Najnowsze Posty

Jak nie przytyć w Święta Wielkanocne? Co najbardziej tuczy? Co jeść bez wyrzutów sumienia?

By 15:56 ,


Święta Wielkanocne są tylko raz w roku dlatego moim zdaniem bez sensu jest trzymanie w tych dniach rygorystycznej diety. Tak naprawdę bez sensu jest trzymanie takiego reżimu w ogóle, ale nie o tym dzisiaj. Choć jestem za tym by Boże Narodzenie czy Wielkanoc upłynęły na przyjemności m.in. z jedzenia, jestem też za rozsądkiem i umiarem KLIK w tym co wybieramy. Jak nie przytyć w święta? Pytacie o to co rok.  

W święta się tyje - tak uważa większość z nas. Święta to czas wzdętego brzucha, niedopiętych spodni i pełnego dyskomfortu. Wcale nie musi tak być! Wcale nie będę Ci też kazała zrezygnować z tych wszystkich pyszności na rzecz jakiś koktajli czy suchych sałatek. To nie o to chodzi! Wszystko jest przecież dla ludzi i jeśli nam diametralnie nie szkodzi, odrobina "mniej lubianych przez dietetyków" produktów i potraw na pewno nie będzie złem absolutnym. Liczy się rozsądek i umiar - jak zawsze. Bo przez święta naprawdę można przejść bez cienia dodatkowych kilogramów. Jak?

Klasyka czyli prawdy uniwersalne na każde święto
To co jest oczywiście standardem i sprawdza się w każde święto – to przede wszystkim:

- nie głodzenie się przed rodzinnym spotkaniem/kolacją wigilijną/urodzinami – bo wygłodniali z całego dnia zjemy zdecydowanie więcej niż gdybyśmy zaszczycili swój żołądek kilkoma lekkimi posiłkami

- „szklanka wody zamiast”, gdy mamy ochotę na już trzeci kawałek sernika i dobrze zdajemy sobie sprawę z tego, że to nie o głód chodzi, a raczej nie ten prawdziwy – głodne są po prostu nasze oczy albo chce się nam pić (tak, badania pokazują, że bardzo często mylimy uczucie głodu z pragnieniem). Szklanka/kieliszek wody stale pełny podczas uroczystości to nie tylko elegancki dodatek, napój niezbędny naszemu trawieniu, ale i delikatny zapychacz – wykorzystajmy to!

- pomoc gospodyni – zazwyczaj mile widziana, a pozwalająca się nieco poruszać i przy okazji – zjeść nieco mniej. Oczywiście o ile krojąc ciasta nie będziemy zjadać tych wszystkich pozostałych skrawków.

- nieodpuszczanie – często zjadając ogromną porcję obiadu i podwójny deser – pasujemy, bo wydaje się nam, że teraz to i tak już wszystko na marne. Nic bardziej mylnego! Kalorie wciąż się liczą! Zjadłaś pięć kawałków ciasta? Trudno! Nie sięgaj po szósty, tylko dlatego, że założenia Twojej diety całkowicie poległy. Polegną jeszcze bardziej gdy dalej będziesz brnąć w obżarstwo.

- spacery – to zawsze działa! Gdy po świątecznym przejedzeniu czujemy, że nasz brzuch zaraz eksploduje, najlepszym rozwiązaniem będzie spokojny spacer. Warto się na niego wybrać również w ciągu dnia, między biesiadowaniem. Taka dodatkowa porcja ruchu (najlepiej wprowadzona na stałe) na pewno przysłuży się naszemu wieczornemu ucztowaniu

Zarówno Wielkanoc jak i Boże Narodzenie ma swoje lżejsze, jak i cięższe potrawy. Nie mówię oczywiście o tym, żebyś wybierała tylko te pierwsze, ale być może pomoże Ci taka drobna lista. To, co szkodzi naszej figurze najbardziej.

Sobota Wielkanocna
W wielu domach – postna. Idzie się świecić koszyczek, po powrocie do krzyża, a potem dalsze świąteczne porządki. Tu raczej nie ma specjalnych zaleceń. Jeśli Twój plan żywieniowy zakłada 5 posiłków – najzwyczajniej w świecie je jesz tak jak do tej pory: śniadanie, drugie śniadanie, obiad, podwieczorek, kolacja. Tyle.

Niedziela Wielkanocna i Poniedziałek Wielkanocny

Śniadanie
Dzień zaczynamy od śniadania – czyli standard każdego zdrowego stylu życia. To śniadanie jest jednak bardziej wyjątkowe ponieważ obfituje w wiele pokarmów – tzw. święconkę. Na początek zwykle serwuje się żurek. O ile zjedzony w towarzystwie powiedzmy połówki jajka i kawałka chleba, bez słonin i innych pływających skwarków nie jest jeszcze jakimś wielki grzechem (ok. 250 kcal), o tyle z kiełbasą – będzie już bombowo (kalorycznie). Cała biała, powiedzmy ok. 130gramowa (z szynki) to jakieś 250 kcal. Mamy więc już drugie tyle. Jeśli jednak zaspokoimy się kilkoma plasterkamii (jakieś ¼ takiej kiełbaski), do worka dorzucimy ledwie 60 kcal. Żurek za ok. 310 kcal zaspokoi nasz pierwszy głód, no i brzmi lepiej niż żurek za prawie 500 kcal, prawda? Na stole czekają przecież też kolejne potrawy.

W moim domu rodzinnym, zaraz po żurku na talerzu lądowała jarzynowa sałatka. Ktoś by pomyślał, że jak jarzynowa to lekka i dietetyczna. Oczywiście – o ile bez tony majonezu, a przecież to zwykle synonim świąt. Lepiej po prostu zastąpić połowę tego sosu jogurtem naturalnym – gwarantuję Ci, że biesiadnicy nie odczują różnicy, a na pewno będzie lżej. Kilka łyżek sałatki na majonezie to jakieś 250 kcal. Z 2 łyżkami naturalnego jogurtu zamiast połowy majonezu – 190 kcal. Niby niewiele, ale pomyśl co będzie się działo przez kolejne dwa dni!

Z wizytą
Poranek zwykle nie kończy się na śniadaniu, bo zazwyczaj zaraz jest kawa i ciasto. Pół biedy, że to jeszcze przed południem – zdążysz większość spalić. „Bajka” zaczyna się wieczorem, kiedy po kolacji (o tym za chwilę) dopychamy się makowcami i sernikami. A te – potrafią być zabójcze. Zaczynając od tradycyjnych serników – od 250 kcal w górę dla kawałka, szarlotki – nawet i 300 kcal jeśli z lukrami czy budyniem (łatwo policzyć, że i z jednym i drugim – jeszcze więcej), babka piaskowa, murzynek – ok. 230 kcal, mazurki z lukrem, ciasta typu 3bit, mars, snickers oraz torty wszelakich maści – nawet 500-600 kcal w JEDNYM KAWAŁKU. Do tego jeszcze czekoladowe jajeczka, baranki i króliczki – ten popularny z Lindta to aż 540 kcal (100gramowy). Nie trzeba być matematykiem wielkim, żeby oszacować, że jeśli zjemy ze 3 kawałki różnych ciast – spokojnie możemy dobić 1000 kcal, a nawet i więcej! Znam ludzi, którym 3 porcje nie wystarczają i w ciągu całego wieczoru po ciasto sięgają co godzinę. Teraz przemnóż sobie to przez dwa dni świąteczne plus dodaj poranne kawy, ewentualnie wizyty w gościach, gdzie zazwyczaj MUSISZ coś zjeść bo gospodyni się obrazi. Myślę, że dodatkowe pół kilograma spokojnie może uzbierać się z samych ciasteczek. A to przecież nie wszystko bo nie samym cukrem żyje człowiek. Dochodzą wspomniane sałatki, do tego chleb, jajka w majonezie (dwie połówki z 2 łyżeczkami – 150 kcal), kolacje na ciepło w typie tłustych mięsiw w zawiesistych sosach… i litry alkoholu. Tak, ten ostatni potrafi zwieńczyć dzieło idealnie. 5 lampek czerwonego wytrawnego wina to jakieś 500 kcal. Tyle samo będzie miało 10 kieliszków wódki, 3-4 kieliszki ajerkoniaku, 5 porcji whisky (tyle co na dnie – dżentelmeni wiedzą o co chodzi) i 5 szklaneczek piwa. Drink z 2 kieliszków wódki i coca coli – 200 kcal, a że to raczej słabe – spokojnie można wypić i z 5. Mamy więc kolejne 500, albo i 1000 kcal – z alkoholu. Do tego braku ruchu, metabolizm ogłupiały i kolejne pół kilograma na plusie po 2 dniach bez większych fanfarów. A wystarczyło tylko odrobinę pomyśleć…

Jak się nie dać – ciąg dalszy

Smażony obiad
Jak rozgryźć śniadanie – pisałam już wcześniej. Po jego skończeniu należy jedynie ciągnąć stary tryb zdrowego żywienia, normalnie zjeść lekkie drugie śniadanie i przystąpić do obiadu. Zwykle jest to rosół i jeśli gotowany na drobiu – nie ma żadnych obaw. Uważamy jedynie na makaron nitki, który łatwo i przyjemnie się je, a który niskokalorycznością nie grzeszy. Szklanka ugotowanego to 200 kcal, a więc z miską rosołu mamy już 400. Weźmy pół tych kluch – spokojnie najemy się zupą, na węglowodany przyjdzie czas przy drugim daniu. Tu niestety robi się już niebezpiecznie bo jeśli schabowy to i 400 kcal plus ziemniaki puree z masłem i zazwyczaj smażone buraczki. Jakieś 800 kcal. To odrobinę za dużo jak na obiad dlatego polecam ziemniaki ubić z … mlekiem. Mój mąż je pokochał, bo nie tylko są fantastycznie puszyste, ale i smaczne! Wystarczy z pół szklanki 1,5% mleka na 3 ziemniaki i już mamy lżejszą jedną porcję. Kilka łyżek buraczków przesmażamy na odrobinie (płaska łyżeczka masła), dodajemy ze dwie łyżki jogurtu naturalnego, a zamiast smażonego – podajemy schab pieczony i kilka łyżek lekkiego sosu. Zaoszczędzone jakieś 200 kcal. Z zupą – łącznie 300 kcal. Jest dobrze!

Kolacja na stole
Gdy podają kolację, a nie masz zbyt wielkiego wyboru – albo jesz albo uciekasz – spokojnie przyglądnij się swojej porcji. Jeśli coś pływa w tłustym, ciężkim sosie – staraj się zjeść potrawę z jak najmniejszą jego ilością. Jeśli ziemniaki bankowo są mieszane z masłem – spróbuj nie zjadać ich wszystkich. Jeśli ponadto okraszono je słoniną – wiesz co masz robić - zgarniamy. Spośród dodatków do obiadu najlepsze byłyby oczywiście świeże warzywa w typie ogórków kiszonych albo pomidorków z cebulką i szczypiorkiem. Jeśli jednak na stole królują surówki, staraj się wybierać te o jak najmocniejszych kolorach. Dlaczego? Czerwona kapusta i buraki w intensywnych barwach na pewno nie były mieszane ze śmietaną ani z majonezem (aczkolwiek buraki mogłyby być przesmażane ale to powinnaś wyczuć). Zazwyczaj nikt też nie łączy z tymi białymi dodatkami chrupiącej kapusty kiszonej, ale to już zależy od rodziny. Dlaczego tak czepiam się małych, niepozornych suróweczek? Porcja takiej zaprawianej śmietaną/majonezem to nawet 120 kcal, podczas gdy taka sama ilość chociażby kapusty kiszonej skropionej oliwą – trzy razy mniej. Zbiera się powoli…

Pora na deser
Czas na deser. „Dietujący” są w kropce bo co tu wybrać. Babka piaskowa niet, makowiec niet, mazurek niet. Więc co? Proponuję babki ale drożdżowe. Podczas gdy kawałek piaskowej to 230 kcal, takiej drożdżowej, nawet jeśli z rodzynkami – o połowę mniej. Jeśli jednak miałabym już celować w coś typowo wielkanocnego – wybrałabym sernik. Choć nieco tych kalorii ma, to zawsze jakaś porcja wapnia – sam ser przecież, a w dodatku zapycha. Dobrze kalorycznie wyglądają również strucle – mniej więcej 200 kcal w kawałku, o ile na samych owocach kandyzowanych, a nie z orzechami, a także delikatne makowce – również ok. 200 kcal w cieńszym plastrze. Da się? Oczywiście!

Procenty, procenty, %%% …
Na front idzie alkohol, choć niestety tutaj nie ma żadnych procentów light. Jedyne co można zalecić to umiar i ewentualnie lepszy dobór dodatków do niektórych. Jeśli czysta wódka – to nie popijaj jej już colą, kolorowymi napojami czy sokami – w szklance to jakaś stówa. Lepiej sprawdzi się … najzwyklejsza letnia herbata – jak za czasów naszych dziadków. Tak, tak, nie żartuję. Podobnie woda mineralna niegazowana. Miałam kiedyś okazję próbować i szczerze? Nawet samopoczucie było lepsze bo nie zmieszałam ze sobą masy kolorowych, chemicznych płynów. Dzięki temu – będziesz o kilkaset kalorii do przodu. Jeśli wino to tylko wytrawne, albo przynajmniej pół – będziesz dłużej piła niż przyjemnie słodkie i jest szansa, że wypijesz go mniej. A jeśli piwo – przelewaj do szklanki, nie pij z butelki czy z dużego kufla. Im częściej będziesz musiała tę szklankę uzupełnić, tym częściej się nad tym zastanowisz.

Przystawki
Bez obaw możesz sobie sięgnąć po kilka plasterków dobrego, chudego schabu, przesmarować to odrobiną chrzanu (uważaj bo zazwyczaj mieszany z żółtkiem i majonezem!). Jeśli w koszyczku króluje razowiec – jeszcze lepiej bo na pewno zjesz go mniej (jest cięższy, a z racji sporej ilości błonnika – zapycha). Jeśli sama szykujesz nadziewane jajka, zadbaj o to by do farszu użyć jak najmniejszej ilości żółtek, a zastąpić je czym innym, np. białkiem z dodatkowego jaja, cebulką, szczypiorkiem, kostką z papryki albo szpinakiem – w sieci pomysłów jest mnóstwo. Podobnie jak w przypadku sałatek, zastąp połowę majonezu jogurtem naturalnym. Takie jajka nie tylko będą lżejsze, ale i zdrowsze, zwłaszcza jeśli od wiejskiej kury J Z czego lepiej zrezygnować? Z kiełbasy, boczku oraz salami. To masa kalorii i tłuszczu, które nie dadzą Ci jakiejś specjalnej radości, a tylko boleśnie podbiją całodzienny bilans. Zapomnij również o warstwowych sałatkach, w których widać poziom tłuszczu (zwykle tzw. gyros). Nie dość, że majonez, to jeszcze mięso smażone na oleju i z tym olejem dodane do miski. Nie posłużą Ci również wszelakiej maści sałatki, które już zostały wymieszane ze sosem. Coś więcej? Chyba już nie. Jeśli o czymś zapomniałam, dopisz proszę w komentarzu. W każdym bowiem zakątku Polski święta mogą wyglądać inaczej. A jeśli mimo moich rad zbyt mocno pofolgujesz i po świętach wskazówka pokaże więcej – REGULARNOŚĆ i KONSEKWENCJA. Bo przecież wszystko da się naprawić. Trzeba tylko w siebie wierzyć i znać zasadę: „Zmiany zaczynają się wTwojej głowie” KLIK. WESOŁYCH ŚWIĄT!


LEKKIE WIELKANOCNE PROPOZYCJE POZYTYWNEGO ŻYWIENIA


zdjęcia: foter.com
szacunki kaloryczne: ilewazy.pl

 CHCESZ NA BIEŻĄCO OTRZYMYWAĆ NOWĄ PORCJĘ TEKSTÓW I PRZEPISÓW?
POLUB MNIE NA FACEBOOK-U

You Might Also Like

6 komentarze

  1. Przeczytane, zapamiętane i oby zostało wykorzystane w praktyce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia i WESOŁYCH ŚWIĄT! :)

      Usuń
  2. mam nadzieję, że uda mi się wykorzystać to w święta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki I WESOŁYCH ŚWIĄT oczywiście :)

      Usuń
  3. Umiar to przydatna reguła nie tylko od święta ale i na co dzień. Powinniśmy zachowywać umiar przez cały rok, a dzięki temu nie będziemy mieć większych problemów z wagą :) Spokojnych, smacznych Świąt :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam, zrozumiałam i mam nadzieję że nie przytyk 3 kg jak co roku...

    OdpowiedzUsuń

Przepis przypadł Ci do gustu? A może masz jakiś pomysł jak go udoskonalić? Tekst dostarczył Ci oczekiwanych informacji? Podziel się tym z innymi!

ZOBACZ RÓWNIEŻ