Najnowsze Posty

Teoria umiaru

By 14:08 , , ,


Umiar jest dla ludzi. Dla Ciebie, dla mnie - dla każdego. Umiar to taka bramka, małe ''notabene'', ''na marginesie'', które pozwala cieszyć się życiem, a nie tylko non stop sobie czegoś odmawiać. Człowiek, który coś kochał i nagle musi z tego zrezygnować – nigdy nie będzie zdrowy. Minie naprawdę sporo czasu, nim kompletnie zapomni o tym co dawało mu przyjemność, odprężało i cieszyło. O ile w ogóle to nastąpi. Efekt jest taki, że na okrągło będzie myślał tylko o jednym, a żal spowodowany niemożnością sięgnięcia po to co lubi, tylko mocno go zestresuje i wpędzi w stan, który nie przyniesie niczego dobrego.

Dzień przed ósmym marca, opublikowałam na swoim fanpag'u parę postów z propozycjami na kobiece śniadania do przygotowania przez facetów (!). Wśród nich, znalazło się również parówkowe serducho, które wzbudziło małe emocje (niekonieczne dobre), a jest efektowną, prostą w wykonaniu dla panów propozycją. Nie było szału ale dostałam jednak parę prywatnych wiadomości typu "jak możesz promować parówki" na Pozytywnym żywieniu? Ano mogę (o ile w ogóle to jakaś promocja!). Tak mi się umyślało, opcja wyglądała ciekawie, więc raz w roku – dlaczego nie? Mając w dodatku na uwadze, że niejedne parówki (np. te z szynki) są składowo lepsze aniżeli wędlina powszechnie uznawana i wybierana przez konsumentów.


"Pitolenie o umiarze"
Wnioski wysnute na podstawie różnych doświadczeń i badań zmieniają się wraz z upływem lat. "Zgodnie z aktualnym stanem wiedzy'' to formułka powtarzana wciąż i na okrągło w środowisku żywieniowców (i nie tylko). W jednej chwili, coś co do tej pory było uznawane za dobre, może okazać się złe i szkodliwe. Ważne - by w tym wszystkim zachować umiar i rozsądek. I takie jest moje zdanie. Jeśli się nie zgadzasz - rozumiem. Twoje święte prawo.

Autorka tekstu na który powołał się jeden z moich Czytelników, uważa, że umiar w niezdrowym jedzeniu kieruje nasze kroki w stronę szpitali, hospicjów. „Dał  (konsument w domyśle, przyp. Pozytywne żywienie) się nabrać na pitolenie o umiarze. Bo gdzie się nie obejrzeć tam zalecają umiar. Wszystko jest dla ludzi. Albo: Wszystko byle z umiarem. Umiar zwyczajnie nie działa – spójrzmy prawdzie w oczy. Ktoś kto będzie namawiał do umiaru we wszystkim przekonując, że wszystko jest dla ludzi tak naprawdę namawia Cię do bycia przeciętnie i umiarkowanie zdrowym i witalnym”.

Zgadzam się oczywiście z faktem, że dla każdego z nas ten umiar oznacza coś innego. Jeśli ktoś każdego dnia zjada schabowego, tabliczkę czekolady czy wypija puszkę coli i twierdzi, ze trzyma umiar bo na pięć posiłków tylko jeden jest BE – to nie jest to dla mnie zdrowy rozsądek. W takiej sytuacji faktycznie nie ma co mówić o umiarze, choć – gdyby popatrzeć na to z innej strony, dla osoby, która całe życie jadła TYLKO niezdrową żywność, ograniczenie takiej ilości do jednego produktu dziennie, rzeczywiście  może być ogromnym krokiem do przodu.

Błędne kółeczko potrzeb

Zdarza się, że czasami słyszę, że komuś nie za bardzo podoba się moje podejście do żywienia. Że ten umiar, rozsądek, przyzwolenie sobie na chwileczkę nie-dietetycznej przyjemności … W porządku. Jeśli od urodzenia żywisz się tylko i wyłącznie zdrową żywnością, nie znasz smaku ciasta z bitą śmietaną, kieliszka alkoholu czy słonych paluszków -  rozumiem, doceniam i SZANUJĘ. Wspaniale! Faktycznie więc możemy mówić o fajnym, zdrowym podejściu do odżywiania. Organizm jest zadowolony, konsument również – problemu więc nie ma. Sprawdzasz etykiety, wybierasz produkty najlepszej jakości, nie uznajesz słodyczy ani słonych przekąsek. Nie ma tu mowy o ortoreksji czyli obsesyjnym myśleniu o tym by zdrowo się odżywiać. Bo robisz to w zgodzie ze samym sobą i nie przeszkadza Ci to, ani nie utrudnia codziennego współżycia w społeczeństwie. Sytuacja zmienia się gdy cała akcja dotyczy kogoś, kto przechodzi ogromny stres by odżywiać się tylko tym co dobre. Odmawia sobie słodkiego, słonego czy smażonego cały rok, jednocześnie wpadając w błędne koło własnych frustracji i dołów bo nie potrafi ot tak szybko zapomnieć o tym co jadł wcześniej.

To tak jak z niewidomym. Ten kto urodził się ślepym, nie wie jak wygląda zielona trawa, niebieskie morze czy twarz własnej mamy. Nie wie i choć może wewnętrznie za tym tęskni, nie ma na to aż takiego parcia. Gdy ślepnie nagle człowiek zdrowy, w pełni sił – sprawa wygląda zupełnie inaczej. Nagle traci wszystko co kochał. Nie widzi nic i w swojej podświadomości pamięta wszystko. Czuje cholerną pustkę i niejednokrotnie nie może się z nią pogodzić. Efekt? Nieustanny stres, zły nastrój, a nawet depresja, która w dzisiejszych czasach już chyba nikogo nie dziwi. I to jest zdrowe? Czy wmówisz mi, że osoba, która każdego dnia tęskni za kostką czekolady do kawy, kawałkiem pizzy podczas spotkania ze znajomymi, wciąż o tym myśli i pragnie  – JEST  Z D R O W A? Bo w mojej opinii nie!

Dieta idealnie dopasowana
Zauważcie, że teorie wielu dietetyków i żywieniowców nie pokrywają się wzajemnie. Jeden nie uznaje pszenicy, drugi uważa białko za wybawienie, a trzeci jest za rozsądnie zbilansowaną dietą pełną produktów z każdej grupy spożywczej. Nie ma idealnego środka! Nie ma idealnej diety! Nie na każdego gluten, laktoza czy choćby nawet żelazo podziała tak samo. Jeden dostanie uczulenia, drugi pocierpi na zaparcia, trzeciego nie obejdzie to nic, a nic. Jeśli więc jesteś jednym z tych na których nawet minimalna ilość czekolady czy tłuszczu trans z hamburgera działa destrukcyjnie - jak najbardziej rozumiem Twoje podejście i świadomą rezygnację z nich .

Są sobie takie działy nauki o żywieniu, co to się nazywają nutrigenomiką i nutrigenetyką. „Nutrigenomika i nutrigenetyka wyjaśniają zależności między genomem i dietą, a także dostarczają narzędzi do poznania skomplikowanych interakcji między składnikami odżywczymi diety, polimorfizmami genetycznymi oraz całym ustrojem. Personalizacja zaleceń dietetycznych, oparta na założeniach nutrigenetyki/nutrigenomiki, może być użyteczna w leczeniu otyłości oraz wielu innych chorób metabolicznych.” Po chłopsku? Ogólnie rzecz biorąc, dąży się do tego by każdy z nas, metaforycznie mówiąc - miał zawsze przy sobie taką magnetyczną kartę z zapisanym kodem genetycznym z wyszczególnieniem wszystkich chorób, alergii. Idąc np. do dietetyka, pokazujemy mu taką kartę i w błyskawiczny sposób otrzymujemy dietę IDEALNIE dopasowaną do NASZYCH potrzeb, zgodną z naszą genetyką, całym organizmem. Taka dieta NIE MA PRAWA nam zaszkodzić, nie ma w niej nic co przyczyniłoby się do rozwoju jakichkolwiek chorób. Brzmi pięknie? Ano. Ale jeszcze czegoś takiego nie wymyślono. Nadzieja jednak jest.

Piję wino, jem czekoladę
Wracając jednak do tematu.
Raz na jakiś czas kupuję sobie ciastka, które zjadam do kawy (częściej jednak gorzką czekoladę). Przy weekendzie zdarza mi się wypić lampkę czerwonego wina. Nie odmawiam dobrego ciasta na urodzinach koleżanki. Codzienny chleb nie zawsze jest u nas razowy czy pełnoziarnisty. Czasami bywa najzwyklejszym pszennym (bo akuratnie ten był w sklepie świeży). Jem sporo owoców, które wedle przeciwników są kopalnią cukrów prostych. Zdarza mi się zrobić dłuższą przerwę między posiłkami, a na domowej imprezie chrupię paluszki lub parę chipsów. Nie cuduję, że na stole nie ma nic ''mojego''. Jeśli mam wtedy ochotę - jem. Jestem zdrowa, wyniki badań krwi, które ze względów osobistych muszę robić znacznie częściej – mam idealnie w normie. Dobrze funkcjonuję, mam sporo energii i obcy mi stres towarzyszący odmawianiu sobie żywieniowych przyjemności.

Podobne wnioski snuję obserwując wyluzowanych znajomych, którzy nie mają w głowie samego kalkulatora kalorii, spisu rzeczy zakazanych i budzika, żeby to co do minuty przyswoić jeden posiłek. To właśnie bliscy, którzy drastycznie się odchudzają, częściej chodzą nabuzowani, zniesmaczeni i przy drobnym załamaniu rzucają się na żywność spoza granic diety. W efekcie – kilka kilo więcej, bóle brzucha i wzdęcia bo organizm pozbawiony na jakiś czas pewnych produktów, a nawet składników pokarmowych, mocno się buntuje przeciwko takiemu atakowi i nagłej zmianie sytuacji.

Podsumowując:
Jestem za umiarem.
Umiar dyktuję w jadłospisach, które układam. Obce mi są zakazy skierowane ku zupełnie ZDROWYM ludziom (wyjątkiem są m.in. cukrzycy, celiacy, ciśnieniowcy – jednym słowem ludzie, w których diecie nie ma mowy o umiarze dotyczącym cukru, pszennych bułek czy słonych paluszków). Nie mam problemu ze zjedzeniem hot-doga w czasie dłuższej trasy, delektowaniem się kremówką podczas spotkania z przyjaciółką czy dwóm kawom wypitym jedna po drugiej bo akurat ubiegła noc była nocą zabaw mojego małego Janka. Umiar to coś co popieram i póki na własne oczy nie zobaczę stuprocentowych wyników badań, które jednoznacznie potwierdzą mi nieprawdziwość moich słów – nie uwierzę i dalej będę go zalecać.* Życie jest za krótkie na to by wciąż wszystkiego sobie odmawiać. Oczywiście – w granicach zdrowego rozsądku.

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U

* wyjątkiem są dla mnie dzieci do lat trzech, którym to zdrowe nawyki wpajamy my – dorośli
Źródło:
Adamska E., Ostrowska L., 2010, Nutrigenomika i nutrigenetyka a leczenie otyłości i chorób towarzyszących, Forum Zaburzeń Metabolicznych 2010, tom 1, nr 3, 156–167
Tekst z którym polemizowałam klik
http://www.publicdomainpictures.net/

You Might Also Like

29 komentarze

  1. "pozytywne żywienie" - dla mnie pozytywne, czyli właśnie takie w zgodzie z samym sobą! :) czyli z tym, słynnym już takim, umiarem! bo umiar trzeba znać, nie tylko w jedzeniu, ale we wszystkim i wtedy można mówić o życiu pozytywnym. zdrowe odżywianie jest dla mnie ważne, zwracam uwagę na to, co jem, ale nie dajmy się zwariować, nie popadajmy w paranoję. też jem czekoladę, też piję wino, kawałek pizzy też zjem! ale mojej diecie pełno jest warzyw, owoców, pełnoziarnistych produktów. umiar, umiar, umiar! tylko wtedy jest pozytywnie :) tak więc podpisuję się pod wszystkim tym, co napisałaś!

    OdpowiedzUsuń
  2. Umiar-właśnie! Wszystko, a w normalnych, PROPORCJONALNYCH porcjach :) Czyli masz jeść warzywa? Jedz je, ale masz też ochotę na czekoladę? Zjedz! Ale nie w ilości, w której powinieneś spożywać warzywa.. :) Tylko symbolicznie: 2-3 kostki, tak?
    Musimy odróżnić umiar, od tego, czym jest objadanie, a potem głodzenie.. Czy po prostu "zapominanie" o posiłku, dlatego, że wolimy zjeść o jeden baton więcej i nim dodać sobie kaloryczności w dniu niż porcją mięcha z warzywami jako normalnym daniem.. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Święte słowa. Teraz spora część ludzi jest bardzo radykalna- albo ekstremalnie zdrowo albo nic. A umiar od zawsze był dobry:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak. Ten radykalizm czasami mnie przeraża. Oczywiście - o ile nie dotyczy ludzi NAPRAWDĘ na coś chorych. Jeśli ktoś ma fenyloketonurię, cukrzycę czy celiakię - oczywiste jest, że dieta musi być. Ale jeśli mówimy o ludziach zdrowych, a jedynie chcących się dobrze odżywiać???

      Usuń
  4. Sto procent racji. Nic nie mam do dodania. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Patrzę, że natchnęłam do napisania posta. Niczego sobie nie odmawiam, ponieważ wszystko co jem to jest to na co w danej chwili mam ochotę (np dzisiaj na kolacje jadłam czekoladowy krem z awocado i banana). A, że są to zdrowe nieprzetworzone rzeczy... A jak się "odstawiałam" od konwencyjnej diety to tez nie czułam stresu, bo wiedziałam, że robię dobrze. Mamy dzisiaj epidemię chorob cywilizacyjnych, nie mam ochoty byc zżarta przez raka. Kocham siebie, szanuję swoje ciało, zależy mi na mojej rodzinie i dlatego wprowadziliśmy rewolucję żywieniową. Palacz też ma nie rzucać bo stres? Haha. Fascynuje mnie nutritarianizm, skala ANDI - wartosc odzywcza w kcal. Warto poczytać co ma dopowiedzenia dr Joel Fuhrman a także nasza dr Ewa Dąbrowska. W życiu nie tknę białej maki, cukru, jestem wege i dobrze mi z tym! Jestem zdrowa, szczupła, mam piekną cerę a snu wystarczy mi 5 godzin. Smacznych parówek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli świetnie się z tym czujesz - super. Nic mi do tego. Chodzi mi o ludzi, którzy na siłę wmuszają w siebie te zakazy i wewnętrznie mają tego dosyć. Ja np. nie potrzebuję do szcześcia McDonalds'a. Przykład banalny ale przykład. Nie czuję presji czy siły, że muszę to zjeść, że taką mam zachciankę. Chodzi mi właśnie o to, aby żyć zgodnie z własnymi potrzebami i pragnieniem. Jeśli ktoś nie je słodyczy bo nie brakuje mu tego - wspaniale, zazdroszczę. Ale jeśli robi to bo tak trzeba, tak słyszał i przeczytał - nie wierzę, żeby wytrzymał w tym postanowieniu do końca życia :)

      Usuń
  6. Zawsze znajdzie się ktoś, komu nie będzie odpowiadało to co robisz, to jakie przepisy podajesz, to czyms ię chwalisz bądź to czym się trapisz.Widzę,że znowu znajdują się ludzie którzy chcą wytknąć Twoją pracę i Twój pomysł na siebie.Każdy musi mieć swoje zdanie - to oznaka myślenia i zdolność wysuwania wniosków- ale pamiętajmy że jestesmy tylko ludźmi. Zdrowe żywienie i nawyki warto mieć, ale każdy z nas ma swoje słabości - czy to w słodyczach, czy w specyficznym doprawianiu jedzenia -np wszędzie curry, wszędzie bazylia itp. Jeśli owa słabość jest sporadyczna a nei jest sposobem na życie- jak dla mnie jest słuszna i w 100% zgadzam się z autorką bloga i tego tekstu. Często słyszę od swoich koleżanek,że katują się dietą i marzą o lodach, czekoladzie, ciastku z bitą śmietaną.. i to jest wielki błąd - bo dieta jest cały czas źle rozumowana. To sposób na życie a nie odmawianie sobie ciągle czegoś i pasmo wyrzeczeń. Toż to tortury na własne życzenie i ja wcale nie dziwię się,że kobiety nie wytrzymują i się łamią po krótkich okresach czasowych i od razu są wyrzuty sumienia i zero dalszej motywacji do formuowania sylwetki i zrzuceniu zbędnych kg.Maja też o tym już pisała - DIETA TO SPOSÓB NA ŻYCIE, a nie jednorazowa akcja w celu osiągnięcia wymarzonej wagi i wyglądu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki :) właśnie o to mi chodzi - o życie i żywienie zgodnie z własnym ciałem i potrzebami. W granicach rozsądku oczywiście.

      Usuń
  7. Właśnie, umiar i świadomość tego co nie do końca jest zdrowe. Świadomość bez wyrzutów sumienia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i tak jest najlepiej. bo jesteśmy tylko ludźmi :)

      Usuń
  8. Fajny tekst. Zgadzam sie. Tel wpisuje dziwne rzeczy, wiec ogranicze sie do tego- umiar w koncu 😉

    OdpowiedzUsuń
  9. Podoba mi się Twoje podejście. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo fajny tekst. Mam podobne poglądy na ten temat. Dieta to nasz sposób jedzenia każdego dnia a ni 7 dni głodówki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po której wracamy do starych nawyków i ... efekt jojo gotowy

      Usuń
  11. Ja tak po troszku jestem jak ten ślepiec :-) około rok temu stwierdzono u mnie alergię pokarmową (nie toleruję jajek kurzych, mąki pszennej, nabiału krowiego ) czyli taka moja podstawa żywieniowa. Musiałam zrezygnować dosłownie ze wszystkich przyjemności ( drożdżóweczki :-( ) oczywiście zdarzy mi się popełnić grzech, nawet często :-) po prostu nie można się czasem powstrzymać. Płacę za to srogo wysypką i innymi podobnymi rewelacjami :-) gdyby nie to pewnie zjadałabym tego więcej. Frustracji zawsze mówię nie! :-D

    OdpowiedzUsuń
  12. dlatego jem wszystko, byle z umiarem ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. oOOooOOoo MATOO, jaki świetny artykuł! już dawno nie przeczytałam tylu mądrych słów! Teraz gdy wszyscy kreują sie tylko na Chodakowską i Lewandowską (ta druga zdecydowanie przesadza!!) wszyscy popadają w skrakjność! Jak czytam posty Lewandowskiej to zalamuję rece. Ta kobieta zdecydowanie przesadza... Mleko NIE, mięso NIE, kawa NIE, chleb NIE... Wszystko na NIE. A przecież nie oszukujmy się, przeciętnego polaka nie stać na taki jadłospis jaki ona proponuje!! Chodakowska pod tym względem jest o wiele lepsza! ;)

    Pozdrawiam;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo, bardzo dziękuję ci za tak miłe słowa! :)

      Usuń
  14. Super artykul:) Wszystko jest dla ludzi :) Tylko z umiarem:)Pozdrowienia.Ewa

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny, bardzo prawdziwy tekst, miło się czyta i bardzo podoba mi sie , ze specjalista od żywienia ma tak zdrowe podejście. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że spodobał ci się tekst :) Pozdrawiam ciepło

      Usuń
  16. Bardzo mi się podoba Twoje pełne zdrowego rozsądku podejście do tematu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za pozytywny komentarz :)

      Usuń
  17. Popieram. Odchudzam się od bardzo dawna. Ze względów zdrowotnych musiałam wykluczyć sporą gamę produktów. Stres towarzyszący niemożności zjedzenia tego co lubiłam dawniej, poodował że nie chudłam ani grama. Odkąd wrzuciłam na luz i w przypływie smaczku zjadam np.co dwa dni 2 kostki czekolady lub piję gorzkie kakao, waga spadła o 1 kg. Nie męczą mnie już kompulsywne wilcze głody i jestem szczęśliwa :-) popieram całym sercem Twój wpis. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratulacje! Cieszę się, że podobał Ci się mój wpis :) Pozdrawiam

      Usuń
  18. Moja znajoma była na diecie przez pewien czas. Diecie z umiarem, bo dietetyczka nie wykluczyła z jadłospisu słodyczy, a jedynie je ograniczyła do minimum, później nawet zwiększyła ich ilość gdyż znajoma nie mogła się bez nich obejść.. Znajoma schudła i to sporo, mimo drastycznej obniżki kcal (byłam naprawdę zaszokowana bo była to różnica o jakieś 1 tys. kcal) nie chodziła głodna, wręcz czasami nie dojadała tego co zaproponowała dietetyczka, taką dobrze ułożoną dietę miała. A i dodam, że do poprzedniej wagi nie wróciła (nie ma jojo). Z doświadczenia wiem, że układając dla siebie diety ciężko jest ich przestrzegać w 100%, dla mnie jest to frustrujące i męczące, ciągłe ważenie, kontrola itp. Dlatego wolę dokładać wszelkich starań aby moje potrawy były 'zdrowe', czasem czegoś odżałować, coś zamienić, ale nie rezygnować z czekolady, słodyczy, fast-food'ów w 100%. I popieram Twoją teorię umiaru.

    OdpowiedzUsuń
  19. Trafiłam na Twojego bloga zupełnie przypadkiem, ale bardzo się z tego cieszę :D Mam identyczne podejście jak Ty i naprawdę cieszę się, że nie jestem sama. Też nie jestem zwolenniczką restrykcyjnych diet, surowych zakazów i nagłych, dużych zmian w sposobie odżywiania. Teoria umiaru towarzyszy mi na co dzień i tak naprawdę dopiero dzięki niej udało mi się zapanować nad swoją wagą. Staram się uświadamiać wszystkim zainteresowanym, że kluczem do sukcesu jest odpowiednie nastawienie, a nie rygor. Według mnie, najgorszym co można zrobić po jednorazowym żywieniowym "wyskoku" jest porzucenie całej diety i powrót do starych nawyków. Trzeba iść dalej i nie tyle na siłę eliminować złe rzeczy, co wprowadzać coraz więcej zdrowych :) Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń

Przepis przypadł Ci do gustu? A może masz jakiś pomysł jak go udoskonalić? Tekst dostarczył Ci oczekiwanych informacji? Podziel się tym z innymi!

ZOBACZ RÓWNIEŻ