstochowskiej.



Po przejechaniu paręset metrów naszym oczom ukazał się wyczekiwany Poziom 511 :)







Sam hotel mega nas zachwycił. Gdy minęliśmy recepcję, potem basen i pokonaliśmy trasę windą oraz schodami, dotarliśmy do naszego pokoju.



Pokój - to było chyba za mało powiedziane. Spokojnie mogłabym na stałe zamieszkać w takim apartamencie. Sypialnia, salon, dwie łazienki z prysznicem i wanną, a do tego dwie plazmówki, nowoczesny ekspres i full innych wspaniałych gadżetów. Razem - gabaryty całkiem przyzwoitego, całorocznego mieszkania. Nieco nas zatkało. 
No dobra. Nawet BARDZO nas zatkało.
Chwila konsternacji i szukamy włączników światła. Dopiero po chwili skapnęliśmy się, że trzeba włożyć kartę w czytnik. 
No cóż. Nie bywa się, to się nie wie :)



Ogromny plus dla hotelu za własne, osobiste łóżeczko dla Jasia, które zastaliśmy w sypialni. I to nic, że noce spędził On między nami. Przynajmniej było Go gdzie uśpić w ciągu dnia albo odłożyć na chwilę. 
Łóżeczko - dobrane kolorem do reszty wystroju. Oczywiste! Jak poziom to poziom :)



Duża łazienka - 100% wyposażenia. Brakowało chyba tylko żywego, umięśnionego masażysty na miejscu :)
Bardzo szybko z tej łazienki skorzystałam. Mięciutki szlafrok to było to czego naprawdę potrzebowałam dla odstresowania się. 
Nawet i mini-kosmetyki, które zwykle oferują hotele - mieli na najwyższym poziomie - Fair Trade :)



Kawa z Nespresso została w trymiga przez nas wykorzystana. 
Dobrze, że ma się coś podobnego w domu - przynajmniej tu nie musieliśmy kombinować co gdzie wcisnąć :)


Totalny relaks przed wielkim zejściem. Dosłownie i w przenośni :)


Nadszedł i moment inauguracji. Organizatorzy BlogerChef-a - Kasia i Marek tchnęli w nas życie (przynajmniej na mnie to tak podziałało) i rozluźnili. Ogromny szacunek za to co udało im się zrobić. Pełna klasa i profesjonalizm. Nigdy w czymś takim nie uczestniczyłam i do tej pory nie mogę uwierzyć, że udało mi się coś podobnego przeżyć.


Jasiek oczywiście w sekundę upatrzył sobie ulubione ciocie. Pomógł i w ten sposób zestresowanej mamusi, która dzięki Niemu przełamała pierwsze lody i wyłapała bratnie dusze z którymi spędziła potem wspaniałe chwile :) 
Inteeegracja dziewczyyyyny!!! :D



Po oficjalne części, rozdano nam tablety (na cały okres pobytu) i rozpoczęły się "kuchmistrzowskie" warsztaty. Szefowie kuchni zgotowali dla nas pyszne przystawki, desery, a nawet drinki :) Na szczęście, o własnych siłach doczłapałam na miejsce strawy ^^ ...






Niedługo po tym jak ułożyliśmy Janka spać - rozpoczęła się uroczysta, czterodaniowa kolacja. I choć przyznaję bez bicia, że połowę nazw tych produktów widziałam na oczy po raz pierwszy (espuma? pak choi? okra?) - było naprawdę pysznie. 
Wielkie podziękowania dla Kuchni, która pomimo mojego uporczywego (?) nudzenia, dostarczyła do pokoju kolację dla biednego Tatusia. 
Tak. Tym razem bawiła się tylko mama :)
No dobra. Kolejnego wieczoru też tylko ona. Ale co tam. Należało się jej :P






Deser. Nugat z naprawdę mocną pigwówką podbił chyba każde podniebienie.



Kolacja się skończyła, nadeszła noc i poranek (w naszym wypadku prawie świt bo Jaś najwyraźniej nie uznał czterech gwiazdek jako czegoś godnego dłuższego snu).
Szwedzki stół w hotelach to jeden z moich ulubionych punktów wszystkich wyjazdów. Tym razem, nie zdążyłam spróbować zbyt wiele. Głodny Jaś baaaaardzo dobitnie domagał się swojego ulubionego chleba z masełkiem.





Sobotnie śniadanie nie trwało jednak zbyt długo. Szybki łyk kawy, fartuszki i zmykamy na salę. Zaczynamy część właściwie właściwą :)
Podzieleni na grupy, przez 4 godziny na przemian gotowaliśmy swoje potrawy. Mieliśmy wykazać się nie tylko umiejętnościami samego pitraszenia ale i organizacji oraz współpracy.
Razem z ocenami, lunchem i przerwami łącznie dobiliśmy prawie siedmiu godzin. 
I choć dostałam reprymendę za użycie do placuszków drogiej polędwicy z dorsza, zabawa wciąż była świetna! Deser - podobno smakował całkiem całkiem (babka majonezowa z sosem jagodowym z odrobiną amaretto), a sam fakt nie do końca dobrze wykonanej całości tłumaczę sobie mega stresem i tym, że nim zgłosiłam się do konkursu - nie przemyślałam całej sprawy porządnie. Jednym słowem - dodałam coś, czego nie byłam w stanie porządnie wykonać w warunkach stresu. W domu - jest zupełnie inaczej. Tutaj, wyjechałam jurorom z nie do końca przyprawioną rybą i - wstyd się przyznać - zimnym kuskusem. 
No cóż. Wpadka jak wpadka. Jestem teraz o niebo mądrzejsza :)
Pierwsze miejsce zajęła Karolina, z którą w ciągu tych dwóch dni naprawdę mocno się związałam (Madzia, Ola - z Wami tyż!). Jej w ostatniej chwili uratowany placek czeko oraz rolada ze szpinakiem były ekstra! Zachowana zimna krew - najważniejsza! Dałyśmy radę! 







Wykończone - prawie padałyśmy jak muchy. Dziewczyny poszły zregenerować siły na basenie, ja - spędzić chwilę z moimi chłopakami.
Późnym wieczorem, po kolacji, zorganizowaliśmy sobie babsko-chłopską (w sztukach dwóch, potem czterech) integrację. 
Żałowałam, że nie zabraliśmy elektronicznej niani. Łukasz spędził więc wieczór smacznie śpiąc sobie z Jankiem.
Gdy o 1 w nocy wróciłam do pokoju, moi faceci nadal słodko spali. Szybki prysznic, odświeżenie i hyps - do łóżeczka. Jaśko jednak postanowił odmówić zmęczonej matce sprawiedliwego snu  i z wielkim hukiem uderzył w głos po butelkę. 
Gdy wreszcie zasnęliśmy - była już 2.00. 
Nie dla mnie też było odespanie po do-kańczającej integracji. Świeżo po 6 rano Jasiek otworzył ślepia i wesołym tonem począł gęgać, ciągnąć mnie przy tym za włosy i okładając smoczkiem. Nawet ciężkie działa w postaci kolorowego grajka nie przyniosły żadnego efektu. Trza było wstać. Bez gadania.


Efekt? Spędzając weekend w wypasionym, czterogwiazdkowym hotelu ze SPA, wróciłam do domu jeszcze bardziej zmęczona niż byłam przed wyjazdem. Ale ... przy tym MEGA MEGA szczęśliwa.
BYŁO WSPANIALE!
I za to dziękuję i Organizatorom i Hotelowi i cudownym ''Rywalkom'' z którymi taka rywalizacja to sama przyjemność i zabawa! Karo, Ola, Madzia - jesteście cudowne!

PS w trakcie gotowania, stres potęgowały mini-wywiady dla gazet i radio. W jednym z nich znalazłam się i ja. Jeśli chcecie posłuchać co miałam do powiedzenia, zapraszam pod TEN link - Radio Katowice. Jak katarynka nawijam przy suwaku drugim (pierwsza część wypowiedzi) :))




Autorstwo Karo - Zwyciężczyni półfinału - KuchniaSmakoszy.blogspot.com


CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW? 
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U

You Might Also Like

7 komentarze

  1. nie do opisania, jak wspaniale było! i tak się cieszę, że Cię poznałam! :* nie mogę się doczekać kolejnego spotkania! buziak dla Ciebie, dla rodzinki! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję, że i kolejne edycje będą należały do nas! jesteście wspaniałe! :**

      Usuń
  2. Ojj to twój luby nie zjadł tej pięknej kolacji ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie. Nie mógł się rozdwoić :)

      Usuń

Przepis przypadł Ci do gustu? A może masz jakiś pomysł jak go udoskonalić? Tekst dostarczył Ci oczekiwanych informacji? Podziel się tym z innymi!

ZOBACZ RÓWNIEŻ