Najnowsze Posty

Dlaczego mieszasz w głowie małemu dziecku?

By 16:39 ,



Od dłuższego już czasu – siedzę i obserwuję. Obserwuję cicho, póki temat bezpośrednio nie dotyka mojego dziecka. Przyznam szczerze, że rola niemego obserwatora jest naprawdę fascynująca. Wyłączasz się, słuchasz i analizujesz. Inni kłócą się w głos, a Ty zatapiasz się w swoich myślach. Przyjemne uczucie. Spróbuj!

Już dawno dawno nauczyłam się rozumu i w gronie rodzinnym wolę głośno nie wypowiadać tego co myślę i co wiem. Dlatego gdy gorąca dyskusja familijna wkracza na niebezpieczne tory, zamykam otwartą co dopiero buzię i ironicznie się uśmiecham. Nie moje dziecko – nie moja działka. Róbta co chceta. 

Gdy jednak temat zaczyna dotykać mojego Janka, a życzliwi próbują podważyć moje zdanie i zasady – błyskawicznie otwieram ostrza. Jeszcze delikatnie ale już coraz mocniej. To ja jestem mamą, tata jest tatą i to my mamy decydujące zdanie we wszystkim co robi oraz je nasz syn – przynajmniej w tych pierwszych latach jego życia. Jesteś rodzicem? Wiesz co robisz? Masz identyczne prawo. Uwierz w to! Jesteś najlepszy!

Im dłużej to wszystko obserwuję i im bardziej trzymam się na dystans, tym coraz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że to nie rodzic jest zły i podkarmia swoje dziecko słodkimi batonikami, ciastkami czy paluszkami. To nie rodzic rozpieszcza przekąskami, które uniemożliwają potem zjedzenie brzdącowi wartościowego obiadu. Zwykle, to właśnie ten rodzic zakłada sobie, że jego dziecko będzie zdrowo się odżywiać – wszędzie przecież bębnią o tym naokoło - to takie ważne. A każdy z nas chce dla swojego rodzonego jak najlepiej – prawda? 

Niejednokrotnie, sam już rodzic zmienia swoje nawyki, bo przykład idzie przecież z góry, a on tym wzorem dla swojego malucha chce zostać bezapelacyjnie. Problem pojawia się wtedy gdy do jego planów wkrada się „doświadczenie – bo ja wiem lepiej, a Ty cudujesz”. Znasz to? Zapewne. To dziadek, babcia, ciocia lub niepoprawna znajoma. 
Niestety. Bliscy. Bliscy którzy podobno kochają to dziecko. 
A świstak siedzi i zawije je w te sreberka ...

Kiedyś wierzyłam, że to my – rodzice – uginamy się pod naciskiem dobrych rad i siły własnego malucha. Że to głównie nasza wina, że córka czy syn jest otyły, na obiad woli frytki aniżeli ziemniaki, a na widok owoców prycha z dezaprobatą. Dziś już wiem, że w zdecydowanej większości - to mrzonki. W 99% przypadków to babcia, dziadek i inni dobrzy ludzie niszczą nasze, rodzicielskie  wysiłki. Potwierdził to cały tabun bliskich mi matek, które wręcz ze łzami w oczach zwierzały się, że brakuje im już sił. Bo inni wiedzą przecież lepiej, a Ty wciąż się uczysz. Niedoświadczona, głupia matko i ojcze! Co Ty tam wiesz? Wylewające się z ubrań, umazane tanią czekoladą niemowlę to najszczęśliwsze dziecko w okolicy. 
Dziecko może i tak. Ale roczniak? Dwulatek?

W ciągu ostatnich paru dni usłyszałam, że lepiej żeby „dziecko miało nadwagę niż niedowagę", ceklakia (nie celiakia – ceklakia :) to fanaberie XXI wieku i chwyt marketingowy, a dawanie słodyczy dzieciom za plecami rodziców to nic złego bo przecież „czego oczy nie widzą tego sercu nie żal”. ŻAL PE-EL z dużej litery. Baaaardzo dużej litery.

Nie obrażając tu nikogo, zauważyliśmy też, że problem częściej dotyka mieszkańców wsi i małych miasteczek, gdzie babcia czy ciocia całe swoje „doświadczenie’’ opiera na dzieciach wychowanych 50 lat temu (!). Ni w ząb nie przyjmują do wiadomości, że czasy się zmieniły i to co było dobre kiedyś, nie zawsze takie pozostało. A że jedno czy dwoje kiedyś tam umarło jak było niemowlęciem – co za różnica? Ano - słabe było. Tak Bóg chciał i w ogóle o jakiej Ty alergii, przegrzaniu czy cukrzycy mówisz. Zdrowe żywienie? Zero słodyczy? Woda, a nie soczek? Dzieci się rodzą i umierają. Selekcja naturalna. Dzisiejsze cudowanie to wymysły. Leczyć i ratować chore dzieci? A po co chować taką miernotę? W sumie – po co więc babciu i wujku leczysz swoją chorą nogę czy zażywasz leki na ciśnienie? To przecież wbrew naturze! Ciebie też selekcja dotyczy! Jak wszyscy - to wszyscy!

A tak już serio – po co właściwie to robisz? Masz motylki w brzuchu gdy widzisz jak Twoja 1,5-roczna wnuczka zajada syfiaste paróweczki albo skubie ciasto z kilkoma masami? Robisz to na złość rodzicom by udowodnić im, że to Ty masz racje, a brzdącowi się nic nie stanie? A może chcesz przekonać siebie samego, że to co dajesz ty - jest najlepsze, a papki przygotowane przez mamę to jałowa bryja? Chcesz się tym podbudować? Naprawdę???!!!

Coś Ci powiem. Posłuchaj. To gorzki fakt ale musisz go poznać. Może właśnie wtedy otworzysz swoje oczy i zauważysz, że dzieciństwa nie mierzy się miarą ilości kolorowych łakoci zjedzonych przez brzdąca. Dzieciństwo to nie tylko talerz i cukierek na stłuczone kolanko. Dzieciństwo to przede wszystkim uśmiech na twarzy i poczucie bezpieczeństwa. Wciskając dziecku swoje, odmienne niż rodziców zdanie – mieszasz mu w głowie. Taka malizna gubi się i sama nie wie kto ma rację. Kogo słuchać i kto ma pierwszeństwo w jego wychowaniu. A kto je powinien mieć? Czy aby nie przypadkiem rodzice? D Z I E C K A rodzice?

Nie, ja Ciebie wcale nie poniżam. To, że nie interesujesz się badaniami, nie znaczy, że jesteś kimś gorszym. Masz do tego prawo, bo już dawno przestałeś być rodzicem małych dzieci. Ale też wiedz o tym, że wiele się zmieniło, a Ty już dawno wypadłeś z dziecięcego obiegu. Nie umniejszam Ci. Tak się czujesz? A jak ma czuć się rodzic, któremu wmawiasz, że odgrywa cyrki i jeszcze mało wie o życiu? Wychodzi na to samo. Tobie mówią żeś niedouczony, Ty oceniasz, że gówniarz. Brzmi znajomo?

Jesteś dumny z tego, że maluch zjadł to co mu dałeś? Uśmiecha się? No wiesz. Większość dzieci lubi coś mamlać w ustach, a to że próbuje czegoś po raz pierwszy – zwykle z góry przesądza, że będzie mu to smakować. Podoba Ci się to? Czujesz się lepiej? To teraz posłuchaj. 
Wszystko co robisz, robisz kosztem swojego bratanka, siostrzenicy, wnuczki i wnuka! 
Kosztem ich zdrowia, ich przyszłości i przyszłości ich rodziców. 
To przecież oni będą mieli potem problem by ich dziecko zjadło brokuł czy niesłoną jajecznicę. To oni będą znosić histerie i urządzane w sklepie karkołomne sceny, które zgotuje im spragnione kolorowej chemii dziecko.

To co 50 lat temu nie truło, dziś ma mało wspólnego ze zdrowym trybem życia. Kiedyś nie było w sklepach słodyczy? Stałeś po nie w kolejce, a Twoje dzieci widziały je tylko od święta? A widzisz! One ich nie jadły! I dlatego dziś są takie (na ile się da) zdrowe. Mleko prosto od krowy pasącej się na czystej łące, twarogi, świeże masło, marchewka bez sztucznego nawozu, mięso bez antybiotyków, mnóstwo kaszy i dobrych ziemniaków. Tak kiedyś żywili się wszyscy ludzie – również i ci najmniejsi... 

Dziś już tego nie ma. I choć wokół trudno znaleźć coś całkowicie pozbawionego chemii – można przynajmniej to zminimalizować. Nie podbijaj więc tej skali słodyczami i przekąskami pełnymi szkodliwych dla mózgu, żołądka czy ogólnego rozwoju aromatami i barwnikami. Rozpieszczać możesz przecież inaczej. Bajką na dobranoc, wspólną grą w piłkę czy wycieczką do zoo. Nie słodyczami. Jesteś skarbnicą wiedzy i historii dla swojego wnuka, ostoją cierpliwości i ogromem dobrych, szczerych uczuć, ale nie daje Ci to prawa do kontrolowania wszystkich aspektów wychowywania malca. Pozwól rodzicom decydować o swoim dziecku, tak jak Ty tego kiedyś potrzebowałeś. Sam doskonale wiesz, że rodzic chce dla swojego dziecka, a Twojej wnuczki i bratanicy - jak najlepiej. Godziłeś się na mądrości starszego pokolenia? Podobało Ci się to? Nie bardzo? A więc właśnie! Pamiętaj o tym, że słowo rodziców jest święte. Sam przecież uczyłeś tego swoich podopiecznych. Nie podoba Ci się to co robi synowa, zięć, córka czy syn? Nie musi! Oni nie robią tego dla Ciebie. 

Proszę Cię więc o to – pozwól każdemu samodzielnie wychowywać i uczyć się na własnych błędach.
Chociaż … nie – w zasadzie to nie proszę. To nie Twoje dziecko! Nie masz do niego żadnego prawa …
________________________
Dzisiejszy tekst powstał w oparciu o wiele obserwacji i w zdecydowanej części został skierowany ku stałym i "doskokowym" opiekunom małych dzieci (czyt. babcie, wujostwo, nianie). Całość stanowi zbiór mikro-rozmów z mniej lub bardziej znajomymi mamami i w żaden sposób nie dotyczy jednej, wybranej rodziny. To autentyczne sytuacje i żale prawdziwych rodziców. 

Dodatkowo - warto wiedzieć, że tekst dotyczy SAMEGO faktu niezgodności interesów dwóch pokoleń. Nie wspominam tu o żywieniu przez rodziców, którzy sami nie zawsze wiedzą co jest dla ich pociech dobre. Moim celem było zwrócenie uwagi na brak poszanowania ich zdania, reguł i zakazów przez otoczenie.

Zatrważające jest to, że dziadkowie czy ciocie wymagają od młodszego pokolenia szacunku, a sami nie okazują go nikomu innemu. Liźnięcie cukierka czy spróbowanie „na język” kawałka czekolady nie jest dla nich problemem – i choć owszem – dziecku od tego nic się złego nie stanie, to trzeba wiedzieć, że taki maluch bardzo szybko wszystko łapie. Gdy spróbuje czegoś raz, może już nie zechcieć sięgnąć po to co naturalne. Posłodzona owsianka będzie smakować lepiej niż ta bez cukru z dodatkiem owoców. Słone jajko na miękko wygra z tym bez soli, a napój Puchatek pobije na głowę prawdziwe kakao. 

Widzisz? Reaguj! Niech się obrażą. To nie oni odpowiadają za zdrowie malucha, ale Ty! Nie pozwól by czyjeś dobre chęci, które nie zawsze okazują się właściwe, zepsuły to co wypracowałeś! Babcia czy ciocia nie mają złych zamiarów? Nie wiedzą, nie rozumieją? Zrób to delikatnie. Nie każdy z nas rodzi się ekspertem w każdym temacie. 


źródło: Facebook Pozytywnego żywienia

1000 pierwszych dni - zaprogramuj swoje dziecko

Post użytkownika Pozytywne żywienie. (Słowo wstępne na Facebook-u)
Post użytkownika Pozytywne żywienie. (Zapowiedź tekstu)
Post użytkownika Pozytywne żywienie. (Podsumowanie Waszych najczęstszych wiadomości, komentarzy i opinii)
Post użytkownika Dorota Zawadzka. (Tekst polecony przez SuperNianię)

CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW? 
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U

You Might Also Like

25 komentarze

  1. Mnie osobiście bardzo denerwuje jak ktoś daje mojemu synowi jedzenie nie pytając nas czy może to jeść. Ja rozumiem i doceniam dobrą wolę i miłość dziadków, serio, ale podawanie mu kolejnego gofra "bo tak ładnie je przecież", to nie jest dobre. Sławcio ile widzi tyle zje, zje więc nawet 3 gofry, a po co mu to? Niby dziadkowie tacy za zdrowym odżywianiem, a tu ciastko, cukierek. Sławek zaś najbardziej cieszy się ze zwykłego banana ;) NIe będę ukrywać, daję mu czasami skosztować trochę czekoladki czy paluszka, ale to jest tylko na spróbowanie, bo w domu nie ma tego na co dzień. Ciekawe co będzie jak stanie się większy... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Powodzenia Majka, ja się poddalam kiedy chłopcy od czasu pojscia do przedszkola zasmakowali słodkiej herbatki,kompotu i niby kakao. To jest również problem systemowy dyktowany ekonomią, nie tylko mentalny i występuje
    w Każdej rodzinie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie dlatego stworzono akcję 1000 pierwszych dni, która tyczy się głównie żłobków i ich personelu. Trzymam za nich mocno kciuki. Co do przedszkola - to już nie jest taka tragedia gdy kilkuletnie dziecko zje czasem dobrej jakości czekolady czy nawet słodką herbatę do śniadania. Tego zawsze uczono mnie podczas szkoleń - restrykcje wobec pierwszych 3 lat, a umiar w kolejnych. Każdy z nas przecież sobie na różne rzeczy pozwala. Byle się w tym nie zatracić :)

      Usuń
    2. Polecam akcje "Zdrowy przedszkolak" - bardziej pod przedszkola skierowana :-)
      Iza

      Usuń
  3. Podpisuję się pod Twoim apelem wszystkim, czym potrafię pisać! Okrutne jest to, jak duży wpływ na zachowania żywieniowe naszego malucha mają inni ludzie i okrutne jest to, jak wiele mam i tatusiów się ugina - sama jestem tego przykładem.. Gdy Em jest u mojej Mamy, potrafię walczyć o to, by jadła dobrze, by Mama nie przesoliła zupy itd ;) co do Teściów, to już tak nie potrafię, choć naprawdę się staram... Także są i plusy i minusy Dziadków oddalonych o 100 km ;) I współczuję wszystkim dzietnym rodzinom, które dzielą dach ze starszym pokoleniem, serio, to nie wróży nic dobrego dla bobasa, który przestaje się orientować, kto ma decydujące zdanie w sprawie jego wychowania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie o ten zamęt w głowie dziecka chodzi. zawsze powtarzano nam, że to rodzic ma decydujące zdanie. obecnie to chyba dziadkowie :/ obserwując znajome mamy zastanawiam się gdzie my mamy buzie. W konfrontacji "oko w oko'' nagle ta cała odwaga znika. Ale i tak widzę, że jest już coraz lepiej :)

      Usuń
  4. Sporo w tym prawdy, ale niestety to tylko jedna strona medalu. Co z rodzicami, którzy sami faszerują dzieci chemią? Osobiście byłam świadkiem jak dziecko w sklepie złapało z półki ze zdrową żywnością paczkę suszonych jabłek, a mamusia rzeła "zostaw, to jest niedobre, kupimy rogaliki" i zaprowadziła pociechę do paczkowanych rogalików nadziewanych znanych z reklam, więc wiadomo których. Nieraz też widuję na placach zabaw mamy wołające co chwila swoje dziecię, by przyszło po ciasteczko. Rodzic decyduje, ale rodzic nie zawsze ma rację i czasem również ten rodzic powinien przejrzeć na oczy. Inna sprawa to nie dać się zwariować. Wmawianie dzieciom, że słodycze to czyste zło i trucizna też nie jest raczej sensowne, bo jednak dziecko ma oczka i widzi, że inni jedzą, dzieci jedzą, w przedszkolu, szkole, na ulicy jedzą i... żyją. Czyli albo coś z ludźmi nie tak, albo mama zwyczajnie kłamie. Sztuka w tym, by tak dziecko nauczyć, aby wiedziało, że owszem czekoladę można zjeść, lizaka też, ale rzadko, sporadycznie, bo choć smaczne, to łatwo "przedawkować". Oczywiście dużo trudniej, gdy dziecko ma np alergię i wcale nie powinno czegoś jeść. Co do dziadków i babć pasących wnuczki tonami kolorowych pyszności, to może po prostu wysłać taką babcię z dzieckiem do lekarza, gdy owo dziecko dostanie np megawysypki uczuleniowej i niech się zderzy z odpowiedzialnością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście zgadzam się z Tobą w zupełności co do niewłaściwego żywienia dzieci przez niektórych rodziców. Ale powtarzałam to dziś 10 razy to i powtórzę jeszcze raz: tematem tego postu był KONFLIKT interesów i zachowań dwóch pokoleń :) dziesiątki mam zdawały mi relację z tego, jak ich zdanie, zasady są łamane przez otoczenie, najbliższych. Nie ingerowałam w to JAKIE zasady, JAKIE zdanie tylko podsumowałam fakt ich olewania - brzydko mówiąc. Co do wtłaczania dziecku, że to trucizna i tak dalej - również się zgadzam. Nie jestem za tym by chować pod kloszem i na wszystko mówić be. jestem za tłumaczeniem, kierowaniem. Co do babć i lekarzy z kolei - bardzo często spotkałam się z hasłem, że "lekarze to guzik wiedzą, Ty ich nie słuchaj". No więc o czym my mówimy? Niestety.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  5. Niestety nasz żłobek chyba nie zna tej akcji pierwsze 1000 dni. Jedzenie jest masakryczne. Nawet panie opiekunki to potwierdzają. Masa przypraw i dodatków. Niestety catering króluje.
    No i co z tego, że w domu daję dobre jedzonko, jak większość posiłków w ciągu dnia serwuje żłobek i niestety nie mam na to wpływu co je moje dziecko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to publiczny żłobek? bo jeśli tak to istnieje szansa, że i tam dotrą wykładowcy. Póki co - jest to głównie Kraków i okolice. A jeśli prywatny - zrezygnuj z cateringu. Ja mam właśnie takie plany :) Co do przedszkolanek ... w trakcie konferencji wyskoczyła jedna Pani, której to nie dało się przekonać, że codzienne drożdżówki na podwieczorek są złe (dla 1-3latków). Wręcz wywiązał się z tego mały, niekomfortowy dla uczestników konflikt. Bardzo trudno jest zmusić starsze pokolenie do zmiany nawyków. Wałkować, wałkować i jeszcze raz wałkować ...

      Usuń
  6. Zgadzam się ze wszystkim, co piszesz. Też to przerabiam u Teściów jak wizytujemy, choć przyznam się że chyba się nieco poprawiło i schabowego już Julce babcia nie wciska. Ale sporo jest do zrobienia w tej materii. Brawa dla Ciebie za mocny post!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak sobie teraz o tym myślę ... od wczoraj w temacie wypowiedziało się jakieś 200 mam (na wszystkich możliwych profilach). MAM. A gdzie tatusiowie? Synowie tych wszystkich teściów?
      Każda z Was pisze, że w domu problemu nie ma. Ze swoimi rodzicami - dziadkami też nie. Ciągle teściowie... Może to partnerzy powinni wkroczyć tu do akcji? A daję Wam słowo, że się da ^^

      Usuń
    2. Niestety problem pewnie polega na tym. że tatusiowe mają jednak chyba bardziej "wyluzowany" stosunek do jedzenia dziecia. Wiem po swoim - dla niego nie było problemem dać dziecku frytki. Faktem, że trzeba walczyć w tym względzie o wspólny front, bo jednak podejście "przecież nic się nie stanie" bardziej chyba powszechne. A w domu to jednak najczęściej mamy gotują i de facto determinują jaki posiłek dziecko dostaje. Dodatkowo to jednak mamy przede wszystkim udzielają się w rodzicielskich internetach, że tak to nazwę ;)
      I w ogóle kwestia jednomyślności rodziców w aspektach żywieniowych, wychowawczych itp. to osobny jednak temat.

      Usuń
  7. Zajeło mi to trzy lata, ale wychowałam swoją matkę tak (brzmi absurdalnie, ale tak jest:P) że teraz za każdym razem jak bierze małego do siebie to zdaje mi raport co tam jadł. A ja potem jeszcze małego wypytuję :P sama zauważyła, że jak małego faszerowała mi cukierkami i żelkami (przez co toczyły się namiętne awantury między nami, serio, na słowo 'żelki" mnie mdli, bo generalnie ona uważała że są dobre na kości czy stawy czy na co tam...) to jadł mało i rzadko, jak nie je słodyczy i innych pierdół to nagle zaczął jeść normalnie, cała rodzina w szoku że jak to, z niejadka wyrosło dziecko które je 5 zdrowych posiłków dziennie :) było warto się kłócić i tłumaczyć i gadać i gadać....i gadać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo za determinację! Wspaniała walka :)) Gratuluję!

      Usuń
  8. Rodzicem nie jestem ale mogę się podzielić obserwacjami. znam małżeństwo (!) które ma taki konflikt. Tata dawał czekoladę już 3- miesięcznemu dziecięciu. Dziecię oczywiście trafiło do szpitala z poważną reakcją alergiczną. Nie wiem jak teraz sytuacja wygląda, wiem tylko,że żona nieźle "sprała" mu głowę. Dodam tylko, że to nie pierwszyzna dla niego, wychowali już 4 zdrowych dzieci. Ogólnie w mojej okolicy zauważam większą ignorancję wśród rodziców, niż dziadków to oni karmią dla świętego spokoju dzieci czekoladkami i paluszkami, wychodzą z założenia,że lepiej aby dziecko jadło coś niż nic. Babcie się biją o zdrowe jedzonko! Widocznie co "kraj" to obyczaj ;) Co do szkoły pamiętam jeszcze piękne czasy podstawówki, gdzie mieliśmy Panią, która jak widziała,że mamy coś niezdrowego do zjedzenia i to się kilka razy zdarzało wzywała rodziców na dywanik! A teraz dziecko które nie ukończyło 10 lat waży więcej ode mnie - dorosłej kobiety (fakt faktem, że jestem raczej szczupłą osobą) A w klasie tego dziecka 3/4 rówieśników ma nadwagę...

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja nagminnie się awanturuję z rodziną męża. Z moją nie muszę, bo mieszkamy 400 km od nich ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 400 km ... :) zakładam, że 99% obecnych tutaj mam Ci zazdrości :)

      Usuń
  10. My jeszcze walczymy, żeby słodkiego nie dawać. Na szczęście dziadków mamy daleko. Przy najbliższej okazji udostępnie ten post u siebie :) dla naszych dziadków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziadkowie daaaleko :) w kwestii żywienia - bajka :P

      Usuń
    2. Tak. Wizyty bardzo rzadko :P Ale mamy sąsiadów :/ Co to 9miesięczniakowi dają "pyry z sosem"

      Usuń
  11. Skądże ja znam te kłótnie o to, ze dziecku slodycze niepotrzebne .... może i przy nas nie karmiono, ale niestety nie wiemy co robią dziadkowie jak nas nie ma przy nich .... i to jest przykre, że dziadkowie stosują się do zasady "czego oczy nie widzą tego sercu nie żal" .... no własnie, że żal ... bo dziecko obędzie się bez batonika, czekoladki czy paróweczki .... a z nadwagą bedzie później walczyło całe życie .... coś o tym wiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już nawet pomińmy nadwagę i inne choroby (choć to ogromnie ważne). Chodzi o sam fakt braku poszanowania zdania rodziców. ŻAL

      Usuń
  12. Zgadzam się w zupełności z tekstem!! U mnie jednak dziadkowie są blisko i choć syn ma 10 miesięcy obawiam się już owego rozpieszczenia....dodam jeszcze że niestety nie jestem z ojcem dziecka a w wychowaniu pomagają dziadkowie....jak mam tego uniknąć by nie został podwyższony autorytet mamy... ;(

    OdpowiedzUsuń

Przepis przypadł Ci do gustu? A może masz jakiś pomysł jak go udoskonalić? Tekst dostarczył Ci oczekiwanych informacji? Podziel się tym z innymi!

ZOBACZ RÓWNIEŻ