Najnowsze Posty

Genewa (Szwajcaria) - jak z kilku godzin lotu zrobić dwa dni - krótki przewodnik wakacyjny (mnóstwo zdjęć)

By 19:01 , , ,




W Szwajcarii byłam już nie raz. Debiutowałam - jako licealistka. Potem przyjeżdżałam tutaj przez kolejne dwa lata. Aż poznałam swojego męża :) I choć z dietetycznym zacięciem mieszkańców Genewy wiązałam większe plany, infantylnie sumując - miłość wygrała. No dobra. Kichać romantyzm. W grę wchodziło też moje wrodzone tchórzostwo. No bo jak to? Francuski znam tyle co kali zrobić, a mam się pchać tu do pracy? Odpadało. Zostałam w Polsce. I wiecie co? Czasami żałuję. Nie, nie swoich chłopaków. 
Życia tutaj.

CO ZOBACZYCIE?
Genewa nazywana jest miastem pokoju. To właśnie tutaj zjeżdżają się dyplomaci z całego świata, gdy w jakimś kącie rozgorzeje zażarty konflikt. To tutaj swoją europejską siedzibę ma ONZ, a także Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), Światowa Organizacja Handlu (World Trade Center), Międzynarodowy Ruch Czerwonego Krzyża oraz CERN - rozsławiona filmem "Anioły i Demony'' - Europejska Organizacja Badań Jądrowych. 

W Genewie krzyżują się drogi około 190 narodów. Przemierzając drobne uliczki, napotyka się i przeciętne Szwajcarki, i eleganckie oraz dumne Francuski, poukrywane muzułmanki, wesołych ciemnoskórych i przesadzone Rosjanki. Ilość języków, które się słyszy, są w stanie przyprawić turystę o kolorowy zawrót głowy. A jednak ... 
neutralni, bezpieczni i zawsze szczęśliwi.
Takich tubylców tutaj poznałam.

Jeśli więc potrzebujecie maksymalnie zwolnić swoje tempo, macie dosyć narzekania sąsiadów i nie wierzycie w to, że na każdym kroku można słyszeć "proszę, przepraszam, dziękuję, co słychać" - przyjedźcie tutaj. To odpowiednie miejsce na polski detox. 

KIEDY JECHAĆ? JAK DROGIE SĄ BILETY? ILE PIENIĘDZY ZABRAĆ?
KIEDY
Do Genewy najlepiej wybrać się mniej więcej w połowie lata. Mnóstwo plenerowych imprez, w tym kultowa Fete de Geneve, dostarczy Wam mnóstwa wrażeń. Piękne parki, zabytkowe uliczki i kąpieliska - szczególnie Geneve Plage - basen, który oprócz sztucznych zbiorników, oferuje użytkownikom przybrzeże Jeziora Lemańskiego. Koszmarnie zimne ale i niesamowite. Trampolina do której skaczą mniejsze i większe dzieci. Ja odważyłam się zrzucić z jedynie najniższego piętra. I stanowczo było to dla mnie za dużo :)

PODRÓŻ
Jeśli zdecydujecie się wybrać tam na wakacje, raczej zacznijcie odkładać pieniądze już teraz. Same bilety są już kosmosem. Najtańszy jaki udało mi się kiedykolwiek kupić, kosztował 760 zł w obydwie strony. Przeciętnie jednak, jest to ok. 900 zł za osobę. Zarobki Szwajcarów są nieporównywalne z naszymi, a dla turysty, dwutygodniowy pobyt w Genewie może być niemałym szokiem. Zabierając w podróż przykładowo 200 franków (dla nas ponad 600 zł), musicie liczyć się z tym, że u nich jest to tak jak nasze 200 zł i raczej nie poszalejecie.

KOSZTY ZWYKŁEGO DNIA
Bilety autobusowe to wydatek 8 franków za osobę na cały dzień. Butelka wody (którą potem napełnicie w "kranikach"), bagietka, jakiś najtańszy ser i warzywo do zrobienia na kanapki - 8 CHF/osobę. Lody, croissant i kawa w kawiarence - 8-9 CHF/osobę. Banan, jabłko i prosty jogurt - 3 CHF. Tanim więc kosztem, jedząc w ciągu dnia tak dietetycznie, że bardziej się nie da - wydamy ok. 28-30 CHF/osobę czyli jakieś 90 zł. Opcja nieco bardziej exclusive czyli wyjście na basen, pizza w knajpie i piwo przy jeziorze - dodatkowe ok. 32 CHF. 105 zł :)

TRANSPORT PUBLICZNY
Kupując jeden bilet autobusowy/tramwajowy - możecie oczywiście poruszać się każdym środkiem transportu w ramach czasu ticketu. Najlepszą opcją finansową są oczywiście całodzienne, dzięki którym będziecie mogli nawet przepłynąć jezioro wzdłuż i wszerz - małe stateczki wożące pasażerów na np. Geneve Plage, również wchodzą w cenę biletów.

JĘZYKI
W Genewie rozmawia się głównie po francusku. W innych kantonach Szwajcarii - po włosku, niemiecku i retroromańsku. Jeśli trajkoczecie tylko po angielsku, może być problem. Wielu z mieszkańców "nie poimaje" po temu.

CO ZOBACZYĆ
Dwa tygodnie to stanowczo za mało. Nie mogłam uwierzyć gdy nadszedł dzień wyjazdu. Jeśli jednak dobrze rozplanujecie swój czas, zobaczycie naprawdę dużo. Na Waszej liście może się znaleźć:
- Jet d'eau - słynna fontanna bijąca ze środka jeziora
- Jardin Botanique - ogromny ogród botaniczny, który jest mocno prorodzinny - knajpka, plac zabaw, retro karuzela, mini zoo, mnóstwo terenów do piknikowania 
- Jardin Anglais - ogród angielski ze słynnym, kwiatowym zegarem 
- CERN - podobno wycieczki z przewodnikiem są bezpłatne - w sumie mnie to nie dziwi, bo w zasadzie większość takich atrakcji tutaj jest darmowych 
- Kolegium Kalwina - prestiżowa uczelnia w renesansowym stylu 
- Katedra św. Piotra - budowana pomiędzy XI, a XVIII wiekiem 
- Muzeum Patek-Philippe - zbiory najcudowniejszych zegarków szwajcarskich 

CO SPRÓBOWAĆ
Mieszkańcy lubią jeść na mieście. Widać to na każdym kroku. Lwia ich część jada tak każde śniadanie. Ich klasyczne petit dejeneuer składa się z kawy, świeżo wyciskanego soku pomarańczowego, rogalika francuskiego i dodatków w typie miód, dżem albo Nutella. 
- ser gruyere - nie tylko na zimno, do kanapek ale i jako fondue - roztopiony, podgrzany w kociołku. Zanurzasz w nim kawałki pieczywa i jesz. Mniam
- czekolada - wizytówka Szwajcarii. Szukajcie tych rodzimych
- rogaliki croissant [krłasąą] - najcudowniejsze ciasto francuskie na świecie. Pasuje i na słodkie i na wytrawne śniadanie. Kocham te z czekoladą i płatkami migdałów. Uwaga. Tuczą niemiłosiernie.
- pain au lait - mięciuteńkie bułeczki z dodatkiem mleka. Nasz Jasiek wcinał je na potęgę. Sam.
- bagietki - najlepsze gdy kupione na głodnego i zjedzone nad jeziorem. Saute. Tyle.
- makaroniki - choć francuskie, wpływ tej kuchni wyczujecie od razu. Chociażby za sprawą funkcjonującego w Genewie języka
- pizza w Pizzerii Molino (np. na Thônex lub Place du Molard 7) - jedliśmy tę z salami. Cienkie ciasto, pyszny sos pomidorowy, minimum dodatków. PYCHA. 

Francuskie rogaliki to nie to samo co wyroby z mrożonego ciasta, które kupicie w polskich cukierniach. Bagietki chrupią o wiele mocniej, a woda z kranu smakuje tak jak ta butelkowana. Nawet burza brzmi tutaj inaczej, bo odbija się od gór. Na każdym kroku słychać pytania o samopoczucie (Ca va?), z daleka wręcz bije optymizm mieszkańców. Genewa jest miastem niesamowitym bo z jednej strony otaczają ją góry, z drugiej - dzięki obecności słynnego jeziora, wygląda jak nadmorski kurort. 

Choć drogo, zawsze gdy stamtąd wracam, po brzegi jestem naładowana pozytywną energią. Chodzę po polskich sklepach, urzędach z przyklejonym do buzi uśmiechem od ucha do ucha, patrzę wszystkim w oczy i każdemu za wszystko dziękuję. Zwykle mija mi to po tygodniu. Domyślacie się chyba dlaczego :)

NIECO LOTNICZYCH WSPOMNIEŃ
PRZYLOT
Choć podróż do Genewy trwa ledwie kilka godzin (z Krakowa), nasza trwała ... dwa dni :) Nad Frankfurtem w którym mieliśmy bowiem przesiadkę, panowała dosyć intensywna burza, toteż piloci wahali się czy w ogóle startować. Ostatecznie wylądowaliśmy na lotnisku we Stutgardzie. Tam, zamknięci w maszynie, na płycie lotniska spędziliśmy kolejne dwie godziny. Z pełnym energii, żywym Jaśkiem, który o dziwo - zaskoczył, bo był absolutnie grzeczny i praktycznie wcale nie marudził. Wyczuł chyba klimat obcego kraju :) Zaczepiał ludzi, śmiał się, w spokoju konsumował, a gdy padła decyzja o locie do Fra, zasnął nim wystartowaliśmy. 

Gdy dotarliśmy do Fra, była już 23.00 i żadnego lotu do Genewy. Do pierwszej w nocy staliśmy w gigantycznej kolejce po vouchery na hotel. Lufthansa się zachowała - czterogwiazdkowa bajka. Dziękowałam Bogu, że oświeciło mnie przy pakowaniu, i zamiast jednej porcji mleka dla Jasia, zabrałam dwie. Będzie na rano. Przynajmniej on sobie poje. 

Gdy o 5.30 stawiliśmy się przy ''kasach'' czekała już na nas następna, mega kolejka. Cóż, dobrze, że jesteśmy razem, obsługa non stop biega i każdemu pomaga. Będzie dobrze. Dotrzemy. Grunt to nie tracić optymizmu. Około 9.00 siedzieliśmy już szczęśliwie w samolocie i pruliśmy do Genewy. Nareszcie! Zaczynamy wakacje! 

NAUCZKA PO PODRÓŻY?
1. Zawsze zabieraj dodatkową koszulkę i bieliznę do bagażu podręcznego. Z pozoru krótki lot, może niespodziewanie się wydłużyć, a Ty nie chcesz przecież "pachnieć" tak samo przez całą dobę, prawda?
2. Plastikowe zabawki to nie jest dobry pomysł na podróż. Można na przykład, próbować nimi wybić szybę samolotu
3. Kocyki i poduszki (np. dla dziecka) nie zawsze znajdują się w ofercie każdej linii (Lufthansa tak, Polskie Linie - nie)
4. Jeśli Twoje dziecko je mleko, zabierz od razu o jedną porcję więcej. Nigdy nie wiadomo co może się zdarzyć.

Dwa tygodnie zleciały nam jak z bicza strzelił. Dużo chodziliśmy, zwiedzaliśmy i jedliśmy. Ostatnie pobyty tutaj były dla mnie raczej jednym wielkim shoppingiem. Tym razem, jak na dietetyczkę i blogerkę kulinarną przystało - nastawiłam się na smaki. A efekty tego widać było tuż po samym powrocie. 2/3 kg więcej na wadze :)

POWRÓT
W najgorszych snach nie przewidywaliśmy, że sytuacja z początku może się nam powtórzyć. A jednak! Gdy w drodze powrotnej stawiliśmy się na lotnisku, piękna, czarna tablica już od progu informowała: 45-minutowe opóźnienie do Warszawy. Fuck! Znowu! Najlepsze w tym wszystkim było to, że przesiadkę mieliśmy ledwie ponad godzinną, a więc przy takim spóźnieniu nie było najmniejszych szans na wyrobienie się. Chyba że poczekają ... 

Gwiazdorsko
Gdy zajmowaliśmy swoje miejsca, musieliśmy mocno zobojętnieć - dwa siedzenia za nami, usadowiła się pewna para z dwójką dzieci, doskonale zapewne Wam znana z okładek tabloidów i filmów. Zobojętnieć bo od zawsze wychodzę z założenia, że mrugający do nas zza szkła ludzie są tacy jak my i nie ma co szaleć jak nastolatki na koncercie Biebera. Emocje jakieś są jednak zawsze. Pytacie kogo spotkaliśmy? Raczej się nie dowiecie. Uważam bowiem, że ich świętym prawem - podobnie jak naszym czy Waszym - jest prawo do prywatności i jeżeli sami się z tym nie obnoszą, nie powinno się pchać buciorami w ich życie. Sorry Pudelku! :) 

Wracając jednak do lotu ... Do Warszawy oczywiście dotarliśmy ale już nie tak gładko jak wcześniej. Janek dostał bowiem "małej'' paniki i nie wiedząc czemu - płakał na okrągło. Żona wspomnianego wyżej Pana próbowała naszego Jaśka trochę udobruchać podając mu jakąś słodką przekąskę. Ten jednak był w takim amoku, że nie pomogłyby mu nawet ukochane malinki. 

Mega zmęczeni, z deka zawstydzeni wybiegliśmy z samolotu. Po drodze z megafonów płynęły ostrzeżenia: "pasażerowie lotu xxx proszeni są o stawienie się w odprawie. pasażerowie lotu xxx to ostatnie wezwanie". Możecie więc sobie nas wyobrazić. W końcu, szczęśliwi, wpadliśmy do autobusu gotowi wręcz wycałować wszystkich pasażerów. Ci jakoś nie podzielali naszego entuzjazmu. Hmm... Welcome to Poland :) Co jednak zasługuje na pochwałę - polskie linie czekały tylko na nas. Szacunek mimo wszystko.

Jestę sławna :)
Zmęczeni opadliśmy w siedzenia. Obraz nędzy i rozpaczy. I kompletnego wypompowania. 
- Przepraszam Panią, mam małe pytanie. Czy pisze Pani może bloga? - znienacka zaskoczyła mnie miła i uśmiechnięta stewardesa*
- Taaaaaak - odparłam mega zdziwiona.
- Czytam. Gratuluję - dodała z uśmiechem.
W Warszawie. W samolocie. Wśród totalnie obcych ludzi.

* przy okazji pierwszego polskiego lotu (Gen-Waw), stewardesa ziała takim pesymizmem, że całkiem realnie rozważaliśmy opcję spisania testamentu :)

Zostawiam Was ze zdjęciami :) ENJOY!

Malinki dobre zawsze i wszędzie. Nawet na lotnisku.


W końcu jednak lecimy ...




Lufthansa jest baaaardzo gościnna. Dla odwagi w locie, mój mąż wybrał sobie niemieckie piwo...



Jasiek dawał radę mimo zamknięcia w gigantycznej puszce. I tak przez dwie godziny ...


Na lotnisku we Frankfurcie było już mniej optymistycznie. Odwołano wszystkie loty, a kolejki były gigantyczne.



Jasiek w tym czasie zwiedzał. Głównie ruchome schody. Widok jego posturki zjeżdżającej z tatą 20-ty raz z góry był bezcenny ...


Po dwóch dniach dotarliśmy wreszcie do celu i pora była zapoznać się z nowymi Przyjaciółmi ...


Miłość zakwitła taka, że praktycznie do końca wyjazdu wszędzie sobie towarzyszyli. Nawet o jedzenie żebrali razem.


Pierwsze co zapewne rzuca się przyjezdnym w oczy, to wszechobecne, cudne okiennice. Będę mieć takie w swoim domu!











Punkt programu zwiedzania Genewy to oczywiście Jezioro Lemańskie (przez przyjezdnych nazywane Genewskim). Ogromna fontanna (Jet d'eau), która strzela ze środka zbiornika, robi naprawdę ogromne wrażenie. Szczególnie późnym wieczorem, gdy podczas Fete de Geneve, towarzyszy jej cudowny pokaz sztucznych ogni. Takiego dogrania z muzyką nie widzieliśmy jeszcze nigdy. Bajka!

PS gdy przyjeżdżałam tu jeszcze jako nastolatka, uwielbiałam rozkładać się przy jeziorze z pamiętnikiem. Kawa na wynos, długopis i własne myśli. Tak odpoczywałam najlepiej. 
I nie tylko ja.













Wszędzie oczywiście banki. Bank na banku.





Mój ulubiony w młodych latach kierunek. Ulica shoppingu. Mega ilość soldów i cudowności. W tym roku było jednak nieco inaczej. Zamiast schudnąć (jak to zwykle bywało przy poprzednich odwiedzinach), przywiozłam do domu mały nadbagaż.


Zresztą sami zobaczcie i powiedzcie, czy nie było warto :)
















Trójskładnikowe (!) chipsy dla dzieci. Jedliśmy my :)



A ryby pakuje się tutaj tak. I nie potrzeba kupować swojej własnej, termoizolacyjnej torby.


Jaśko też oczywiście kulinarnie się raczył. W zasadzie większość zdjęć ma zrobionych podczas konsumpcji. Umazany jak nieboskie stworzenie :)









W międzyczasie, zwiedzał i on. Głównie wszelakie fontanny i kraniki, z których w Szwajcarii bezpośrednio pije się wodę. Zaczepiał oczywiście każdego, kto mu się nawinął. Tutaj jednak, wszyscy odwzajemniali mu uśmiech i zagadywali.

























Było ledwie ciepło. Dosyć nawet wiało. Nie wierzę, by na taką zabawę w lodowatej wodzie pozwoliła statystyczna polska babcia, a nawet mama młodego pokolenia. Samą mnie to przerażało. Tu było to normalne :)



Tak. Zjechali z góry :) 










Obowiązkowym punktem na mapie turystycznej powinien być niesamowity ogród Jardin Botanique. Uwielbiam go! Z tego co się orientuję, wystawki, dekoracje są dobierane tematycznie i co jakiś czas zmieniane. Ogród nigdy się więc nie nudzi.
















Najcudowniejsza karuzela na świecie. Kojarzy się z naprawdę starymi filmami albo projektami da Vinci'ego. Wygląda jak ręcznie napędzana. Jest boska!








Tutejsze. Dobre :)



Tak. Zwierzęta w ogrodzie. Mini-zoo za darmo. Znajdziecie coś takiego u nas w kraju? :)


Wyszedł z kojca na spacer.


A kury są tu atrakcją :)




I wszędzie całe mnóstwo zieleni - do tarzania się z dzieckiem i odpoczywania.





W ramach biletu autobusowego/tramwajowego, możecie przepłynąć się stateczkiem ...



Być w Genewie i nie złożyć swoich aplikacji w wymarzonych siedzibach - to mega grzech. Posłusznie więc pomaszerowaliśmy w ich stronę - Łukasz do ONZ, ja do WHO. Trzymacie kciuki mam nadzieję? :)





Kiedyś będę tu pracowała. O TU!



Genewa leży tuż przy granicy z Francją. Kuzynka u której się zatrzymaliśmy, mieszka niecałe 5 minut od szlabanu. W jeden ze słonecznych dni, wybraliśmy się na Salève - górę* z której popijając kawę, podziwialiśmy przepiękną panoramę Genewy i jeziora. Przy dobrych wiatrach, z jej szczytu widać także Alpy. Udało się nam jednak je zobaczyć dopiero z samolotu.

Jeśli tak jak my, wybierzecie się tam w lecie, nie zapomnijcie zabrać cieplejszych ubrań! Tak, nie pomyliłam się. My w cienkich podkoszulkach, Jasiek na szczęście nieco cieplej. Też tak macie? Że dziecko zawsze przygotowane, a Wy prawie, że w samych majtkach? :)
* 6-15 CHF/za wjazd kolejką

























A do Polski przywieźliśmy furę wspomnień, zdjęć, czekolady i ... portugalskie wino, które podczas jednych z zakupów doradził mi pewien super miły Pan. Takiego jeszcze nigdy nie piłam. Musujące, półwytrawne, pyszne - jak szampan.
I niespodzianka. Jest w polskiej Biedronce :D



CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U

You Might Also Like

3 komentarze

  1. Świetny wpis! :)

    Pozdrawiam

    _____________

    truskawkowa-fiesta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudnie się czytało! Tym bardziej ze mieszkam w Szwajcarii od ponad 3lat i czuje się tu fantastycznie :) następnym razem wybierzecie się w okolice w Lavaux (Lausanne-Vevey - Montreux) a nie bedziecie żałować! Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale Ci zazdroszczę!!!! PS a co tam można zobaczyć?
      Pozdrawiam ciepło

      Usuń

Przepis przypadł Ci do gustu? A może masz jakiś pomysł jak go udoskonalić? Tekst dostarczył Ci oczekiwanych informacji? Podziel się tym z innymi!

ZOBACZ RÓWNIEŻ