Najnowsze Posty

BlogerChef / Finał / Windsor **** / Mamusiowe wagary

By 21:15 , ,

Ostatni raz wagarowałam w liceum. Ten dreszczyk emocji by Cię nie złapano, by ciekawie zorganizować sobie czas, by jakoś z tego wszystkiego sprytnie się wywinąć. Wagary od codzienności z kolei - były dla mnie równie obce co śnieg w środku lata. Od ponad roku nie byłam nigdzie sama. Od prawie dwóch - nie tańczyłam, nie zarwałam imprezowej nocy, ani nie musiałam wstać rano ot tak - bo gdzieś tam czeka śniadanie podstawione pod sam czubek nosa. I choć ciąża i macierzyństwo są moim spełnieniem, takie weekendowe wagary od rutyny, dobrze zrobiły mi jako mamie. 

Wyjazd na Finał konkursu kulinarnego BlogerChef był dla mnie ogromnym przeżyciem - głównie ze względu na 14-miesięcznego Jasia, którego zostawiłam pod opieką Taty. Każda mama wie jak trudne są nawet kilkugodzinne rozstania z maluchem - zwłaszcza te pierwsze. Ja swojego Janka zostawiłam na pełne dwie doby - i nie czułam się z tym zaszczytnie, wierzcie mi. 

Podróż do podwarszawskich Jachranek - czterogwiazdkowego Windsoru - rozpoczęła się dla mnie już w piątek, kiedy to razem z Magdą z Brekfast's time pofrunęłyśmy do Częstochowy. Tam pod okiem Jej przemiłego kolegi, zwiedziłyśmy kawałek miasta, poznałyśmy lokalne knajpy i grubo w nocy położyłyśmy się spać - pobudka miała być po 5 rano. 
Gdyby nie moje trzy nastawione budziki i wewnętrzny kogut budzący do Jasia, zapewne Karo z Anetą pojechałyby do Warszawy bez nas. Na szczęście zdążyłyśmy i dalszą podróż pokonałyśmy już w piątkę. Drogę umilał nam rewelacyjny chleb na zakwasie w wykonaniu Karo. Przepis na niego znajdziecie TUTAJ.
Po kilku godzinach, z małymi przygodami - dotarliśmy. Jak zwykle - na ostatnią chwilę ... 

Karo, której przyjechałyśmy kibicować, nawet nie zdążyła się zestresować. Tyle dobrego. Rozpoczęło się finałowe gotowanie ... 

W międzyczasie, można było sobie jedzeniowo przyswoić część produktów sponsorskich i dokonać nowych odkryć. 
Stoiskiem, które ja - najwierniej okupowałam, było oczywiście to ze sprzętem foto. Wstyd się przyznać, ale byłam chyba jedyna, która cykała fotki zwykłą cyfrówką. Wszędzie widziałam tylko lustrzanki z ogromnymi obiektywami. Jakiś sponsor chętny? No, śmiało! Z przyjemnością przetestuję i przyjmę na własność :) Sony, Nikon, Canon ... Whatever :) 
My wcale nie szukałyśmy żadnych ściąg ... 
Karo była na szczęście w swoim żywiole ... 
... w garnkach cudownie pachniało ... 
a końcowe efekty wszystkich kucharzy były przepyszne!
Niektórzy już nawet padli z wrażenia ... 
Gdy emocje sięgały zenitu, okazało się, że to już ... koniec i pora zbierać fartuchy. Rozemocjonowane wróciłyśmy do pokoi - na dosłownie 10 minut, bo już zaczynały się pierwsze kulinarne warsztaty. Pogoda nie zachęcała do randez vous z rozpalonymi do czerwoności kuchenkami. Razem z dziewczynami więc - z w i a ł y ś m y. Jak młode licealistki za dawnych lat. Długa leśna dróżka, wspaniały powiew wiatru i ten klimat ... Zalew Zegrzyński. 

Gdy wróciłyśmy, pierwsze warsztaty dobiegały końca. I znów nie dotrwałam. Tym razem, mama postanowiła zrobić coś dla siebie. Rzucana nieco wyrzutami sumienia, postanowiłam zerwać się z gotowania i zrobić sobie małe, parowe wagary. SAUNY! Tego mi było trzeba! Myśli odpłynęły daleko, a poczucie małego grzechu - napełniły ogromnym, pozytywnym szczęściem. Bajka ... 

Zrelaksowana i mega głodna, pobiegłam z Magdą na uroczystą kolację w trakcie której miano ogłosić wyniki. I choć Karolina nie wygrała, zgarnęła multum fajnych prezentów, jakimi by nie pogardziło żadne z nas. Nagrody o wartości 20 tysięcy złotych - zgarnął Paweł z Kuchnia Słonia. Według mnie - zasłużenie. To, w jaki sposób obchodził się z nożami, mięsem i spółką - wprawiało w zachwyt każdego. Prawidziwy BlogerChef. 

Nadejszła kolacja. 
Wśród deserów (na noc ?!? :) ... 
A obok słodkich łakoci, były i takie cuda ... ykhmmm. SERIO! 
Zdjęcie tych pyszności wysłałam mms-em swojemu Łukaszowi. W odpowiedzi otrzymałam fotkę z kiełbasą z grilla i słowami współczucia. Biedna Majka, robaki na kolację w czterogwiazdkowym hotelu zjada :) 
Z pełnymi brzuchami (dosłownie! w 2 dni przytyłam całe 2 kg! mission possible!), skierowałyśmy swe kroki do pokoi. Od tej chwili, na obraz wieczoru zapada czarna kurtyna. Możecie tylko domyśleć się sami jak dobrze się bawiłyśmy. Mocno świtało gdy położyłyśmy się spać. Spałyśmy szybko bo już po 6 rano wszyscy stali na nogach. 
Dzień Kulinarnego Pikniku BlogerChef-a. Ale o tym - w następnym wpisie :) 


CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U

You Might Also Like

4 komentarze

  1. czytam i się uśmiecham i tak bym chciała wrócić do tych chwil <3 naprawdę niezapomniany weekend :) cieszę się, że te wagary wspominasz tak przyjemnie, wiesz, że byłam z Ciebie dumna! :* "szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko" tak Ci mówiłam i tak właśnie jest! :)

    a zdjęcie nasze nad telefonami - haha, bezcenne :D:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nawet nie mów na głos dlaczego byłaś taka ze mnie dumna :) bo wstyd, wstyd ...
      dziękuję :*

      Usuń
  2. wlasnie przeczytalam Twoja relacje. Musialo byc bajkowo i ten styl, ktorym piszesz. Bardzo fajnie sie czyta :) Twoje zdjecia sa przepiekne!!!! i nie wazne jakim aparatem robione. Naprawde, wszystko wyglada super.
    P.S. Jako dziecko, bylam w Jachrance na koloniach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety, większość z tych zdjęć nie jest mojego autorstwa. Ale już niedługo będą tylko same takie ładne - kupiłam lustrzankę! :D
      Pozdrowienia ciepłe

      Usuń

Przepis przypadł Ci do gustu? A może masz jakiś pomysł jak go udoskonalić? Tekst dostarczył Ci oczekiwanych informacji? Podziel się tym z innymi!

ZOBACZ RÓWNIEŻ